25 listopada 2017

Recenzja Lali Puna "Two Windows"


LALI PUNA Two Windows, [2017] Morr Music || W tym roku tzw. powrotów mieliśmy już całkiem sporo, choć wydaje się, że wystarczają coraz krótsze przerwy między albumami by ten nowy okrzyknięty został gorączkowo wyczekiwanym. Bardziej zatem chodzi o status wykonawcy i komfort późnego etapu kariery, tym większe zatem rozczarowanie szeregiem płyt z szeroko rozumianego kręgu indie-rocka. Lali Puna natomiast na automatyczną uwagę z pewnością zasłużyła. Od poprzedniego albumu upłynęło aż siedem lat i nie popsuję specjalnej niespodzianki jeśli od razu zdradzę, że w przypadku "Two Windows" mamy do czynienia z powrotem naprawdę udanym. Tymczasem krytyczny oddźwięk właściwie nie istnieje, z trudem odnaleźć można jakiekolwiek istotne reakcje poza rodzimymi Niemcami.


Czyżby brzmienie które na przełomie stuleci Lali Puna współtworzyła razem z labelem Morr Music i całą niemiecką sceną wcale nie było tak ponadczasowe a w roku 2017 może wydawać się archaiczne? Nikt już nie pamięta jak w erze "Kid A" największym fanem i propagatorem Lali Puny był Jonny Greenwood z Radiohead? Pojęcia "laptopowej elektroniki" czy tzw. "emotroniki" już nie budzą żadnych skojarzeń? Brzmienie wczesnych lat zerowych oczywiście niekoniecznie musi być dziś kultywowane, lecz zapamiętane być powinno, wtedy przecież właśnie burzona być zaczęła ściana między tzw. alternatywą a mainstreamem. O tym, że wykonawcy z tych kręgów i dziś potrafią dostarczyć świeżej i mocnej muzyki przekonali już The Notwist albumem "Close To The Glass z 2014 roku. Paradoksalnie, wydaje się, że powrót Lali Puny utrudnił... jej poprzedni powrót. "Our Inventions" ukazało się po sześciu latach od "Faking The Books", płyty być może nie najbardziej reprezentatywnej dla brzmienia Lali Puny, ale prawdopodobnie najlepszej i z pewnością najbardziej kreatywnej. Następcy z roku 2010 nie dało się jednak skwitować innymi słowy niż, ot, typowa Lali Puna. Za późno na kontynuację, za wcześnie na nostalgię. "Two Windows" tymczasem przynosi nie tylko klasyczne brzmienie, ale i udanie odświeża je korzystając z dorobku współczesnej elektroniki.

Co ciekawe, członkiem grupy nie jest już Markus Acher z The Notwist. Uwaga zawsze zasłużenie skupiała się na liderce Valerie Trebeljahr, tym razem też na albumie pojawia się szereg gości. A to Dntel, a to harfistka Mary Lattimore, ale zupełnie jakby ich nie było. Wrażenie jest raczej takie, że albo doskonale się wpisują w brzmienie Lali Puny, albo nie wnoszą do niego nic czego byśmy się już po formacji nie spodziewali. Płyta jest spójna, stylowa, nawet w "The Bucket" ciężko rozpoznać cover Kings Of Leon a nie typową kompozycję Lali Puny. Za taką z pewnością uchodzić może singlowe "Deep Down", piosenka ładna, ale niebezpiecznie zachowawcza. Album pełen jest bowiem momentów w których Lali Puna podnosi oczęta znad przysłowiowego laptopa i posyła nam iście zadziorne spojrzenia. House'owa głębia "The Frame", pozornie nieczytelny bit i wznoszące napięcie "Come Out Your House", efektowny finał "Her Daily Break", gitara symbolicznie punktująca "Wonderland", wszystkie te elementy są inteligentnie powplatane w charakterystyczny rękopis Lali Puny. To nadal klasyczny, choć zapomniany avant-pop z elementami krautu, post-rocka, microhouse'u. Wszystko to w połączeniu z wizerunkową ascetycznością grupy, enigmatycznością Valerie Trebeljahr, ba, nawet z lekkim politycznym muśnięciem w tekstach sprawia, że Lali Puna niezauważalnie zajmuje tak potrzebne i opuszczone miejsce po Stereolab.

Poważnym problemem "Two Windows" jest jednak utwór tytułowy. Żadna z pozostałych kompozycji nie przybliża się nawet do wciągającej, obłędnej złożoności tej piosenki, która momentalnie wybija się jako jeden z najlepszych singli tego roku, ale też przyćmiewa całą resztę albumu. Lekko neurotyczne napięcie, kolejne załamania i warstwy rytmiczne, upstrzona mikro-ozdobnikami eskalacja stanowią idealny miks pomiędzy emotroniką wczesnych lat zerowych i współczesną elektroniką w stylu Pantha Du Prince. Lali Puna odzyskała wigor i jeśli tylko utrzyma owo dumnie wzniesione spojrzenie to ma jeszcze wiele do zaoferowania. 8/10 [Wojciech Nowacki]