8 maja 2016

Recenzja Nonkeen "The Gamble"


NONKEEN The Gamble, [2016] R&S || Każdy chyba w dzieciństwie marzył o występowaniu w zespole, ale Nils Frahm, Frederic Gmeiner i Sepp Singwald, marzenie to zrealizowali, faktycznie zakładając najsłodszy zespół w jednoczących się Niemczech. Improwizowane nagrania rejestrowane były w stosunkowo prymitywnych warunkach i po latach stały się wyjściowym materiałem dla oficjalnego debiutu Nonkeen. "The Gamble" nie jest jednak ani sentymentalną fanaberią i spełnieniem dziecięcych fantazji, ani spłaceniem długu przez Nilsa Frahma swym, delikatnie mówiąc, mniej sławnym kolegom. Nonkeen jest zdecydowanie zwieńczeniem wieloletniego procesu, nie zaś po prostu kolejnym z projektów Frahma. Jego rola była w istocie kluczowa dla powstania "The Gamble", nie jednak dlatego, że został twarzą projektu, lecz ze względu na to, że właśnie Frahm zajął się miksem i obróbką dźwięku przez lata nagrywanego na archaicznych taśmach.

Efekt jest co najmniej frapujący. Przed debiutem Nonkeen przeczytać można było, że ich muzyka nawiązywać ma choćby do tradycyjnego niemieckiego kraut-rocka. Brak jednak na "The Gamble" kluczowego krautowego elementu, czyli prostej, precyzyjnie mechanicznej motoryki. Repetycje są tu obecne, ale ludzko niedoskonałe, zniekształcone i dość ulotne. Plus minus w tym samym czasie, gdy zapowiadano debiut Nonkeen, Tim Gane z legendarnego Stereolab powrócił po latach milczenia z nową formacją The Caverns Of Anti-Matter, więc można było oczekiwać nadejścia małego krautowego renesansu. Gane bez Laetitii Sadier wytracił kobiecy pierwiastek, ale Frahm z przyjaciółmi zbliża się raczej do Liimy, czyli innego również teoretycznie debiutującego ostatnio zespołu ze skomplikowaną przeszłością.


Nonkeen nie gra również jazzu, choć sekcja rytmiczna, a szczególnie praca perkusji, okazjonalnie z pełną świadomością wnika w jazzowe nieregularności ("Ceramic People"). W innych miejscach rytm zbliży się do elektronicznie technicznego ("Animal Farm"), choć nawet wtedy jego tłem zawsze pozostaje przeciągły taśmowy dron. Poniekąd zatem Nonkeen, co zaczyna wydawać się niemiecką specjalnością (vide Brandt Brauer Frick i Elektro Guzzi), grają elektronikę bez elektroniki, muzykę czerpiącą z cyfrowych motywów, ale całkowicie żywą i analogową, bo najbliższy instrumentom elektronicznym jest tu wyłącznie syntezator Frahma. Nieprzypadkowo zresztą fragmenty "The Gamble" przypominać będą część jego kolaboracji z Ólafurem Arnaldsem, firmowa zaś gra na pianinie rozbrzmi tylko sporadycznie ("This Beautiful Mess").

Nietradycyjne zastosowania instrumentarium po raz kolejny zatem odwoływać się będą do pierwotnej definicji post-rocka i jego nieograniczonej, ale jednak laboratoryjnej swobody. Analogowe zaś zniekształcenia materiału, na swój sposób "zepsute" dźwięki, kojarzyć się będę z naszą Ścianką, zwłaszcza w połączeniu z szurającą perkusją. Modelowym więc utworem Nonkeen może być zatem "Chasing God Through Palmyra", którego na koncertach nie potrafią odtworzyć inaczej niż z płyty winylowej. Taśmowy feeling, zrytmizowanie jak u Liimy, rola Frahma daleka od pierwszoplanowej i dojujące wrażenie, że słuchamy Ścianki próbującej grać Caribou.

Szkoda tylko, że szumiący charakter albumu, choć dla niego esencjonalny, to łatwo niestety może przy kontakcie z nim wypchnąć go na tło a nasze skupienie może spaść do poziomu porównywalnego z kontaktem z przypadkowym tytułem na Bandcampie. "The Gamble" może czasem wydawać się bardziej artefaktem niż pełnoprawnym tytułem, ale Nonkeen na szczęście nie okazują się być efemerydą. Na koncertach nie tylko prezentują już nowe utwory, ale też towarzyszy im Andrea Belfi, znakomity włoski perkusista i elektroakustyk, "The Gamble" nie jest zatem jednorazowym powrotem do przeszłości ani pamiątką po szkolnych marzeniach trójki przyjaciół, lecz faktycznym debiutem z intrygującym potencjałem. 7/10 [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz