15 marca 2020

Pierwszy posłuch 13.03.20


Ultraísta to formacja, którą kojarzy się wyłącznie poprzez osobę jej lidera Nigela Godricha, nadwornego producenta i nieformalnego członka Radiohead. Ich pierwszy album nie zapisał się niczym w pamięci, ale drugi promowany był całkiem chwytliwym singlem. "Sister" cechuje rytmika znana z albumu Atoms For Peace oraz blade wokale a'la Poliça, lecz płyta jest ostatecznie zbyt zwięzłą, by okazać się czymś więcej niż drobnostką do zapomnienia.



Nowy album CocoRosie z pewnością frapuje. Niegdysiejsze bohaterki queerowej fali freak-folku pierwszej dekady nowego wieku nadal mają się całkiem dobrze. Zamiast jednak kojarzącej się z nimi floralnej, wąsatej i pełnej bibelotów muzyki, na "Put The Shine On" zdają się oferować zmutowaną wersję hip-hopu, dość kanciastą i sięgającą poniekąd lat dziewięćdziesiątych. Płyta bynajmniej nie irytuje, ale za długą jednak jest.


Długogrająca płyta Four Tet zawsze jest wydarzeniem, zwłaszcza jeśli kolejny już raz zderza się z nowym albumem Pantha Du Prince. "Sixteen Oceans" jest bez wątpienia, i jak zawsze u Kierana Hebdena, niezwykle satysfakcjonująco słuchalnym doświadczeniem, ale jego charakter wymyka się jednoznacznej klasyfikacji. Przewija się tu i rytmiczna strona Four Tet, i nieznośnie przebojowa, miejscami jest całkiem odważnie, jednocześnie zaś szkicowo i niezobowiązująco.


Problem z Arturem Rojkiem jest taki, że nie do końca wiadomo, czego się po nim jako solowym artyście spodziewać. Przez dyrektorowanie jednemu z najbardziej wpływowych dziś festiwali jest bardziej personą polskiej alternatywy niż czynnym muzykiem. Powiedzmy sobie też szczerze, wokalistą był kontrowersyjnym, tekściarzem zaś kłopotliwym. "Kundel" nie odpowiada na pytanie o jego pozycję, najlepiej prezentuje się w "Intrze" i "Outrze", gdzie Graham Coxon spotyka się z brzmieniem lat zerowych.


Bokka zaś absolutnie bezpretensjonalnie dzieli się epką "Roll Down The Hill". Znajdziemy na niej dwie nowe wersje ich znanych i lubianych kompozycji, sprawdzonych koncertowo i zawsze budzących entuzjazm, przede wszystkim zaś trzy znakomite covery: ikonicznie "Bang Bang", pomnikowe "Love Will Tear Us Apart" oraz zaskakujące "Daydreaming" z ostatniego albumu Radiohead. Dokładnie to, czego pogranicze polskiego popu i alternatywy potrzebuje.



[Wojciech Nowacki]