22 października 2019

Pierwszy posłuch 18.10.19


Nie było innego wyjścia. Po znakomitej części pierwszej "Everything Not Saved Will Be Lost Part 2" musiało być najbardziej oczekiwanym albumem 2019 roku. Największą jego wartością jest unaocznienie tego, że faktycznie jednak mamy do czynienia z jednym albumem podzielonym na dwie połowy. Druga, traktowana odrębnie, nie robi już tak wielkiego wrażenia, sugeruje też, że Foals mogą sięgać ambicjami odrobinę zbyt wysoko. Jest gęściej, odrobinę ciężej, bardziej gitarowo i choć nie wszystkie piosenki wbijają się w pamięć z równą energią to nadal zaskakują fenomenalnymi rozwiązaniami produkcyjnymi i strukturalnymi. I żeby nie było wątpliwości, to nadal świetna rockowa płyta.


"Juice B Crypts" najbardziej zaskakuje tym, że jak na album Battles wyjątkowo słabo irytuje. Ich math-rockowe łamańce czasem robiły wrażenie, częściej jednak słuchalne były tylko z mocno zmrużonymi oczami. Na nowej płycie jest przewidywalnie gęsto i intensywnie, i choć wydaje się, że w pamięci nie pozostanie wiele więcej niż poczucie zręcznie splecionych dźwięków, to szczególnie odświeżająco działa lekko się tu unoszący duch King Crimson. Do tego współudział Tune-Yards i wyjątkowo udany hip-hopowy crossover w "IZM".


Bez niespodzianek, w końcu wyjątkowo nie mówimy tutaj o nowej muzyce. Zgodnie z wcześniejszymi obietnicami Nils Frahm zebrał trzy epki mające dopełniać jego ostatni regularny album "All Melody" w jedną całość. Już dawno ustaliliśmy, że każda z tych winylowych epek muzycznie przewyższa wspomniany album, zgodnie więc z przewidywaniami "All Encores" z miejsca staje się jednym z najlepszych wydawnictw Frahma, idealnie obrazując naturalne przejścia od muzyki klasycznej przez elektroniczną aż po eksperymentalną. Oraz że lepiej mu jednak wychodzi pisanie muzyki w mniejszych i bardziej naturalnych cząstkach.


Ścieżki dźwiękowe do gier z czeskiego studia Amanita Design, zwłaszcza te, które napisał Floex, to mały fenomen o którym już wiele razy tutaj pisaliśmy. Wszystko zaczęło się tak naprawdę od "Machinarium" i z okazji dziesięciolecia tejże gry ukazało się "Machinarium Remixed", gdzie fragmenty oryginalnego soundtracku zremiksowane zostały przez m.in. DVA, 65daysofstatic czy wreszcie samych Orbital. Niby drobnostka, lecz jej największą siłą jest przekształcenie ilustracyjnej przecież muzyki w pełnoprawne, samodzielne i spójnie do siebie nawiązujące kompozycje, które bynajmniej nie tracą przez to swojego narracyjnego charakteru.


Sufjan Stevens aktywnościami zawsze sypie jak z rękawa, ostatnimi czasy zaś szczególnie udanymi, co ładnie zaciera smętne wrażenie po jego ostatniej regularnej płycie. Najpierw pride'owy singiel "Love Yourself / With My Whole Heart" przypomniał, że potrafi pisać fajne piosenki, teraz zaś "The Decalogue" pokazuje go w całkowicie nowej roli klasycznego kompozytora. Na pianinie gra tu Timo Andres, rzecz pełni rolę ścieżki dźwiękowej do eksperymentalnego baletu, ale nie ma tu mowy o muzyce eksperymentalnej, lecz jak najbardziej klasycznej, bez przedrostka neo-, wprost i bez wstrzemięźliwości sięgającej do tradycji romantyzmu. Zaskakująco żywa i frywolna muzyka, skromna i dramatyczna zarazem, sprawia, że pozostaje mieć nadzieję, że ta niespodziewana metamorfoza nie pozostanie jednorazową.


[Wojciech Nowacki]