12 maja 2014

Relacja z koncertu Soft Metals 7.05.2014


SOFT METALS [7.05.2014], Podnik, Praha || O Soft Metals pisałem już prawie trzy lata temu przy okazji ich pierwszego albumu. Duet z Oregonu okazał się jednym z najciekawszych debiutów modnego labelu Captured Tracks a synth-pop w podaniu Patricii Hall i Iana Hicksa wyjątkowo stylowym podejściem do atmosferycznej elektroniki. W między czasie Soft Metals zdążyli dorobić się drugiej płyty „Lenses” i tym bardziej zaskakuje, że dopiero teraz po raz pierwszy wyruszyli w swoją pierwszą europejską trasę, podczas której nie ominęli ani Czech ani Polski.

Muzyka Soft Metals kryje w sobie ogromny potencjał. Szeroko rozumiana kategoria synth-popu cieszy się nieprzerwaną popularnością już od ponad dekady, najczęściej oferując jednocześnie nieinwazyjne i porywające dźwięki. Tym większych umiejętności wymaga chęć wyróżnienia się spośród szeregu wykonawców łączących współczesne techniki z sentymentem za latami osiemdziesiątymi. Siła Soft Metals tkwi w umiejętnym budowaniu klimatu, bardziej niż na efektowne single stawia duet na atmosferę albumu, jednocześnie romantyczną i niepokojącą, kojącą i taneczną zarazem.


Tym bardziej ciekaw byłem zetknięcia się z Soft Metals na żywo. Pozornie skromnie się prezentujący zestaw syntezatorów, zapamiętale przy nich manipulujący Hicks, stopniowo owijająca się kablem od mikrofonu Patricia i dość surowe wizualizacje wystarczają do więcej niż satysfakcjonującego koncertowego doznania. Syntetyczne plamy i wyraźny bit wraz z eterycznym wokalem Patricii brzmią pozornie prosto, ale profesjonalnie i wciągająco. Popowa zwiewność, taneczny potencjał, flirt z italo-disco z jednej strony i z housem z drugiej tworzą stylową i zarazem intymną całość.

Nic w tym dziwnego, skoro duet stawia na tak udane kompozycje jak tytułowa z „Lenses” czy „The Cold World Melts” i „Psychic Driving” z debiutu. Niezwykła zatem szkoda, że praski przynajmniej koncert okazał się rozczarowująco krótki, grali bowiem niewiele ponad pół godziny przy zachwyconej, ale stosunkowo nielicznej publiczności. Promocja koncertów to częsta bolączka praskich klubów, lecz za długością koncertu stał szok nie tyle kulturowy, co klimatyczny jaki Soft Metals przeżywają podczas pierwszej wizyty w Europie. Przeziębiona Patricia przepraszała za swoją słabą formę, choć naprawdę nie dało się tego odczuć, gdyż w o wiele większym stopniu emanowała entuzjazmem, otwartością i serdecznością. Może gdy spełni się jej marzenie o zamieszkaniu w mitycznej Europie będziemy mieli okazję widzieć Soft Metals częściej. Na razie wystarczyć musi mi bajeczny dwukolorowy winyl z remiksami z „Lenses”.

Nie mogę się powstrzymać od paru uwag na temat miejsca koncertu. Gdyby nie miniaturowa reklama Klubu Pilot parę miesięcy temu zapewne nawet bym się nie dowiedział, że Soft Metals występują w Pradze. Problem w tym, że w międzyczasie koncert przeniesiony został do miejsca o nazwie Podnik, będącego własnością tych samych osób co konkurencyjne wobec Pilotu Cafe v Lese, które nie pierwszy raz zasługuje na promocyjną krytykę. Nie wystarczy wyrobiona marka i nie wystarczy oryginalne miejsce. Podnik bowiem znajduje się w częściowo pustej Ústřední budově Elektrických podniků, w efekcie mamy dziwny zapach, ruchome płytki w podłodze, dźwięk jak w metalowych kuble, drogi bar oraz pisuary za zasłonką. Hipsterzy hipsterami, ale jakieś standardy zobowiązują. [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz