24 października 2012

Blogosfera muzyczna #1: Wywiad z Marcelim Frączkiem z WAFP


Cykl „Blogosfera muzyczna” jest miksem wywiadów z polskimi blogerami muzycznymi, felietonów i przeglądów polskich blogów/serwisów. W tym odcinku rozmawiałem z Marcelim Frączkiem, założycielem bloga WAFP.

WAFP jest jednym ze starszaków polskiej blogosfery muzycznej. Pamiętasz dokładny moment, kiedy wpadłeś na pomysł prowadzenia bloga?

Dokładnego momentu nie, ale było to pod dość długim pisaniu dla Screenagers. Pisałem dla nich również recenzje polskich płyt, choć wtedy przeważały zagraniczne. Była to bardzo specyficzna forma współpracy, w skrócie polegała na tym, że każdy recenzent miał swojego „mentora”, który czuwał nad jego tekstami. Dodatkowo na forum dyskutowano każdą płytę, a nawet jej ocenę. Po pewnym czasie stawało się to męczące i frustrujące, tym bardziej, że w redakcji powstały pewne zwalczające się frakcje. Stwierdziłem, że wolę być sam sobie szefem i decydować o tym, co chcę recenzować i jak to oceniać. Decyzja o wyborze tematyki była dość naturalna i zbiegła się z popularnością Myspace oraz powstaniem nowego polskiego serwisu Megatotal. To były wtedy główne źródła inspiracji i poszukiwań polskiej muzyki.

Więc zrezygnowałeś z pisania dla Screenagers i w czerwcu 2007 roku założyłeś WAFP. Jakie były Twoje pierwsze kroki? Jak zdobyłeś pierwszych czytelników, poza znajomymi?

Żeby być w zgodzie z prawdą, zakładając WAFP byłem jeszcze członkiem Screenagers, choć już „na wylocie”. Właściwie, pierwszymi czytelnikami wcale nie byli moi znajomi. [śmiech] Oni i rodzina przez długi czas nie wiedzieli, że zajmuję się blogowaniem. Na początku bardziej zależało mi na jak największej liczbie opublikowanych recenzji, dopiero po pewnym czasie zacząłem się „reklamować” na różnych forach: Screenagers, Porcys, Indierock.fora.pl i pomniejszych, również tych, na których dochodziło do wymiany empetrójek. Pisałem też do artystów z prośbą o wysłanie mi płyt – w ten sposób nawiązałem pierwsze kontakty, które procentują do dziś. Ponadto, założyłem konto na Myspace – Facebook wtedy nie istniał w szerszej świadomości. Zrobiłem pierwszą składankę „We Are From Poland”, którą również promowałem w wymienionych miejscach.

Trudno było, w imieniu świeżego bloga, przekonać zespoły do powierzenia swoich utworów na pierwszą składankę?

Nawet nie. Tworząc pierwszą składankę bazowałem na zespołach/artystach, których już na blogu opisałem, a więc wcześniej nawiązałem z nimi kontakt, wymieniłem kilka maili. Oni znali już opinie na swój temat, nie było zatem problemu ze zdobyciem piosenki – tym bardziej, że właściwie wszyscy ci artyści nie mieli jeszcze żadnych kontraktów z wytwórniami i sami mogli rozporządzać swoją twórczością. Trudniejsze było nawiązywanie tych pierwszych kontaktów. Wierz mi, to była zupełnie inna rzeczywistość niż dziś, kiedy każdy serwis/blog z jakąś renomą ma dział „współpraca” i zespoły mogą po prostu wysyłać na podany adres płyty, traktując to jako niezbędną formę marketingu. Wtedy musiałem tę płytę sam zdobyć – nie było „ciemnego środka wszechświata” czy pewnego popularnego chomika – pisałem więc do artysty coś w tym rodzaju: „Cześć, mam fajnego bloga o polskiej muzyce alternatywnej, podoba mi się to co grasz, może prześlesz mi empetrójki lub CD?”. Z czasem było coraz łatwiej, bo stał za mną rozrastający się blog, ale nigdy nie zapomnę sympatycznych maili, jakie na początku wymieniłem z zespołem Orchid, Julią Marcell i Gabą Kulką. Oni mi zaufali i wysłali swoje płyty – potem już było z górki.

Skład WAFP z czasem się powiększył. Pojawił się między innymi Grzegorz Kopeć, sporadycznie piszący też dla DNA muzyki, ale również inni. Zgłaszali się sami, czy aktywnie poszukiwałeś? Jaki miałeś klucz doboru?

Grzesia poznałem na wspomnianym forum empetrójkowym. Od początku wyglądał na największego „świra” wśród jego użytkowników. Znał bardzo dużo zespołów, o których mi się wtedy nie śniło, był – i do dzisiaj jest – niesamowicie zapalonym poszukiwaczem i maniakiem kupowania płyt. Bez niego na WAFP nie byłoby wielu wspaniałych odkryć. Nie pamiętam dokładnie, ale poznaliśmy się chyba „na privie” tego forum. Wyznał mi wtedy, że domyślił się, że jestem autorem WAFP. Nie miałem wyjścia, musiałem go zaprosić do współpracy.

Pozostali zgłaszali się sami. Cały czas jesteśmy otwarci na nowych autorów, chcemy się rozwijać o gatunki i style muzyczne, których do tej pory unikaliśmy z braku kompetencji lub po prostu zainteresowania. Nie każdy musi być alfą i omegą – uważam wręcz, że byłoby dziwne i bufońskie, gdybym twierdził, że znam się równie dobrze na rocku alternatywnym, death metalu, techno, ambiencie i free jazzie. To jest niemożliwe do ogarnięcia przez jeden umysł, dlatego warto się poznawać ze specjalistami w danej dziedzinie.

Przez kilka lat aktywności WAFP, musieliście eksperymentować z różnymi działami, cyklami i pomysłami na wpisy. Co, z perspektywy czasu, okazało się być najchętniej czytane, a co ignorowane?

Problemem nie jest czytelnictwo jako takie, bo właściwie każda publikacja jest czytana. Niektóre bardziej, bo np. link do recenzji Happysadu pojawił się na Facebooku zespołu i w dwa dni weszło na nią dwa i pół tysiąca ludzi. Bardziej boli niewielka liczba komentarzy, ale wiem już z odzewu na aktualną ankietę, że to wina przesytu. Ludzie nie nadążają za tymi wszystkimi nowościami. Nie są w stanie wszystkiego, co im proponujemy, przesłuchać i prowadzić równorzędną dyskusję z takimi maniakami jak my, którzy po prostu muszą znać każdą nową płytę czy EP-kę, jaka się pojawi na rynku.

Jestem rozczarowany słabym odzewem na wywiady i dlatego nie chce mi się ich przeprowadzać. Bo po co, dla kogo? Dla satysfakcji zespołów? Coraz słabiej „schodzą” też składanki (patrz akapit powyżej), dlatego prawdopodobnie z nich zrezygnujemy, choć jeszcze się waham. Generalnie największą poczytność mają teksty najmniej przeze mnie pożądane, czyli głośne premiery, np. nowa Maria Peszek, wspomniany Happysad. To są tematy, które ściągają czytelników z wyszukiwarek, ale oni nie są naszymi odbiorcami. Największą satysfakcję sprawia zawsze odzew na jakieś odkrycie – wrzucamy notkę o zespole z kosmosu i nagle pod nią pojawiają się komentarze, że to jest zajebiste, że WAFP dał komuś coś nowego. Dla takich chwil się tego bloga robi.

Jakie polskie serwisy/blogi muzyczne odwiedzasz?

Przeglądam wszystkie serwisy/blogi, które są umieszczone na WAFP w dziale „Warto zajrzeć”, ponadto Screenagers, Porcys, Dark Center Of The Universe, T-Mobile Music, Music Is. Rzadko bo rzadko, ale zaglądam też na serwisy mainstreamowe, jak CGM czy Nuta.

Co oceniasz na minus?

Nie lubię bezmyślnego „jebania” artysty/płyty dla lansu, nie lubię też zbyt wyrafinowanych, akademickich tekstów, w których muzyka schodzi na drugi plan, a na pierwszym znajduje się wielkie ego autora. Nie lubię niechlujstwa, braku przygotowania, nietrafionych porównań. Nie podoba mi się kierunek, w którym zmierza Screenagers, ale oni przynajmniej mają jakiś styl i fajnego grafika. Porcys czytam już tylko „dla beki” – to jest serwis, który ktoś na forum pięknie nazwał „niezależny serwis literacki”.

Co oceniasz na plus?

Lubię Chacińskiego, bo pracując w mediach masowego rażenia zachował niezależność i promuje dobre rzeczy. Lubię Hermę, bo pisze o muzyce w szerszym kontekście – niestety zakłada, że wszyscy jego czytelnicy świetnie znają angielski. Z przyjemnością czytam też PopUp, ale uważam, że powinni robić normalny, codziennie aktualizowany serwis, a nie magazyn, na który trzeba długo czekać, a potem jest tak dużo do czytania, że i tak muszę to sobie rozłożyć na kilka dni.

Jaki jest Twój stosunek do fanpage'u „Czytam polską prasę muzyczną dla beki”?

Czytam go, nie tylko dla beki. [śmiech] Analizuję zacytowane tam teksty, aby unikać podobnych błędów. Chociaż nie zawsze rozumiem powód dodania niektórych recenzji.

Czy zdarza się, że WAFP otrzymuje tyle propozycji, że musicie komuś odmówić?

Od pewnego czasu staram się unikać dawania obietnic, że coś się ukaże w takim a takim terminie. Mogę jedynie obiecać, że na pewno ktoś tej muzyki posłucha. Natomiast zdarza się odmówić patronatu medialnego – tych propozycji jest coraz więcej, więc robię solidny przesiew.

Z jakiego patronatu byłeś najbardziej dumny?

Chyba z pierwszego „dużego”, czyli debiutu The Lollipops.

Jaka jest średnia liczba odsłon WAFP za ostatnie trzy miesiące?

22 tys. odsłon.

WAFP „stoi” na Bloggerze, podobnie jak kilka innych blogów/serwisów. Nigdy nie myślałeś, żeby przenieść się na inną platformę? Nie myślałeś o podpięciu własnej domeny?

Sam dobrze znasz odpowiedź. Żaden z muzycznych blogów nie powstał w celach zarobkowych, a gdyby nawet – nic by w naszym „polskim internecie” nie zarobił. Naturalnym wyborem jest więc darmowa platforma. I tak trzeba dopłacać do swojej pasji kupując płyty, koperty i znaczki do wysyłki nagród w konkursach, bilety na koncerty. Nie piszę tego z wyrzutem – taka jest po prostu rzeczywistość. Natomiast brak kasy bywa powodem, dla którego część blogerów rezygnuje z prowadzenia własnej strony.

Wracając do pytania – uważam, że Blogger jest na tyle dobrą i stabilną platformą, że nie warto myśleć o jej zmianie i inwestowaniu we własną domenę. W przypadku serwisu tak, ale nie bloga, którym WAFP pozostanie.

Widziałem ostatnio, że planujecie zmienić logotyp. Jakieś projekty już są?

Są, ale mówiąc szczerze żaden z nich nie oddaje ducha WAFP. Najgorszy jest chyba ten wykorzystujący symbole narodowe. Aż mnie ciarki przeszły, gdy go zobaczyłem. Czekam na inne propozycje.

W jakim kierunku chcesz rozwijać WAFP?

Na pewno nie serwisu, jeśli to miałeś na myśli. Stawiam na rozwój organiczny, bez gwałtownych zmian i przewracania wszystkiego do góry nogami. WAFP nigdy nie dorówna popularnością serwisom, więc nie widzę powodu, by coś zmieniać w jego formule. Na pewno chciałbym pozyskać jeszcze z dwóch–trzech stałych współpracowników piszących o pomijanych dotąd gatunkach. Być może dobrym pomysłem byłoby zaproszenie jakiejś wyrazistej postaci do pisania felietonów? O widzisz, wpadłem na to właśnie teraz, więc nasza rozmowa okazuje się całkiem owocna również dla mnie. [śmiech]

To lepiej już skończmy, bo wzmacniam konkurencję... a poważnie: wytrwałości życzyć Ci nie muszę, więc życzę dalszych sukcesów. Dziękuję za rozmowę.

[Michał Nowakowski]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz