21 września 2011


PROFESJONALIZM Chopin Chopin Chopin, [2011] Lado ABC || Jazz ma to do siebie, że zazwyczaj bywa pretensjonalny. Nie każdemu dane jest doświadczyć tego, co artysta chciał przez niego powiedzieć. Trochę jak ze sztuką nowoczesną. Natomiast profesjonalizm i obycie Pana Marcina Maseckiego jest idealnym połączeniem dla muzyki, gdzieś zahaczającym o free jazzowe kompozycje. Sekstet muzyków tworzy swoistą mini jazzową orkiestrę, która dla mojego ucha pobrzmiewa jak dixieland, czyli jazz grany przez białych muzyków w tradycyjnym nowoorleańskim stylu.

MIDNIGHT OIL Diesel And Dust, [1987] Columbia || Jeden z nielicznych zespołów z Australii, któremu udało się wybić i zrobić karierę ogólnoświatową. Dziś jest już dość zapomniany, zakończył działalność po 25 latach, jednak stacje radiowe wciąż przypominają największe hity. Mimo że zespół grał niewyszukanego rocka, to w muzyce Midnight Oil zwracał na siebie uwagę egzotyczny pierwiastek, dostępny z racji zamieszkania na antypodach.

19 września 2011


SOFT METALS Soft Metals, [2011] Captured Tracks || Pewną część życia spędzam w drodze. Pociągi, autobusy, wielogodzinne podróże o najprzeróżniejszych porach. Z braku czasu staram się więc wykorzystywać je na nadrabianie zaległości, uważne słuchanie płyt, czytanie, czasem i na pracę. Pewnego razu, w podróży autobusem rozpoczętej o piątej nad ranem, postanowiłem przesłuchać otrzymaną dzień wcześniej płytę Soft Metals. Zasnąłem przy drugim utworze. Zbudziła mnie dopiero cisza na koniec albumu i z zadowoleniem stwierdziłem, że była to jedna z najprzyjemniejszych drzemek jakie zażyłem.

13 września 2011


GRZEGORZ TURNAU Fabryka Klamek, [2010] Mystic || Przyznaję, że całkiem lubię poezję. Również tą śpiewaną. A wśród utworów Grzegorza Turnaua zawsze znajdywało się kilka pozycji, które szczególnie męczyłam. Jednak nie pamiętam już za bardzo z jakich płyt pochodziły. Fabryka Klamek jest inna. Co prawda istnieje szansa, że nie przypadnie do gustu wielbicielom poprzednich dokonań Pana Grzegorza, ale jak dla mnie to dobra płyta. Jakkolwiek przestrzegam – ten kto nie lubił czytać wierszy w szkole – nadal nie powinien sięgać po tego typu wydawnictwo. To wciąż poezja śpiewana. Nieco odważniejsza niż dotychczas, ale nie spodziewajcie się żadnych dewiacji.

MAPS & ATLASES Perch Patchwork, [2010] Barsuk || Jakiś czas temu, na mieście zobaczyłam młodego psa, który zamiast bać się samochodów, wskakiwał przed ich maski i na nie szczekał. Pomyślałam, że Maps & Atlases to taki niereformowalny, muzyczny pies. Indie, tyle, że pokręcone. Wokal ludzki, ale brzmiący jak głos skrzata lub kreskówkowej postaci. Krótko mówiąc: niekonwencjonalnie.

7 września 2011


Gratulujemy PJ Harvey zdobycia drugiej w karierze Mercury Prize! Nagrodę tę, za najlepszy album danego roku, przyznaje grupa reprezentantów brytyjskiego przemysłu muzycznego od 1992 roku. Polly Jean otrzymała ją już w roku 2001 za album Stories From The City, Stories From The Sea. Tym razem, równo dekadę od poprzedniego sukcesu, nagrodzono zjawiskową płytę Let England Shake.

6 września 2011


WHEN SAINTS GO MACHINE Konkylie, [2011] !K7 || When Saints Go Machine to założona w 2007 roku, duńska elektro-popowa grupa, która debiutowała rok później EP-ką o tej samej nazwie. W maju 2009 wydała swój pierwszy longplay Ten Makes A Face. W tym samym roku wydali swój kolejny album, w którym pobrzmiewają bardziej słoneczne klimaty. Na Skandynawach można polegać niemal z zamkniętymi oczami.

VERMONES How Soon Is Now? EP, [2011] self-released || Tytułem EP-ki już robią sobie pod górkę. Choć niewielu będzie robić to jawnie, to porównania z zespołem Marra z pewnością się pojawią. The Smiths jest tu jednak jak na lekarstwo. Te charakterystyczne riffy Johna stanowią równie wielki procent tej muzyki, co czekolada w wyrobach czekoladopodobnych z Carrefoura.

BEIRUT The Rip Tide, [2011] Pompeii || Zach Condon, cudowne dziecko europejskiego folku, jest magicznie zaklęty w czasie. Od czasu jego debiutu The Gulag Orkestar minęło pięć lat, a scena indie potoczyła się w stronę brzmień elektronicznych. Natomiast Beirut tkwił w miejscu ze swoimi folkowymi piosenkami o iście barokowej stylizacji. Lekka zmiana kursu nastąpiła w 2009 roku kiedy to światło dzienne ujrzała podwójna EP-ka March of the Zapotec/Holland, gdzie druga część muzycznie podryfowała w stronę synthpopowych brzmień. Nadeszła pora na długo oczekiwany (cztery lata) długogrający krążek i Beirut powrócił do tego, co grał na samym początku. Utwory z najnowszej The Rip Tide bez obaw można by wymieszać z tymi znajdującymi się, może nie na debiucie, bo on jest jeszcze ascetyczny, ale na The Flying Club Cup. I nie dostrzec żadnego zgrzytu.

5 września 2011


DEAD SNOW MONSTER Ting Ting EP, [2010] self-released || Zapewne zostanę za to rozstrzelany, ale taka praca. W muzyce Dead Snow Monster słychać dość wyraźną inspirację Jackiem White'em. Gitara posiada silny pierwiastek stylu gry założyciela The White Stripes. Ucieka jednak od wpadania w heavy metal i bardziej słychać w niej klimat rockabilly i bluesa. To zresztą wpływy bluesowe są na Ting Ting tym, czego słucha się najlepiej. Solowe partie wybijają się przed szereg i, o ile wszystko ociera się o lekki schemat i trzyma równy poziom, one przykuwają uwagę.

3 września 2011


RED HOT CHILI PEPPERS I'm With You, [2011] Warner || Na nowe płyty Red Hot Chili Peppers często długo każą sobie czekać, jednak tym razem po małej zawierusze związanej z odejściem gitarzysty Johna Frusciante, było to poniekąd usprawiedliwione. Od czasu powrotu gitarzysty z odwyku w 1998 roku zyskiwał on coraz to silniejszą pozycję i nadawał muzyce papryczek wyraźną drogę. Dlatego też z takim oczekiwaniem i obawą patrzono na przyszłe I'm With You, gdzie troszkę po cichu zwolniony wakat zajął gitarzysta wspomagający koncerty, a zarazem dobry przyjaciel Frusciante - Josh Klinghoffer. Zmiana personalna musiał odbić się na muzyce i tak, bo szeregi opuścił jeden z najlepszych gitarzystów.

1 września 2011


KOLEKCJA 20-LECIA POMATONU The Car Is On Fire, [2011] EMI || Związanie się z wielką wytwórnią płytową grozi różnymi nieprzewidzianymi konsekwencjami. Wydawca może na przykład zebrać wszystkie twoje dotychczasowe płyty i wydać w stylowej oprawie à la połowa lat 90-tych, udanie nawiązującej do wielopłytowych golden-hits Budki Suflera, Lady Pank, Kombi czy Bajmu. Być może należy potraktować to jako nobilitację. Być może jako korzystną finansowo alternatywę wobec bezdusznych allegrowiczów. A być może jako dobrą powtórkę z tematu The Car Is On Fire tuż przed wydaniem ich, zapowiadanej całkiem udanym singlem, czwartej płyty.