17 maja 2019

Pierwszy posłuch 17.05.19


Pierwsze sekundy nowego wydawnictwa Interpol są tak zgrzytliwe, że całkiem poważnie myślałem, że albo popsuły się moje ulubione słuchawki, albo z powodu jakiejś awarii Spotify strumieniować zaczął popsute bity. Ale nie, muzyka ta naprawdę jest w przeważającej części swych siedemnastu minut poważnie nieprzyjemna. Nie mam nic przeciwko problemom Interpol z radzeniem sobie z dziedzictwem ich debiutu i nowojorskiej legendy. Z jednej strony mają pecha i są zapewne traktowani zbyt surowo, z drugiej zaś już na zawsze będą dobrym przykładem pewnego typu kariery. Przeciętne piosenki to jedno, czemu nie, zawsze mają szanse się komuś spodobać, ale na ostatnich albumach trapi Interpol zła produkcja, płaska, nieprzyjemna i skompresowana, oraz wokal Paula Banksa, coraz bardziej żabi, wysiłkowy i drażniący. "A Fine Mess" jest kulminacją obu tych niedobrych tendencji i najlepszym elementem tej epki jest jej format, praktyczny, sensowny i w pełni zasługujący na równorzędne traktowanie z albumami.


Od Rammstein oczekujemy przede wszystkim dobrej zabawy. Jasne, parę efektownych kontrowersji, trochę buchających płomieni, ale rzecz sprowadza się do dziwnie kojącej teutońskiej monumentalności i w istocie obłędnie popowych piosenek, które bezpiecznie puścić możecie swojej mamie (serio, to jeden z ulubionych zespołów mojej szanownej rodzicielki). Do tego odrobina stylistycznego puszczania oka i przepis na udaną płytę gotowy. "Liebe Ist Für Alle Da" przed laty te warunki nie do końca spełniło, czas mijał, nowa płyta nie była bynajmniej przeze mnie wyczekiwaną, ale ciekawość pozostała. Siódmy album okazał się być dokładnie tym, czego po Rammstein powinniśmy byli się spodziewać. Żadna rewolucja, żadne dramatyczne nowości, pięć gwiazdek od Teraz Rocka wjedzie pewnie jak w gorące masło, może brakuje jakiegoś chwilowego przełamania monolitycznej atmosfery, ale dostajemy kolekcję dobrych piosenek z potencjałem do świetnych wykonań koncertowych i kolejnych, hmm, charakterystycznych teledysków.


Skoro mowa o stałości to jak zawsze liczyć można na Com Truise. Choć przyznać trzeba, że "Persuasion System" jest w jego katalogu całością stosunkowo najbardziej eteryczną. Tym razem faktycznie czuć niemal jakiś narracyjny zamysł za syntetycznymi eskapadami, więcej tu ambientowych plam niż typowych, tłustych, ejtisowych bitów. Być może łatwiej niż dotąd stracić uwagę, ale jak zawsze jest to rzecz niezmiernie stylowa. Jeśli do tej pory elektronika Com Truise była określana jako w duchu bladerunnerowa, to tym razem bliżej ma do znakomitego sequela tego filmu.


Do The National, owszem, byłem uprzedzony. Na "Sleep Well Beast" pękać zaczęła fasada zespołu mocno przecenianego, markującego tylko jakieś eksperymentatorstwo i pełno własnych ograniczeń. I szczerze mówiąc, zapowiedzi następcy pojawiły się zbyt szybko, miałem wrażenie, że dopiero co przeminęły zachwyty, że, oh, jak pięknie i artystycznie wydana została poprzednia płyta. Nowe single też nie zachęcały, brzmiąc jakby schodziły z taśmociągu typowych i takich samych kompozycji The National, takie same progresje melodii, taki sam wokal, takie same tempa, takie samo wykorzystanie klasycznego instrumentarium. A do tego "I Am Easy To Find" zapowiedziany został jako album trwający ponad godzinę i liczący szesnaście utworów. Oho, ktoś tu ma znów ambicje wydania ważnej płyty. Niespodzianek nie ma, nawet skrócenie tego materiału niewiele by pomogło, choć ciekawiej robi się w drugiej połowie płyty, gdy więcej przestrzeni zdobywa sobie warstwa instrumentalna.  Najmocniej ciąży wokal Matta Berningera, maskowanie gościnnymi wokalistkami nie pomaga. Nie chodzi nawet o nużącą już w większych ilościach barwę jego głosu, ale przede wszystkim o bardzo ograniczony sposób frazowania, który najsilniej wpływa na to, że nawet najefektowniej wyprodukowane ich piosenki brzmią w ostatecznym rozrachunku tak samo. Właśnie, produkcja, nie ma wątpliwości, że w niej tkwi siła grupy, ale potwierdza to tylko, że The National ma być tylko ładnym, nieinwazyjnym i bezpiecznym produktem. Czyli na swój sposób perfekcyjnie popowym.


[Wojciech Nowacki]