10 kwietnia 2014

Recenzja Múm "Smilewound"


MÚM Smilewound, [2013] Morr Music || Jesienne koncerty Múm były słodko-gorzkim doświadczeniem. Zespół, choć w zmienionym składzie, potrafi bezbłędnie odtworzyć czar sprzed ponad dekady, ale z prezentacją nowego ma już wyraźne problemy. Owszem, większość słuchaczy z zasady odrzuca nowe wcielenie Múm, które wyłoniło się w 2007 roku. Je jednak cenię dość zasadniczą zmianę brzmienia, poszerzenie instrumentarium i przesunięcie akcentów z elektroniki w stronę indie-folku. Problemem zatem jest samo "Smilewound", będące płytą po prostu słabą.

Czasem starają cię nawiązać do wesoło-freak-folkowego wcielenia z "Go Go Smear The Poison Ivy", jak w "When Girls Collide". Czasem nowe wokalistki kopiują wczesne brzmienie Múm, jak w "Underwater Snow", ale kompozycyjnie żadne z tych rozwiązań do nikąd nie prowadzi. Nadanie melancholijnej głębi "Slow Down" polega na niemiłosiernym rozwleczeniu tej piosenki i już na tej wysokości album traci zdolność podtrzymywania uwagi.


"One Smile" okazuje się całkiem miłe, singlowy "Candlestick" na moment wyrywa album z ogólnego marazmu, choć i tak w przeciwieństwie do starszych singli Múm nie jest w stanie zakotwiczyć się w pamięci. Wyróżniają się "Sweet Impressions" oraz "Whistle", ale tylko jako koncepcyjne ciekawostki. Pierwszy bowiem utwór to cover piosenki Hjaltalín z ich drugiego albumu "Terminal" (pytanie po co). Drugi, zamieszczony jako bonus, to wcześniejszy singiel z gościnnym udziałem... Kylie Minogue, ale czy melancholijnie wzdycha i szepcze popowa supergwiazda czy wokalistki Múm również ciężko rozpoznać.

"Go Go Smear The Poison Ivy" i "Sing Along To Songs You Don't Know" były oczywiście albumami diametralnie innymi niż trzy pierwsze płyty klasycznego Múm, ale pełne były ciekawych pomysłów, intrygujących rozwiązań oraz, po prostu, fajnych melodii. Każdy z tych trzech elementów stanowi poważny brak "Smilewound", które tym samym jest pierwszą tak naprawdę poważniejszą wpadką Múm. 4/10 [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz