11 września 2013

Recenzja Pantha du Prince & The Bell Laboratory "Elements of Light"


PANTHA DU PRINCE & THE BELL LABORATORY Elements of Light, [2013] Rough Trade || W 1675 roku Isaac Newton sprzeciwił się teorii obowiązującej od początków nowożytnej nauki, mówiącej o tym, że światło jest falą, podobną do fali dźwiękowych. Światło bowiem miało poruszać się jedynie po prostych liniach, podczas gdy fale znane są ze swobodnego zaginania. Wg Newtona zatem światło to cząsteczki, cząstki materii poruszające się z ogromną prędkością ze źródła we wszystkich kierunkach począwszy. Cząsteczkowa teoria światła obowiązywała przez cały niemal XVIII wiek. Ok. roku 1800 Thomas Young przeprowadził słynny eksperyment, potwierdzający, że światło, podobnie jak fale dźwiękowe czy fale na wodzie, podlegają zjawisku dyfrakcji, tworząc w ten sposób kolory. Falowa teoria światła powróciła w pełnej krasie, choć nie potrafiła wyjaśnić problemu medium świetlnej fali, czyli tego, co konkretnie podlega falowaniu. W roku 1900 Max Planck zasugerował, że światło zachowuje się jak fala, która jednak emitowana jest w stałych porcjach zwanych kwantami. Był to początek największej naukowej rewolucji, która niczym Marię Antoninę na szafocie uśmierciła klasyczną fizykę i dała początek mechanice kwantowej. Dziś zatem światło, w zależności od potrzeb, traktowane jest jako fala lub jako cząsteczki, przy czym są to tylko metafory pomagające nam zrozumieć niebywały świat kwantów.

W 1510 roku nieznany z imienia muzyk zagrał na dzwonach ratuszowej wieży flandryjskiego miasta Oudenaarde, dając początek karylionowi. Ten niezwykły i potężny instrument mieści się najczęściej w kościelnych i ratuszowych wieżach, składa się minimalnie z 23 dzwonów, na których gra się przy pomocy klawiatury, niemal na kształt organów. Pierwszy karylion na ziemiach polskich pojawił się w 1561 roku na gdańskim ratuszu, największy zaś, bo liczący 50 dzwonów i ważący ponad 17 ton, można zobaczyć i usłyszeć również w Gdańsku, w kościele św. Katarzyny.

W 2010 roku Hendrik Weber, znany jako Pantha du Prince, wydał „Black Noise”, jedną z najlepszych i najważniejszych płyt muzyki elektronicznej ostatnich lat, łącząc elementy tanecznego house’u i niemieckiego minimal techno z żywymi instrumentami. Charakterystyczne dla „Black Noise” było niezwykle klimatyczne zastosowanie różnego rodzaju dzwonów, stąd następnym krokiem stało się stworzenie „symfonii” na elektronikę, perkusję i trzytonowy karylion złożony z 50 dzwonów. Efektem jest „Elements of Light”.


Album rozpoczynają niemal pozytywkowe dźwięki „Wave” przypominające atmosferą „Vespertine” Björk. Fala przechodzi w cząsteczki, w „Particles” pojawia się bit, ale nadal wygrywany na dzwonach, wreszcie pojawia się i elektronika oraz wyraźniejszy pierwiastek taneczny. W połowie płyty następuje wyciszenie, przy którym ciężko wyobrazić sobie coś lepszego niż „Particles”. Ale ponad siedemnastominutowy „Spectral Split”, choć rozwija się podobnie, okazuje się jeszcze bogatszy i bardziej przestrzenny. Finałowe „Quantum” to podobny do „Wave” krótki epilog. Czcionka z okładki, przypominająca cyrylicę lub średniowieczny gotyk, kojarzy się z miejskimi księgami, karylion kreuje wizję miasta, ratuszowej i kościelnych wież, w mieście tym ukryte są jednak kluby, w których mieszczanie wszystkich warstw tańczą do ścieżki dźwiękowej opowieści o naturze światła. Brzmi to równie szalenie, co spójnie. Pantha du Prince od elektroniki zbliżył się do współczesnej muzyki konkretnej, nie tracąc nic ze swojej przystępności. Przeżyciem bardziej intensywnym od „Elements of Light” może być jedynie usłyszenie (i zobaczenie) tej karylionowej symfonii na żywo. 9/10 [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz