4 listopada 2014

Recenzja Skalpel "Transit"


SKALPEL Transit, [2014] PlugAudio || Skalpel najwyraźniej nie ma powodu, by cokolwiek komukolwiek udowadniać. Duet wydał po blisko dekadzie nowy album praktycznie na własną rękę, bez podpierania się legendarnym szyldem wiadomej wytwórni, bez specjalnego rozgłosu, na który z pewnością zasługuje, ale też bez zbytecznego ciśnienia. Bo najwidoczniej Skalpel nie ma też żadnego powodu, by nie tworzyć nowej muzyki.

Długa przerwa nie oznaczała bynajmniej dla obu wrocławian braku aktywności. Wkrótce po fali ostatnich sukcesów Skalpela Igor Pudło wystartował z Igorem Boxxem, multimedialnym projektem, mocno jednak zakorzenionym w lokalnych warunkach. Marcin Cichy głównie poświęcił się pracy producenta, ale jego projekt Meeting By Chance od pewnego czasu przynosi regularnie nowe kompozycje i współpracuje z szeregiem artystów, od Japonii po Europę Środkową (żeby wspomnieć choćby obiecującą czeską wokalistkę Never Sol).

Oczekiwania względem trzeciego albumu Skalpela były zatem z pewnego punktu widzenia uzasadnione. Przyznajmy szczerze, że mieliśmy nadzieję, na powrót z gatunku rewolucyjnych. Tymczasem, co sugerowała już epka „Simple”, mamy do czynienia z klasycznym Skalpelem i albumem, który spokojnie mógłby ukazać się rok po poprzednim. Trzeba zatem zmienić punkt widzenia. Skalpel nie musi niczego udowadniać, nie musi niczego rewolucjonizować, ale z prostej potrzeby tworzenia muzyki może z dumą prezentować swoją największą zaletę – godną podziwu nadzwyczajną stylowość.


„Transit” jest oczywiście albumem świetnie brzmiącym. Płyta dosłownie przepływa, napięcie buduje powoli i ledwie zauważalnie. Trudno tym razem wyróżnić kompozycje, które zdecydowanie by się wyróżniały. Nie ma wspomnianej rewolucji, ale jednak Skalpel w 2014 roku przynosi subtelne różnice. Pierwszą jest właśnie postawienie bardziej na klimat całości albumu niż na melodyczną chwytliwość poszczególnych utworów. Ale są też różnice zdecydowanie ciekawsze. Z jednej strony, choć zasadniczo nie ma na „Transit” oczywistych i natychmiastowych przebojów to jako całość wydaje się przystępniejsza i miejscami wydaje się podążać podobnym kierunkiem do Bonobo („Surround”, „Sound Garden” czy otwierająca całość firmowa „Siesta”).

Z drugiej strony, nowością się nawiązania do avant-popu, na tyle silne, że chwilami ma się wrażenie słuchania Stereolab na zwolnionych obrotach (znów „Siesta” i urokliwe „Sea). Pojawiają się i dość wyraźne elementy afrobeatu, ale jeśli po epce „Simple”, ktoś miał nadzieje na bardziej taneczny charakter nowego materiału, to może poczuć się rozczarowany. „Transit” polega na charakterze i stylowości, choć jest tu i odrobina napięcia („Snow”). Parę dni temu miałem przyjemność słyszeć "Sea" w praskim Radio 1, więc z ulgą odnotowuję, że duet nadal ma markę, potencjał i świetnie brzmienie. Póki co, mogę sobie wyobrażać jedynie jak znakomicie „Transit” brzmi z płyty winylowej. Skalpel powrócił i mam wielką nadzieję, że nie jest to tylko podróż sentymentalna, ale i zapowiedź nowego etapu kariery. 7/10 [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz