7 grudnia 2013

Kamila Boruc Poleca: Trzy to za mało

[fot. Emil Kołodziej]
Hej, czołem! Ruszamy z cyklem w którym to muzycy będą podsuwali wam ukochane przez nich dźwięki. W dzisiejszym odcinku swoimi muzycznymi miłościami, dzieli się Kamila z krakowskiego zespołu Dżindżer Projekt. [Agnieszka Hirt]

Kiedy mam polecić tylko trzy krążki, to tak jakbym miała wypisać 5 najlepszych piosenek – nie potrafię. Z trzech krążków wyjdzie, że funkowa wokalistka słucha tylko poezji śpiewanej i ostrych riffów gitarowych (może dlatego, że w zespole nie ma gitary?). Postaram się wybrać takie albumy, takich artystów, żeby wyszła na jaw nie tylko różnorodność tego, czego słucham, ale i pewien brak gustu muzycznego, który mi wszyscy zarzucają. Niestety, ograniczenie się do trzech albumów wywołuje u mnie głęboki smutek, dlatego zgłaszam swoją kandydaturę na redaktora cyklicznego działu – płyta na… poniedziałek/wtorek/środę(..), etc.

Sara Bareilles Careful Confessions [2004]


Ten album podpowiedział mi last.fm, jako najczęściej słuchany, najwięcej razy odśpiewany – zarówno cały album, jak i poszczególne utwory znalazły się w moim „odsłuchaniowym” TOP10 (kawałki takie jak "City", "Red" czy "Come Round Soon"). Prawdopodobnie wiele „najczęściej słuchanych” nie sccroblowało mi się z mojego autka, bo to tam najczęściej słucham muzyki. Dlaczego Sara Bareilles? Kunsztownie napisane teksty, choć traktujące o prostych  emocjach, tęsknotach. Wszystko opatrzone znośnymi piano rockowymi aranżami, patetycznymi skrzypkami, popowymi melodiami. Nie potrafię tego wytłumaczyć inaczej, niż cytując Oh my God – Sara reads my mind!

Pretty Lights A Color Map of the Sun [2013]


Dwa dyski świetnie zmiksowanej muzyki! Dwa dyski niesamowitości nagrywanych długimi miesiącami przez muzyków z całego świata. Pretty Lights, czyli Derek Vincent Smith, to od pewnego czasu jeden z moich ulubionych producentów muzyki elektronicznej. Projekt kolorowej mapy tylko mnie utwierdził w przekonaniu, że jest to człowiek, którego muszę kiedyś poznać osobiście. Płytę plasuję w pierwszej trójce pewnie ze względu na świadomość ekscytacji, jaka towarzyszyła mojemu oczekiwaniu na płytkę po oglądaniu kolejnych zajawek ze studia. Marzę o własnym double vinyl tego wydawnictwa, jeszcze się nie dorobiłam. Może prezent pod choinkę?   

Max Richter The Blue Notebooks [2004]


Jeśli muzyka klasyczna, to właśnie Richter. Nie mogłam się zdecydować, czy "Notebooks", czy może "24 Postcards in Full Colour". Wybór padł na starszą płytę chyba za to, że to były jego pierwsze neoklasycystyczne kroki, delikatne łączenie pianina, muzyki elektronicznej i ambientu z wykorzystaniem odczytów Kafki i Miłosza (tu ciepło na sercu, bo sama użyłam anglojęzycznego Miłosza do jednego z kawałków do nowej epki). Mogę go słuchać w każdej chwili, niezależnie od nastroju. Rzadko słucham muzyki tylko instrumentalnej, a akurat te płyty są dla mnie niezwykle inspirujące. 

A teraz sprytnie dodam jeszcze 3 krótkie albumy, których słucham namiętnie ostatnimi czasy, bez zbędnych opisów, po prostu muzyka do częstowania się. Indie meets Kamila, czyli wszystkie strony świata – Miasto Aniołów (bliskie mi z okazji pisania licencjatu), UK & Good because Danish:

Rhye Woman [2013]
Alex Clare The Lateness of the Hour [2011]
MØ Bikini Daze [2013]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz