10 września 2014

U2 dla wszystkich, czyli dla wybranych


Gdy Radiohead w 2007 roku wydali "In Rainbows", celem było ominięcie oficjalnego systemu dystrybucji i obejście wszystkich prawideł przemysłu muzycznego. Album pobrać mógł każdy zainteresowany, każdy mógł to zrobić za darmo, każdy mógł też wpłacić dobrowolną kwotę, która trafiła bezpośrednio do zespołu. Dziś taki ruch nie jest niczym wyjątkowym, sięgają po niego wszyscy, od wielkich nazwisk po debiutujące niezależne zespoły, na modelu free download i pay-what-you-want bazuje i cała sieć Bandcampa. Ale Radiohead rozpoczęli dyskusję o alternatywnych sposobach dystrybucji bazujących na powszechności, dobrowolności i szacunku.

Gdy U2 wydaje w bólach tworzone "Songs of Innocence" jako część bombastycznego eventu Apple, nie ma mowy ani o powszechności, ani o dobrowolności, ani o szacunku, tylko o biznesie w najbardziej niesmacznym wydaniu. Apple to przeszacowany, niekompatybilny z resztą świata zamknięty mikrokosmos. Perfekcyjnie dopracowana marketingowo marka wystarcza, żeby zapłacić więcej za znane i tańsze rozwiązania w pakiecie ze złudnym poczuciem wyjątkowości. Dla zdroworozsądkowej większości świata jedynym powodem do radości może być ewentualnie zalanie facebookowych newsfeedów iPhonem 6 zamiast Ice Bucket Challenge.

Nowy album U2 zapowiadany był już parę miesięcy po "No Line On The Horizon", płycie, jak na to co prezentuje U2 w XXI wieku, przyzwoitej, ale nadal zakotwiczonej w miałkim i bezpiecznym terytorium w jakim zespół tkwi od czasów "All That You Can't Leave Behind". Dalej następowały kolejne informacje o zmianach tytułu, zmianach producentów, powrocie do elektroniki, czy o rezygnacji z tego materiału i rejestracji całkowicie nowego. Czymkolwiek by się okazał nowy album U2, po tylu zapowiedziach i wymęczonej historii tworzenia, w przypadku regularnej dystrybucji i normalnej premiery, reakcje musiały by być bardziej stonowane. Przede wszystkim dlatego, że naturalnie musiały by skupiać się na muzyce.

Tymczasem, genialnym ruchem mówi się o nowym albumie U2, ale nie o jego muzycznej zawartości. Zawartości dostępnej dla każdego posiadacza iTunes. Owszem, przynajmniej na razie "Songs of Innocence" są za darmo. Lecz U2 nie obchodzą żadnego systemu dystrybucji, tylko promują jeden wybrany, uważający się za niemal wszechświatowy, ale będący tylko częścią wirtualnej rzeczywistości Appla. Nie ma więc mowy o powszechności, na głowie postawiona została również dobrowolność. Najwidoczniej bowiem każdy użytkownik iTunes obdarowany został albumem U2, który trafił prosto do jego biblioteki. Bono zwrócił miał się tymi słowy do Tima Cooka The question is now, how do we get it to as many people as possible, because that's what our band is all about. I do believe you have over half a billion subscribers to iTunes, so — could you get this to them?

Bono uznał zatem, że każdy, czy chce, czy nie, musi być obdarowany szczęściem w postaci płyty made for people whose taste in music hasn't changed since 1989 (jeden z pierwszych komentarzy odnośnie "Songs of Innocence"). Najwidoczniej zapomniał, że dzieci w Afryce, o które zapamiętale walczy fotografując się z prezydentami, iTunes najpewniej nie używają. Ale samowystarczalny świat Apple jest jak Chińska Republika Ludowa, która w postaci albumu U2 dostarcza właśnie każdemu obywatelowi obowiązkową "Czerwoną książeczkę". [Wojciech Nowacki]

2 KOMENTARZE:

Anonimowy pisze...

"(...) każdy, czy chce, czy nie, musi być obdarowany szczęściem (...)" - to po prostu nieprawda. Nikt nie nałożył na użytkowników iTunes obowiązku ściągnięcia albumu, nie jest on od razu wrzucany do biblioteki- trzeba go pobrać (jeśli ma się na to ochotę). I co ma wspólnego z udostępnieniem albumu działalność charytatywna Bono? Dzieci w Afryce, o których wspominasz zapewne również nie mają odtwarzaczy cd, a także wielu innych, z których codziennie korzystasz i Ty, zatem rozpoczęcie tego wątku w "recenzji" jaką tu zamieściłeś jest zupełnie pozbawione sensu.
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

A fanatycy U2 wciąż zaślepieni. U2 to nie jest ani instytucja charytatywna bo darmo nie daje a co najwyżej odsprzedaje za grubą kasę, ani zbawca świata głosząca świętą prawdę jak Jezus bo Jezus głosił za darmo całemu światu a nie tylko użytkownikom technologii określonej korporacji. U2 to kolejna firma która chce wciąż powiększać swoje wpływy i zarabiać kasę a im więcej tym lepie. Tylko frajer wierzy w szczere intencje Bono i prawdziwość emocji zawartych na nowy albumie. Bono to świetny psycholog, wie jak zagrać na emocjach słuchacza, dobry psycholog łatwo manipuluje tłumem jak zagubionymi owcami szukającymi drogi i pocieszenia.

Prześlij komentarz