7 czerwca 2020

Pierwszy posłuch 5.06.20


Emika kombinuje coraz wyraźniej, rozdzielając swoje muzyczne wcielenia w odrębne linie przekazu, mamy więc "regularne", elektroniczno-piosenkowe albumy, mamy operę, mamy cykl pianistyczny. "Chaos Star" to ćwiczenie w elektronice instrumentalnej, twardszej, opartej o repetytywne wzorce, spoglądającej też zarówno w stronę dark ambientu, jak i technicznego industrialu. I jak każde ćwiczenie dowodzi, że nie wszystko, co sprawia przyjemność artyście w studiu, musi być upublicznianie, materiał ten jest bowiem nie tylko niepotrzebnie szkicowy, ale w sporej swej części po prostu nieprzyjemny.


Po ambient spełniający swą podstawową funkcję, czyli hipnotyczne ukojenie, najlepiej więc sięgnąć po prawdziwego klasyka. Biosphere wznawia "Dropsonde", swój album z 2006 roku, wzbogacony o siedem premierowych kompozycji, co znacznie go wydłuża, oferując jeszcze więcej plastycznej kontemplacji. Od nagrań terenowych, w rodzaju szczekającego w oddali psa, dźwięczność przepływa tu aż po szmerającą, ale jednak zaskakująco rytmiczną perkusję, album nabiera więc niespodziewanie jazzowego smaku, pokazując ambient jako przestrzeń pomiędzy gatunkami.


Imponujące fragmenty tego występu krążą już oficjalnie po sieci od jakiegoś czasu, przypominając nam o niegdyś efektownym istnieniu żywej muzyki. "Live With The Metropole Orkest" jako całość nie okazuje się być tak bombastyczną jak można by oczekiwać. Zaskakująco, na pierwszy plan wysuwa się tu sam Sohn i jego możliwości wokalne. Prawdziwa siła połączenia jego kompozycji z gustowną elektroniką i orkiestralnymi aranżacjami ujawnia się w pełnej krasie dopiero pod koniec, przypominając jednocześnie jak znakomitą płytą było "Rennen".


Pozostając w temacie intrygujących połączeń klasyki i elektroniki, "Glassforms", czyli rejestracja wspólnego występu związanego z oficyną InFiné pianisty Bruce'a Brubakera oraz elektronicznego producenta Maxa Coopera, okazuje się być przedsięwzięciem zaskakująco skromnym. Cooper, znany ze swego naukowego i silnie wizualnego podejścia do muzyki, ledwie oplata tutaj klasyczne kompozycje Philipa Glassa, owszem, używając wyrafinowanego na papierze oprogramowania, ale z kruchym i medytacyjnym efektem. 


[Wojciech Nowacki]