21 lipca 2013

Atoms For Peace a sprawa poznańska


Ostatnimi czasy zacząłem uważać, że koncertowa sytuacja Poznania nie jest już tak zła jak kiedyś. Odwołanie koncertu Atoms For Peace zapewniło jednak kilkanaście kroków wstecz w budowaniu wizerunku miasta, w którym mogą odbywać się wielkie i interesujące koncerty, przy okazji stając się największym muzycznym rozczarowaniem tego roku.

Wczorajszego wieczora na placu Wolności, tuż przed „występem” Cat Power, na scenie pojawił się Pan od Festiwalu Malta, którego niestety nazwiska nie dosłyszałem, nie wiem nawet czy się przedstawił, zapowiedziany też chyba nie został. Nie, nie jestem ignorantem, ale każdy ma swoje obszary zainteresowań i Festiwal Malta jako wydarzenie teatralne w zakres moich nie wchodzi. Interesują mnie tylko podczepione pod ten szyld koncerty.

Informacja o odwołaniu Atoms For Peace pojawiła się w dniu koncertu przed południem, wspomniała jedynie o kwestiach bezpieczeństwa, nie wspomniała natomiast o Cat Power, po czym przez kilka godzin nie pojawiły się żadne dalsze oficjalne wieści.

Wracając do słów organizatorów. Podczas budowy sceny na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich miały objawić się problemy techniczne, mogące rzutować na kwestie bezpieczeństwa (a wg niepotwierdzonych plotek dotyczące zabezpieczenia dachu sceny). Organizatorzy zasięgnęli po opinie kliku rzeczoznawców, otrzymane ekspertyzy okazały się sprzeczne. Będąc w stałym kontakcie z managementem Atoms Fot Peace, zdecydowano, że jeśli jest choć ułamek prawdopodobieństwa zagrożenia to koncert musi zostać odwołany. Przy okazji powołano się na zeszłoroczne wydarzenie w Toronto, kiedy to w wyniku zawalenia się sceny zginął na miejscu jeden z technicznych Radiohead. Zrozumiałe jest zatem, że Thom Yorke może czuć się osobiście przeczulony w sprawach bezpieczeństwa.

Brak szczegółowych informacji wytłumaczony został szacunkiem wobec publiczności, której chciano zaoszczędzić niepotwierdzanych danych i uraczyć dopiero oficjalnym stanowiskiem. Informacji zaoszczędzono widać również Chan Marshall, która zdążyła dotrzeć z zespołem do Poznania i rzekomo po ujrzeniu małej sceny przeznaczonej na darmowe koncerty na placu Wolności postanowiła, że musi na niej wystąpić.

Nie rozumiem dlaczego nie zdecydowano się przynajmniej na szczątkową formę koncertu Cat Power, będąc w dobrej formie multiinstrumentalista Chan spokojnie mogła przedstawić set choćby akustyczny. Wspomniany set DJ’ski wyglądał w ten sposób, że Gregg Foreman, jeden z członków jej zespołu puszczał wesołe piosenki, później zaś sama Cat Power na scenie po prostu się… pojawiła. Trochę potańczyła, zaprosiła parę osób z publiczności na scenę i tyle dobrego, że przynajmniej za darmo można było zobaczyć jej nieogarniętą blond czuprynę a’la Pani Hooch z Harry’ego Pottera.

***

Poznań uważam w dużym uproszczeniu za kulturalną pustynię i miasto, którego władze skupione są wyłącznie na sporcie i biznesie. Miasto położone idealnie pomiędzy Berlinem i Warszawą, Pragą i wybrzeżem, przez całe niemal lata dziewięćdziesiąte pomijane było przez zagranicznych wykonawców podczas ich tras koncertowych. Sporadycznie odbywały się koncerty w Arenie, która nigdy nie osiągnęła statusu katowickiego Spodka, miejski stadion zaś gościł raz na kilka lat bezpiecznych wykonawców w rodzaju Petera Gabriela czy Stinga.

Oczywiście lepiej wygląda sytuacja koncertów klubowych. Średniej wielkości Eskulap znany jest głównie jako największa miejska łaźnia, jego niejasna sytuacja prawna i rodzące problemy komunikacyjne położenie, sprawiły, że najciekawsze koncerty w Poznaniu odbywają się w małych klubach w rodzaju Meskaliny czy Pod Minogą. Niekoniecznie zatem w komfortowych warunkach, ale chwała im za chęci.

Przełomem w obecności wielkich koncertów w przestrzeni Poznania był rzecz jasna występ Radiohead w 2009 roku. Przy okazji na powierzchnię wypłynął problem braku stosownego miejsca na tak wielkie wydarzenie, bynajmniej nie z powodu proekologicznych wymogów Thoma Yorke’a. Sama Cytadela sprawdziła się moim zdaniem bardzo dobrze, zarówno pod względem przestrzeni, jak i komunikacji z centrum miasta, ale w kwestii organizacji przypomnę legendarny już powrót tysięcy ludzi wypuszczanych przez jedną bramkę w ciemności Cytadeli i barwną możliwość potknięcia się na korzeniach, stoczenia się po nieoświetlonych stokach, tudzież rozbicia głowy o groby czerwonoarmistów.

Niewiadomo było natomiast czy sam koncert jest niezależnym eventem, jednym z cyklu „Poznań dla Ziemi”, czy częścią zakończonego miesiąc wcześniej Festiwalu Malta. Przekaz medialny i spójność marki zawsze była bolączką teoretycznie „maltańskich” koncertów. A ich historia rozpoczęła się tak naprawdę od legendarnego już wydarzenia, jakim w 2006 roku był występ CocoRosie, Antony’ego & The Johnsons, Devendry Banharta i Animal Collective. W ostatnich latach praktycznie co roku odbywał się w Poznaniu koncert wielkiej i niebanalnej gwiazdy, żeby wspomnieć Portishead i Fleet Foxes w 2011 roku czy Faith No More w zeszłym. Uparcie organizowane nad jeziorem Malta, kolejnym fatalnym miejscem pod względem warunków i komunikacji (fun p.t.: "ile setek ludzi wmieści się do pojedyńczego autobusu" lub "w ile godzin uda mi się dotrzeć pieszo do centrum").

W tym roku miało być już niemal idealnie (pomijając niezwykle wysoką cenę biletów). Odnowiony teren MTP staje się powoli naczelnym i potencjalnie najlepszym miejscem koncertowym w Poznaniu. A jako że uważam, że w Poznaniu nie ma warunków ani społeczno-kulturalnego klimatu na organizację wielkiego festiwalu muzycznego, pogodziłem się z formułą poszerzenia teatralnej Malty o coroczne, pojedyncze i niebanalne koncerty, pod warunkiem spójnego przekazu wizerunkowego. Również z tym nie było w tym roku już problemu, zarówno w przypadku Kraftwerk, jak i Atoms For Peace. Niestety, wczorajsza wpadka mocno odbyła się na wizerunku festiwalu i całego miasta. Mimo starań wielu ludzi, przekaz jest dość czytelny – Poznań nadal nie jest miastem gotowym na wielkie eventy muzyczne, zarówno mentalnie, jak i organizacyjnie. Jedyna korzyść z zaistniałej sytuacji jest taka, że nie wyobrażam sobie by pozwolono sobie na powtórkę z niej przyszłości. [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz