2 lipca 2016

Recenzja Gojira "Magma"


GOJIRA Magma, [2016] Roadrunner || Nigdy nie śledziłem dokonań zespołu Gojira. Chociaż ich nazwa była mi znana to pozostawali dla mnie kolejnym niewiele znaczącym zespołem na firmamencie coraz bardziej zróżnicowanej sceny metalowej. Wiedziałem, że istnieją, nagrywają, mają swoich fanów. I tyle. Nie zamierzałem w najbliższej przyszłości poświęcać im uwagi, zbyt wiele ciekawego dzieje się w muzyce aby rozmieniać się na drobne. Jednak jakiś czas temu kolega napisał do mnie z pytaniem o najnowszą płytę Francuzów, równocześnie z dużą egzaltacją umieścił ich w obrębie swojej prywatnej świętej trójcy metalu, wraz z Opeth i Iron Maiden. Mocne słowa, pomyślałem, i bardzo silne towarzystwo dla kapeli mało odkrywczej i tworzącej stylistycznie bezpieczną muzykę. Trzeba było to sprawdzić w praktyce.

Decyzja o odsłuchu "Magmy" nie przyszła mi jednak bez bólu. W muzyce nie cierpię bowiem tendencji wykonawców do propagowania bliskich im idei społecznych. Nigdy nie lubiłem zespołów politycznie zaangażowanych, bo nie obchodzą mnie poglądy przedstawicieli klasy, nazwijmy to, animatorów rozrywki (a tym właśnie są muzycy). Mają poglądy polityczne – a niech sobie mają! Kto im zabroni? Ale ja nie zamierzam poddawać się indoktrynacji podszytej pogardą dla intelektu słuchacza. Pół biedy jeszcze, kiedy w sposób nienachalny muzyk daje wyraz własnym przekonaniom budując poprzez teksty konkretną historię i narrację. Nie jestem jednak w stanie wytrzymać politycznej / religijnej / kulturowej ewangelizacji stosowanej przez gwiazdy oderwane przecież od problemów normalnego życia. Dlatego Rage Against The Machine, P.O.D, Stryper czy U2 są dla mnie stracone.

Tym bardziej obawiałem się kontaktu z, uwaga, francuskim zespołem metalowym, oddanym sprawie budowania ekologicznej świadomości i ochronie środowiska. Już sam ten fakt, bez wkraczania w mocno indywidualne i zrelatywizowane opinie na temat zawartości muzycznej, powodował, że zamiast wysłuchać płyty znajdywałem wszelkie wymówki aby tego nie robić. Wyobrażałem sobie smętnych panów zdolnych do rwania włosów z głowy i zdzierania koszul z piersi już na samo wspomnienie o węglu brunatnym, dla których równocześnie energia atomowa to sama natura. Gdzie Rzym, gdzie Krym, Panowie? Nie rozumiem toku myślenia, który nakazuje artystom wierzyć, że odgrywając kilka ostrych riffów przekonają kogoś aby nagle zaczął segregować odpady.

Przyznaję jednak, że ten element w twórczości Gojiry, w każdym razie na płycie "Magma", okazał się mniej uporczywy niż przypuszczałem. Pomimo naiwnych tekstów pokroju: When you clear your mind you see it all / You’re receiving the gold of a better life / When you change yourself, you change the world ("Silvera") cały ekologiczno-przyjazny przekaz nie zatruwa umysłu słuchacza, pozwalając skupić się na pozostałych składnikach płyty. A wśród nich najważniejszymi są świetny klimat albumu oraz dobre kompozycje.


Zaczynając od spokojnego, sennego i transowego "The Shooting Star", poprzez energetyczne "Silvera", "The Cell" i "Stranded", mamy do czynienia z naprawdę przyzwoicie opracowaną zawartością muzyczną. Perkusja i bas są mięsiste, gitary zwarte, melodie ciekawie budowane a przekaz jasny. Ekologia ekologią, ale fani mają porządnie trząść łepetynami na koncertach. Może jedynie do śpiewu Josepha Duplantiera mógłbym mieć pewne zastrzeżenia, wszystko dlatego, że w niektórych fragmentach (np. "Silvera") zaczyna niebezpiecznie zbliżać się stylowo do maniery Jonathana Daviesa. Same utwory cieszą różnorodnością dzieląc się na dwie kategorie: metalowe przywalenie, w której Gojira pokazuje jak to jest wkurzona na obecny świat pełen bezdusznych użytkowników dezodorantów ("Silvera", "The Cell", "Stranded" czy "Only Pain") oraz kawałki wycofane, jak "The Shooting Star", "Yellow Stone", "Magma" czy "Low Lands", sprawiające wrażenie, jak gdyby zespół postanowił, w ramach buntu, nawalić się chemikaliami i odpłynąć w niemal stoner-rockowy trip.

Być może troszkę się wyzłośliwiam na Bogu ducha winnych Francuzach, którzy propagują przecież nieszkodliwą a pożyteczną ideę i to za pośrednictwem dobrze przygotowanego metalowego albumu. Płyty słucha się z przyjemnością, jest ciekawa, intrygująca, zróżnicowana i łatwa w odbiorze. Być może odrobinę zbyt łatwa, co odbiera muzyce siłę, ale nie na tyle, aby wyłączyć ją w trakcie odsłuchu. "Magma" to dobry album, nie wybitny, ale i nie słaby. Nie żałuję, że się z nią zapoznałem ale też nie znalazłem zachęty aby sięgnąć po wcześniejsze płyty Gojiry. Oceniam "Magmę" z pominięciem kontekstu i bez odniesień do wcześniejszych dokonań zespołu, co może ocenę przekłamywać. Z drugiej strony przyjmuję "Magmę" taką, jaka jest, nie bawiąc się w rozważania, czy zespół dokonał stylistycznej wolty, sprzedał się czy odszedł od korzeni. Gojira nagrała płytę ciekawą i przyjemną. Co prawda usiadłem do niej z bólami, ale nie żałowałem poświęconego jej czasu. Jak dla mnie to wystarczy aby uznać ją za ciekawą propozycję i to nie tylko dla pasjonatów sortowania papieru. 7.5/10 [Jakub Kozłowski]

1 KOMENTARZE:

Katarzyna Zawolik pisze...

"Magma" Gojiry to ten rodzaj muzyki, do której trzeba się po prostu przekonać. Zostać z nią sam na sam, przesłuchać co najmniej kilka razy i stopniowo się w niej rozkochiwać.

Pozdrawiam! :)

http://firmitas.pl

Prześlij komentarz