19 kwietnia 2011

Recenzja Kyst „Waterworks”


KYST Waterworks, [2011] Antena Krzyku || Kochają wczesne Animal Collective i Sufjana Stevensa – słychać to było już od czasu debiutu. Po zeszłorocznym „Cotton Touch” przyszła pora na drugi album zespołu Kyst i to właśnie nim pokazali czego naprawdę chcą. Nazbyt wyraźne muzyczne zrzyny przekształcają się tu w umiejętnie użyte i ukazane inspiracje. „Waterworks” to logiczna kontynuacja debiutanckiego albumu.

Znajdziemy na nim typowe dla debiutu zagrania cisza-chaos-cisza, ale też nowe motywy (wciąż jednak utrzymane w duchu Kyst). Najwyraźniejszym dodatkiem są bębny wybijające proste rytmy; w niektórych utworach („The Glowing Sea” czy „Miss The Sea”) brzmią one tak jakby zagrzewały do plemiennych starć. W drugim ze wspomnianych utworów, zamiast walk pojawia się jednak arpeggio gitarowe, a także wokal Adama. Zgrabnym wykorzystaniem bębnów jest również „A Postcard” - tworzą one w tej kompozycji kręgosłup, na którym pojawiają się ozdobniki.

Z pewnością można mówić o bardzo dobrych momentach „Waterworks”. Pierwszy z nich to „Colours” oparty o prosty rytm wybijany na wspomnianych bębnach i shoegazowo-postrockowy riff Byczkowskiego. Kawałek otwarto pozornym chaosem, przez chwile dominuje w nim perkusja, ale wraz z pojawieniem się dźwięku przesterowanej gitary zaczyna mknąć i aż prosi się o erupcję. Plusem jest to, że ona nie następuje.

Drugi mocny moment i mój ulubiony utwór to „Seasons/All Is Different”. Wmontowanie w typowo kystowy kawałek, uderzeń w (bodajże) korpus akustycznej gitary i okraszenie ich mantrą “All is different. Diferrent, different. All is, all is”, w jakości sugerującej nagrywanie tosterem wypada świetnie. W tym przypadku można nawet mówić o czymś w rodzaju wyczucia.

Zdarzają się również potknięcia. Chociażby kwadratowe linie wokalne w „Friend Now”, gdzie wokalista stara się idealnie, z każdym uderzeniem w struny, wyrzucać z siebie kolejne sylaby. Brzmi to trochę jakby dziecko w podstawówce uczyło się śpiewać. Poza tym dość ograna jest już także tendencja do „rozłażenia się” piosenki, znana ze wspomnianej debiutanckiej płyty. Rozumiem, że to ich znak charakterystyczny, ale nie zawsze potrafią go umiejętnie wykorzystać. Psuje to wspomniany siódmy utwór ponieważ motyw ten zajmuje jego centralną część.

Rozwinęli się i zasłużenie zbierają pozytywne recenzje. Jeśli progres będzie konsekwentny, to ich czwarty longplay z powodzeniem może zostać polską płytą dekady. 7/10 [Paweł Samotik]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz