13 lipca 2019

Pierwszy posłuch 12.07.19


Czasem remiksów nie potrzebujemy, bo materiał wyjściowy jest po prostu zbyt dobry. Czasem jednak dokładnie z tego samego powodu remiksom poddaje się doskonale, jest bowiem na tyle złożonym, że ciągle odkrywać można nowe punkty widzenia i interpretacje. Brandt Brauer Frick dopiero co wydali znakomity nowy album a tu już otrzymujemy jego dopełnienie "Echo (Remixes)". Epka brzmi bardziej technicznie, ujawnia kanciaste kontury dźwiękowych gier tria i, co ciekawe, przynosi całkiem sporo ech (nomen omen) lat dziewięćdziesiątych, od drum'n'bassu aż po easy listening.


Od Róisín Murphy nie możemy się nadal doprosić nowego albumu, ale w kontekście jej dyskusyjnych dwóch poprzednich płyt i szeregu wydawanych od tamtego czasu świetnych niezależnych singli, pogodzić się chyba musimy z tym, gdzie tkwi jej prawdziwa siła. "Incapable" to kompozycja ambitna i zjawiskowa zarazem, w towarzystwie zaś obszernych remiksów i wariacji silnie tchnie latami osiemdziesiątymi, gdy najbardziej nawet komercyjny przebój miał taneczny extended mix odtwarzany w undergroundowych dyskotekach.


Wątpliwym jest etap kariery, w którym zespoły czują potrzebę celebrowania i odgrywania w całości swych najsłynniejszych albumów, najczęściej zresztą debiutanckich. Ostatnia płyta Bloc Party i pierwsza zarazem w dość radykalnie odmienionym składzie do najcieplej przyjętych nie należała. Przyznać jednak trzeba, że powrót do debiutu z okazji jego piętnastolecia mógł zostać mniej udanie przeprowadzony. Zamiast np. bombastycznej wersji deluxe otrzymaliśmy koncertową płytę "Silent Alarm Live", sprawdzić więc możemy jak po latach radzi sobie ten materiał oraz jak radzą z nim sobie nowi członkowie. Ciekawostka.


Album koncertowy wydali też New Order i niemal najciekawszym jego elementem jest jego tytuł "∑(No,12k,Lg,17Mif) New Order + Liam Gillick: So It Goes..". Całość, a jest to całość dość długa, być może i za długa, brzmi dość archaicznie, nacisk w końcu położony został na "syntezatorową orkiestrę". W efekcie nie jest ani specjalnie gitarowo, ani też zbyt tanecznie, najlepsze zatem elementy późniejszej twórczości grupy zostały w lekko nużący sposób zredukowane. Warto jednak choćby dla nadal żywych w ich wykonaniu utworów Joy Division ("Disorder").


Kojarzycie jak Spotify poleca wam nowe wydawnictwo lubianego wykonawcy, lecz okazuje się, że to nikomu nieznany artysta skrywający się pod identyczną nazwą? Widząc okładkę "Weather" przekonany byłem, że to kolejna pomyłka streamingowych algorytmów, w końcu nie przypomina niczego, co dotąd z graficznym pietyzmem przygotował Tycho. Tymczasem to naprawdę jego nowy album, wyraźnie sygnalizujący sporo zmian. Nadal obecne są tu syntezatorowe plamy oplecione żywą sekcją rytmiczną, ale dzięki implementacji wokali całość ma zdecydowanie bardziej piosenkową wymowę.


Piosenek sporo znajdziemy na płycie "Egoli" projektu Africa Express. Oczywiście, że chodzi o pewnego rodzaju muzyczny kolonializm, bez takich nazwisk jak Damon Albarn, Gruff Rhys z Super Furry Animals, czy Nick Zinner z Yeah Yeah Yeahs nie usłyszelibyśmy tejże plejady afrykańskich artystów. Album zarejestrowany został w Johannesburgu, brzmi niezwykle barwnie i różnorodnie, łatwo więc poczuć jak nowocześnie i niezależnie się rozwijającą jest muzyka z Afryki. A przy okazji, jeśli mowa o inicjatywach Albarna, Africa Express to rzecz znacznie bardziej ciekawa i bezpretensjonalnie swobodna niż ostatnie płyty Gorillaz.


[Wojciech Nowacki]