9 października 2017

Recenzja Mogwai "Every Country's Sun"


MOGWAI Every Country's Sun, [2017] Rock Action || "Mr Beast", który w 2005 roku wydawał mi się najsłabszym albumem Mogwai, choć stanowił pierwszy wyraźniejszy spadek formy, to po latach zdecydowanie zyskuje. Niechlubną pozycję odebrało mu "Rave Tapes", ostatnia regularna płyta Mogwai, do której wracam zdecydowanie częściej niż powinienem w ciągłym poszukiwaniu jakiejś przeoczonej wartości. Spodziewałem się, że "Every Country's Sun" spotka podobny los, tym razem jednak kolejne przesłuchania, rzecz zazwyczaj u Mogwai ku temu zbędna, pozwoliły odkryć przynajmniej kilka ciekawostek i sympatyczny potencjał. Pierwsze single bowiem do "Every Country's Sun" nie zachęcały.

"Coolverine" to takie właśnie typowe późne Mogwai dla początkujących, z ładną gitarą, rozedrganą elektroniką, sięgające ponad sześć minut, nawet lekko filmowe, ale niespecjalnie, delikatnie mówiąc, pomysłowe. Skoro zatem nie sprawdza się bycie ładnym to może uda się bycie przebojowym? "Party In The Dark", piosenka z wyjątkowo głupim tytułem, jak na zespół specjalizujący się w czasem głupich, czasem zabawnych tytułach, to ewidentna próba zdyskontowania zasłużonego sukcesu "Teenage Exorcist", lekko po macoszemu zamieszczonemu na epce "Music Industry 3. Fitness Industry 3." Przypomnijmy, że standardowa piosenka z wokalem, zwrotką, refrenem i nieironiczną przebojowością to dla Mogwai wyjątkowo rzadkość, w przypadku "Teenage Exorcist" odświeżająco udana, lecz w postaci "Party In The Dark" równie przyciężka co ostatnie piosenki Pixies. Ani zatem jako single, ani jako początek płyty te dwie kompozycje nie zachwyciły. Następujące po nich "Brain Sweeties" nadal nic nowego nie wnosi, sugeruje jednak pewnego rodzaju punkt restartu, snując się przez niemal pięć minut i przygotowując jakby sztalugę pod nadchodzący pejzaż.


Od pierwszych dźwięków entuzjastycznie szarpiącej gitary "Crossing The Road Material" to bezapelacyjnie najlepsza z nowych kompozycji Mogwai. Choć jej melodyjne rozwiązanie w drugiej połowie utworu lekko rozczarowuje to eskalujący, powtarzalny gitarowy motyw brzmi niemal jak z czasów "Come On Die Young" i "EP+6", łącząc się przy tym z optymizmem "2 Rights Make 1 Wrong" z "Rock Action" i "The Sun Smells Too Loud" z późniejszego "The Hawk Is Howling", otaczając się jednocześnie elektronicznymi plamami w stylu "Atomic" i Boards Of Canada. Najbliżej więc mamy tutaj do wypadkowej brzmień Mogwai z różnych etapów ich kariery, ale przyznać trzeba, że później następują mniej lub bardziej udane, ale szczere próby poszukiwań brzmień nowych.

"aka 47" to dronowe plumkanie z tajemniczo bluesującą gitarą intrygująco kontynuujące wątek "Atomic" i Boards Of Canada, bliskie też ambientowym fragmentom Godspeed You! Black Emperor. Cięższa melancholia "20 Size" to soniczny ekwiwalent powolnego krzesania ognia kamieniami prowadzący w stronę kusząco zapętlonej eskalacji. "1000 Foot Face" nieprzypadkowo zapewne przywołuje mantryczną atmosferę "Secret Pint" z "Rock Action", najlepszej (sic!) płyty w dorobku Mogwai z którą "Every Country's Sun" na poły obiecująco, na poły rozczarowująco dzieli osobę producenta Dave'a Friedmanna. Jeszcze "Don't Believe The Fife" przynosi mocny, kroczący i markowo walcujący finał, do którego prowadzi jednak zbyt nijaka i rozciągnięta podbudowa.

W końcówce znów powracają mielizny typowego późnego Mogwai, choć "Battered At A Scramble" okazuje się całkiem fajną rockową piosenką, to "Old Poisons" jest tylko kolejną wariacją na temat "Batcat" i "Glasgow Mega-Snake" a utwór tytułowy perfekcyjnie nijakim finałem. Cała środkowa część albumu naprawdę niesie ze sobą pewien potencjał i jestem w stanie zrozumieć entuzjazm Stuarta Braithwaite'a, który jeszcze nigdy chyba z takim oddaniem nie poświęcał się promocji nowego albumu Mogwai. O tym, że nawet w późnych latach klasycy post-rocka są w stanie nagrać świeży ("Hardcore Will Never Die, But You Will") czy zaskakujący ("Atomic") album już wiemy, "Every Country's Sun" nie otrząsa się jednak w pełni ze starych przyzwyczajeń. Mam nadzieję zobaczyć w tym roku po raz pierwszy Mogwai na żywo i oczywiście, że wolałbym, żeby mój pierwszy ich koncert odbył się gdzieś między 2001 a 2006 rokiem, ale możliwość przekonania się jak wypadną na żywo kompozycje "Every Country's Sun" nie wydaje się już tak złą perspektywą. 7/10 [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz