6 grudnia 2012

Blogosfera muzyczna #5: Muzyka islandzka po polsku


Cykl „Blogosfera muzyczna” jest miksem wywiadów z polskimi blogerami muzycznymi, felietonów i przeglądów polskich blogów/serwisów. W tym odcinku: Bartek Wilk, założyciel i redaktor naczelny serwisu Muzykaislandzka.pl.

Po sześciu latach współtworzenia sigur-ros.art.pl, zdecydowałeś, że Islandia to więcej niż Sigur Rós i od początku 2011 roku ruszyłeś z Muzykaislandzka.pl.

Zainteresowanie Sigur Rós było efektem dość długich muzycznych poszukiwań. Zachwyciłem się nimi i przez pewien czas nie potrzebowałem innej muzyki. Wtedy poznałem Łukasza i Olę, z którymi wspólnie stworzyliśmy polską stronę fanów. Ta muzyczna fascynacja, która rozpoczęła się jakieś 8 lat temu trwa u mnie do dziś... Ale w pewnym momencie zacząłem wsiąkać w to głębiej, szukać innych, pobocznych projektów, muzyków, nagrań. Głównie poprzez internetowe fora skupione wokół SR. A to taki niekończący się łańcuch islandzkiej muzyki. Każdy z każdym coś nagrywał, współpracował, pomagał, produkował, współtworzył. Nagle okazało się, że poza artystami szeroko znanymi, jak Björk, múm czy Emilíana Torrini jest jeszcze mnóstwo innych, wyśmienitych.

Sprowokowało Cię coś konkretnego?

Pomysł, żeby o tym pisać pojawił się na długo przed powstaniem strony, przy okazji wywiadów, które robiłem z myślą o sigur-ros.art.pl. Rozmawiałem m.in. z Biggim z Sundlaugin Studio, ta rozmowa kręciła się wokół Sigur Rós, ale już wtedy wiedziałem, że to kopalnia wiedzy i świetnych tematów. Momentem przełomowym była 8 edycja krakowskiego Sacrum Profanum. Múm, którzy pojawili się w Polsce w towarzystwie przeogromnej liczby wspaniałych islandzkich artystów i na koniec Jónsi ze swoim livebandem, którego każdy członek stanowił osobną opowieść. Wtedy postanowiłem wcielić w życie pomysł strony poświęconej muzyce islandzkiej.

Ile osób pomagało Ci przy tworzeniu Muzykaislandzka.pl?

W zasadzie to był mój autorski projekt. Trzymałem go w tajemnicy dopóki strona nie była gotowa. Nad całością pracowałem sam, wybrałem szablon i dostosowałem go do potrzeb strony, wymyśliłem logo, zarejestrowałem domenę. Wszystko po kolei. Pierwsze teksty też były moje, choć od początku wiedziałem, że formuła strony musi być otwarta. Mogłem też liczyć na ludzi udzielających się na forum Sigur Rós, tam poznałem wielu niesamowitych fascynatów muzyki – także tej islandzkiej. No i tak też się stało – dołączyli Justyna i Paweł, potem pojawili się Dawid, Marcin, Łukasz, Kasia, Michał, Sonia i inni. Wszyscy kochamy muzykę, ze szczególnym uwzględnieniem tej z Wyspy.

Jaki metodami znajdowałeś pierwszych czytelników? Jak promujecie swój serwis?

Nigdy jakoś mocniej nie promowaliśmy serwisu. Ponieważ od lat jestem administratorem polskiego forum SR, to tam wrzuciłem pierwsze info o stronie. I to był dobry krok – ponad 1,2 tys. zarejestrowanych użytkowników, którym islandzka muzyka nie jest obca. Potem poszło już samo. Aktywnie działamy też na Facebooku, to dobry sposób, żeby przyciągnąć czytelników. Zaznaczamy też swoją obecność na fanpage'ach islandzkich zespołów, ale bardziej chodzi nam jednak o polskich czytelników, bo strona jest przecież polskojęzyczna (z małymi wyjątkami). Współpracujemy też z najprężniejszym i największym polskim portalem informacyjnym na Islandii – Informacje.is, a także z muzycznym blogiem i audycją radiową Good because Danish. Wymieniamy nie tylko banery, ale też informacje z naszych stron. Prawda jest też taka, że w Polsce istnieje już całkiem spora rzesza fanów muzyki islandzkiej, a że artyści z Wyspy często nas odwiedzają, to ta wzajemna fascynacja może się rozwijać. W tym miejscu ukłony dla człowieka, który od lat przecierał szlaki zapraszając do Polski islandzkich muzyków, czyli dla Bartka „Borówki”. Teraz kolejnych artystów sprowadzają do kraju także nasi redakcyjni koledzy i znajomi.

Dużo macie kontaktów w samej Islandii? Często skrzynka mailowo przyjmuje jakieś prośby z Wyspy?

Prośby z Wyspy pojawiają się, ale raczej rzadko. Islandzcy artyści nie zabiegają o popularność, po prostu robią swoje i są w tym świetni. Są za to bardzo otwarci i chętni do współpracy. Sam do tej pory nie spotkałem się z jakąkolwiek niechęcią czy odmową. Wręcz przeciwnie, cieszy ich, że ktoś interesuje się ich twórczością i chce o nich mówić. Podobnie jest z islandzkimi mediami i wytwórniami. Fajne znajomości nawiązują się też podczas polskich koncertów. Wiadomo jednak, że najciekawsze rzeczy dzieją się tam na miejscu. Na szczęście w Reykjaviku jest Dawid, który co chwilę znajduje nieodkryte jeszcze islandzkie talenty. A bywały i takie sytuacje, że zainteresowanie z naszej strony było takim kopniakiem i mobilizowało konkretny zespół do pracy.

Jaki zespół masz na myśli?

Kiedy trafiłem na nieznany jeszcze zespół Ferja z Höfn w południowo-wschodniej Islandii i poprosiłem ich o wywiad byli trochę zaskoczeni, że ktoś w Polsce o nich pyta, interesuje się, słucha ich muzyki. Byli wtedy w zwrotnym punkcie, po dłuższej przerwie w graniu wszyscy przenieśli się do Reykjaviku, dołączył do nich perkusista i zaczynali sobie wszystko układać. Sami przyznali, że ten wywiad był czymś w rodzaju pobudki, upewnili się, że to co robią ma sens i że trzeba się wziąć do roboty. Nagrali wtedy taką akustyczną sesję z kilkoma swoimi utworami, którą nam zadedykowali.

Jakieś wyjątkowe spotkanie z islandzkim artystą?

Prawdę powiedziawszy do tej pory nie miałem takiego wyjątkowego spotkania. Owszem kilka się zdarzyło przy okazji koncertów, ale dla mnie to nie jest ani czas ani miejsce na jakieś ciekawsze, głębsze rozmowy. Może dlatego lepiej koresponduje mi się mejlowo, więcej spraw można poruszyć, nie tylko muzycznych. Dla mnie najważniejsza zawsze była i jest muzyka. Jestem zdania, że jeśli cenię i szanuję czyjąś twórczość, to wcale nie oznacza, że koniecznie musimy pozować do wspólnych zdjęć i rozmawiać o sprawach osobistych. Chyba że zupełnie niemuzycznie jesteśmy przyjaciółmi. Ale muszę też przyznać, że dzięki „islandzkiej” poznałem fantastycznych ludzi, muzycznych pasjonatów, zakochanych w Islandii, tych piszących dla naszego portalu i nie tylko. Jest wiele osób, które nie udzielają się w redakcji, ale darzą nas sympatią i mocno nam kibicują.

Co sądzisz o facebookowym fanpage'u „Czytam polską prasę muzyczną dla beki”?

Pomysł fajny, chociaż wydaje mi się, że wyłapywanie absurdów i wpadek w polskiej prasie i blogosferze muzycznej to zajęcie ponad ludzkie siły. Sam bardzo często znajduję tego typu cuda – nie koniecznie muzyczne. Z jednej strony, dzięki Internetowi każdy może dziś być dziennikarzem, ale z drugiej każdy tekst rzucany jest na głęboką wodę. Liczba czytelników i potencjalnych krytyków jest nieograniczona, a to uczy pokory i samodyscypliny w pisaniu. „Dla beki” lubię zaglądać.

Czy ktoś z redakcji zna język islandzki?

Uczymy się! Poważnie! Niektórzy praktycznie, tam na miejscu – uczyli się bądź uczą dalej, a inni tu w Polsce. Gdyby ktoś był zainteresowany, to islandzkiego można się uczyć w Krakowie.

Duże zainteresowanie serwisem odnotowujecie?

Średnia liczba odsłon to 8,5 tys., odwiedzin 4 tys., a unikalnych użytkowników blisko 2,5 tys.

Czytasz jakieś inne polskie serwisy/blogi muzyczne?

Tak naprawdę to nie bardzo mam czas, na czytanie polskich serwisów muzycznych. Zaglądam na te zaprzyjaźnione, wciąż ważnym dla mnie źródłem wiedzy i poszukiwań muzycznych są internetowe fora. Są tam ludzie, w których muzyczny gust ufam. Jeśli tylko mogę to zaglądam na islandzkie strony – czytam Reykjavik Grapevine, IMX, dział kulturalny Informacje.is, zaglądam też na blog gogoyoko, strony wytwórni i jestem na bieżąco ze stronami zespołów. Chętnie odwiedzam też Nordic Spotlight, muzycznego bloga Marka Ollarda (IceBlah) i z sentymentem zerkam na muzyczne blogi Jona Parra (Victory Rose Music).

Macie plany na rozwój Muzykaislandzka.pl?

Oczywiście, że mamy. Może nie tyle plany, ale pomysły które ciągle się pojawiają. Intensywnie zastanawiamy się nad anglojęzyczną wersją portalu, bo wiemy, że choćby wywiady w oryginale cieszą się wielką popularnością. Poza tym mamy sporo sygnałów od ludzi, którzy mówią wprost, że choć nie znają języka polskiego to chętnie zaglądają właśnie do nas. Być może zmieni się też nieco wygląd strony, ale nie chcę jeszcze składać żadnych konkretnych deklaracji. Będą też kolejne patronaty – koncertowe i wydawnicze. No i pewnie tak jak w przypadku innych muzycznych stron, tak i my myślimy również o własnych wydawnictwach.

W sensie własnym labelu?

Aż tak bym się nie rozpędzał. Raczej małe rzeczy, powiedzmy incydentalne.

Rozumiem. Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia!

[Michał Nowakowski]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz