3 kwietnia 2020

Pierwszy posłuch 3.04.20


W skali indie-popu Purity Ring mieszczą się gdzieś pomiędzy Chvrches a Poliçą i jest to sympatyczna, ale jednak nisza, nierozłącznie kojarząca się z początkiem drugiej dekady tego wieku. Problemem "WOMB" jest niekoniecznie to, że nie wnosi absolutnie nic do znanego już brzmienia duetu, lecz że w dość oczywisty sposób odsłania gwałtowne jego starzenie się. Synth-pop z pretensjami, hip-hopowe i r'n'b ozdobniki, przede wszystkim zaś produkcja i nachalnie zagęszczone wokalne modyfikacje mogą może dziś robić wrażenie w przypadku amatorów z SoundClouda, ale nie u wykonawcy z trzema albumami na koncie.


Ciekawe, że w ten sam dzień co Purity Ring, swój również trzeci album wydała Empress Of, która supportując duet podczas ich praskiego koncertu stała się niesamowitym odkryciem. Kto nie wie, niech natychmiast sięgnie po jej debiut "Me", bo to jeden z najbardziej zjawiskowych popowych albumów dekady. "Us" stało się ofiarą typowego syndromu drugiej płyty, przed wydaniem "I'm Your Empress Of" można więc było poczuć się nerwowo. Tym razem rzecz bliższa jest mixtape'owi, w którym niepozbawione społeczno-rasowego komentarza piosenki przepływają jedna w drugą, ale pozwalają na dalsze odkrywanie kompozycyjnej dojrzałości i rytmicznego wyczucia Lorely Rodriguez.


Dwa ostatnie albumy Amona Tobina do specjalnie udanych niestety nie należały, może więc ta nagrana wspólnie z Thys drobnostka okaże się zalążkiem czegoś ciekawego. "Ghostcards" to niecałe dziesięć minut muzyki, ale żywej, organicznej i z gustownie jazzowym posmakiem. O ile zamiast przydymionego klubu orkiestralny jazz nadaje się do domu strachów i opuszczonego wesołego miasteczka.


[Wojciech Nowacki]