30 września 2010

Recenzja The Roots „How I Got Over”


THE ROOTS How I Got Over, [2010] Def Jam || The Roots spłodzili już godziny dobrej muzyki, jednak to "How I Got Over" jest perełką w ich dyskografii. Muzycznie jest mniej przebojowo, a bardziej klimatycznie. Ilość dźwięków została zmniejszona w stosunku do przykładowo „Rising Down”. Właściwie poza rapem i śpiewem krążek budują klawisze, bas i perkusja. Jeśli chodzi o teksty, ekipa z Filadelfii odpuściła sobie brodzenie w bagnach polityki i zajęli się wewnętrznymi rozterkami, z jakimi musi mierzyć się człowiek. "How I Got Over", to najwspanialsza rzecz, jaką - jak dotąd - zaoferował nam hip-hop.

Na krążku pojawiło się także kilku ciekawych muzyków ze sceny muzyki indie, którzy ubarwili głosy Black Thoughta i innych rapujących gości. Wśród występów gościnnych znajdziemy m.in. pięć dam - Joannę Newsom, Patty Crash i trzy panie z eksperymentalno-rockowego projektu Dirty Projectors (Amber Coffman, Angel Deradoorian i Haley Dekle). Usłyszymy także sample utworu Monsters of Folk. Skręt w kierunku indie wyszedł chłopakom na dobre - całość nabrała bardziej artystycznego klimatu.


Kolejność utworów na "How I Got Over" jest przemyślana. Na początku usłyszymy kilka refleksyjnych, smutnych kawałków, a dalej muzyka staje się coraz bardziej pozytywna. To bardzo dobrze, że The Roots nie zatrzymali się na etapie ponurej bezradności. Dobrze, że poszukują światła. À propos światła, do płyty wprowadza „A Peace Of Light”, w którym gościnnie wystąpiła trójka dziołch z Dirty Projectors. Ich nucenie, gitara i perkusja - wszystko to tworzy jasny, barwny nastrój. Czai się jednak w tym wszystkim zapowiedź jakiejś ciemności, a pierwsza z nich nosi tytuł „Walk Alone”. Utwór wita nas nastrojowymi, pełnymi niepokoju klawiszami, świetną perkusją, najwyższej klasy rapem i przepięknym, naładowanym smutkiem śpiewem. Hip-hop z duszą.

Jednym z najładniejszych utwórów na krążku jest „Dear God 2.0”. Jest to kontynuacja utworu „Dear God (sincerely M.O.F.)” amerykańskiej supergrupy Monsters Of Folk (w wersji 2.0 usłyszymy sample pierwowzoru). Liryki są naprawdę głębokie i odważne. Kierowane do Boga „Czemu świat jest obrzydliwy skoro stworzyłeś go na swój obraz?” czy „Mówią, że on jest zajęty, poczekajcie/ Nazwijcie mnie szalonym, ale czy on nie może czytać w myślach?” w wykonaniu rapowym wywołują u mnie naprawdę szeroki uśmiech.


Spośród kawałków wyróżnia się także „Now Or Never” - wpadająca w ucho i zmuszająca do nucenia kompozycja. Jedne z najlepszych fragmentów płyty pod względem rapu, ale przede wszystkim niezwykły śpiew. Smutek początkowych utworów zaczyna być kwestionowany, w głosach pojawia się nadzieja, która rozpala się na dobre w następnym, tytułowym kawałku. Po krótkim, wyciszającym przerywniku rozpoczyna się jaśniejsza część albumu. Najpierw utwory „The Day”, w którym wystąpiła Patty Crash, a następnie „Right On” z Joanną Newsom - bardzo udane kompozycje, dzięki damskim wokalom nabierające innej natury. Innej wrażliwości. Jeżeli dotąd nie znaleźliście powodu by przesłuchać „How I Got Over”, to zróbcie to dla niesamowitych chórków w „Doin' It Again” albo „One love, one game, one desire. One flame, one bonfire, let it burn higher!” rytmicznie wyrzucanego przez Black Thoughta w „The Fire”.

Większość albumu to spójną całość. „Większość” ponieważ muszę się przyczepić do zakończenia, a konkretniej utworów „Web 20/20” i „Hustla”. Te kompozycje nie powinny się tam znaleźć. Po naprawdę głębokich, rekleksyjnych utworach i prawie 40 minutach budowania nastroju, tak niedopasowane zakończenie zaprzepaszcza cały nagromadzony ładunek emocji. Żeby wszystko było jasne, obie piosenki są niezłe, sprawdziłyby się na poprzednich wydawnictwach, ale kompletnie nie pasują do „How I Got Over”. To tak, jakbyś oświadczał się kobiecie i nagle zaczął opisywać ulubioną scenę z „Terminatora”. 9/10 [Michał Nowakowski]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz