8 czerwca 2019

Pierwszy posłuch 7.06.19


Brandt Brauer Frick to fenomenalna formacja, zarówno na płytach, jak i na żywo, czy to formie bardziej elektronicznej, czy z pełnym żywym zespołem. Ich podejście do techno i microhouse'u, w połączeniu z klasycznym instrumentarium i wykształceniem, ale też z charakterystycznym nerwem i niemal naukową ciekawością sprawdza się po prostu doskonale. Debiut "You Make Me Real" i bigbandowy "Mr. Machine" to majstersztyki, "Miami" poszło już dość oklepaną drogą implementacji wokali, "Joy" zaś przyniosło średnio słuchalny eksperyment ze spoken-wordem. Pierwsze zapowiedzi "Echo" wskazywały wyraźnie na powrót do korzeni przy jednoczesnym poszerzaniu sprawdzonego już brzmienia. Bezbłędna produkcja jest oczywistością, płyta buzuje od emocji i jest tak gęsta, że prawdziwie imponuje jej awanturniczość. Niemieckie trio gra na najbardziej podstawowych fizycznych instynktach w precyzyjnie intelektualny sposób, ich powrót do formy oznacza zaś zaprzestanie skrywania się za krystalicznym minimalizmem. Wow.


Aurora namieszała, "Infections Of A Different Kind (Step 1)" okazało się kolekcją naprawdę udanych piosenek, ale w liczbie tylko ośmiu, do tego nadal dostępnych wyłącznie w formie cyfrowej. "A Different Kind Of Human" podtytułem identyfikującym go jako "Step 2" operuje nieśmiało, przynosi już jedenaście nowych utworów, tym razem też wreszcie ukazuje się i na fizycznych nośnikach. Pozostawiając na boku definicję albumu skupić się należy na, hmm, płodności Aurory, która z pewnością wybaczyłaby nam tą dwuznaczność. Pierwsza część zaskoczyła, bo zamiast sugerowanych singlami dziewczęcych pioseneczek przyniosła parę naprawdę imponujących i niebanalnych kompozycji. Część druga niczego zapierającego dech w piersiach na pierwszy rzut ucha nie zawiera, stawia raczej na dalsze eksplorowanie "typowego brzmienia Aurory", z niemal disneyowskimi melodiami i hiperpozytywnym, ale dość już jednak jednostajnym entuzjazmem. Nieźle, ale bez zaskoczeń.


Złośliwie zauważyć można, że za ambientem stoją nieskończone źródła inspiracji, wystarczy bowiem zarejestrować cokolwiek i gdziekolwiek, liznąć lekko dźwiękowymi plamami oraz opatrzyć atrakcyjną historią, najlepiej z emocjonalnym, lub niemal naukowym uzasadnieniem. Biosphere zwłaszcza w ostatnich latach okazjonalnie się potknie (vide: inspirowane "polską królową" "Departed Glories"), ale nadal jest w stanie z właściwą sobie umiejętnością bronić istotności ambientu i field-recordingu. "The Senja Recordings" jako geograficzny dokument nie zawodzi, album tworzą improwizacje na temat dźwięków zarejestrowanych na norweskiej wyspie Senja, znajdującej się za kołem podbiegunowym, oblewanej wodami Atlantyku i arktycznych mórz. I płyta ta tak właśnie brzmi, bardzo łatwo się w nią zanurzyć i nie potrzebna jest jej żadna strona wizualna, wystarczają dźwięki i kreowane nimi poczucie. Perfekcyjna pocztówka dźwiękowa, przy czym używam tego określenia z pełnym szacunkiem i podziwem.


Po dwóch pierwszych płytach Yeasayer stracił trochę na uwadze słuchaczy, szkoda, bo mieli spore szanse być znacznie przystępniejszą alternatywą dla Animal Collective. "Fragrant World" było nadal całkiem udanym albumem, dopiero "Amen & Goodbye" zesunęło się w lekką przeciętność i szczerze mówiąc pierwsze zapowiedzi "Erotic Reruns" sugerowały kontynuowanie tej tendencji. Płyta to krótka, sięga ledwie niecałe pół godziny, a i piosenki na niej zawarte do najdłuższych nie należą. Tym razem postawili zdecydowanie na żywe, popowe i niespecjalnie skomplikowane melodie, całość brzmi raczej jak Cut Copy na niewłaściwych narkotykach. Pod względem wesołkowatego nastroju zlewa się w dość jednorodną całość, ale z potencjałem do odkrycia paru ciekawostek.


Warp Records cieszy się powszechnym szacunkiem i katalogiem pełnym kultowych nazw, od Boards Of Canada i Flying Lotus, przez Marka Pritcharda, po Battles i nawet Grizzly Bear. Plaid cieszą się statusem jednego z najstarszych wykonawców w tym gronie i jest to niestety fama dość zawężająca. Album "Polymer" sytuacji tej nie zmieni, wręcz przeciwnie, umocnić tylko może wrażenie obcowania z elektroniką lekko już staromodną, ale o to właśnie chodzi. Ponadczasowa klasyka, z silnymi korzeniami, lecz i różnorodnością, która pozwala na zaskakująco entuzjastyczne przemknięcie się po tym niekrótkim przecież materiale.


[Wojciech Nowacki]