27 kwietnia 2017


AUSTRA Future Politics, [2017] Domino || Rozumiem powody dla kt贸rych trzeci album Austry bywa postrzegany jako umiarkowane rozczarowanie przez jej dotychczasowych fan贸w. Do tego dorzucam jeszcze w艂asne silne przekonanie, 偶e "Future Politics" to p艂yta jednego, tytu艂owego zreszt膮 przeboju. Poza 艣wiadomo艣ci膮 jej istnienia Austra nie by艂a mi jednak nigdy bliska a czasem jeden udany singiel jest w stanie poci膮gn膮膰 za sob膮 ca艂膮 p艂yt臋. Zw艂aszcza je艣li jest to album na kt贸rym wszelkie niedoci膮gni臋cia uk艂adaj膮 si臋 w przedziwny spos贸b.

How do we find hope when things seem so bleak?

For me, hope lies in the future. It lies in the
potential of a future world that doesn't exist
yet; a world can be created only if we can
imagine it. It's time to build visions that are
radically different from anything we've known
before.

It's time for future politics.

Katie Stelmanis wyja艣nia tytu艂ow膮 ide臋 w pierwszej klatce teledysku "Future Politics" i w takich, a nie innych czasach jest to zaskakuj膮co prosty i kusz膮cy komentarz polityczny. Sam singiel jest jednak i bez tego ob艂臋dnie chwytliwy, w pocz膮tkach 2017 roku mo偶e si臋 z nim r贸wna膰 jedynie Sohn ze swymi "Hard Liquor" oraz "Conrad". "Future Politics" jest taneczne, przebojowe i z艂owieszcze zarazem, ze swym pami臋tnym refrenem nadaje si臋 wprost na barykady. Ciekawe jest jednak to, 偶e warstwa muzyczna prezentuje si臋 lekko niezr臋cznie, punktowana d藕wi臋kami pianina elektronika brzmi do艣膰 archaicznie, ko艅cowy wi臋c efekt powa偶nie wi臋c zastanawia a jednocze艣nie po prostu si臋 podoba.


Do jako takiej przebojowo艣ci aspiruje jeszcze "Utopia" z radosn膮, niemal infantyln膮 melodi膮, lecz silnie opieraj膮ca si臋 na rytmie i wokalu ledwie oplecionymi pozosta艂ymi dodatkami, oraz "I Love You More Than You Love Yourself", skoczna, weso艂a piosenka, gdzie niemal sakralnemu altowi towarzyszy tajemnicze poczucie pustki. Pustki pomi臋dzy wokalem, kt贸remu zamiast stosownego dope艂nienia wt贸ruje elektronika na poziomie plus minus Pet Shop Boys. Minimalistycznie wypada ju偶 jednak pe艂ni膮ce funkcj臋 intra "We Are Alive", prowadzone linearnie niczym pocz膮tek d艂u偶szej opowie艣ci, wzbudzaj膮cy znaczne oczekiwania na to, co wydaje si臋 dopiero nast膮pi膰. Ale uwaga, all songs written, produced & engineered by Katie Stelmanis using mostly soft synths and a microphone from Russia.

Je艣li zatem "Feel It Break", debiut Austry, zdecydowanymi, lecz niekoniecznie przebojowymi kompozycjami mocno akcentowa艂 modn膮 indie otoczk臋, brzmi膮c niczym synth-popowa Florence + The Machine, album "Olympia" za艣 zdecydowanie flirtowa艂 z prostolinijnym popem i bardziej r贸偶norodnym brzmieniem, to "Future Politics" okazuje si臋 p艂yt膮 dziwn膮, lecz z dziwno艣ci tej p艂ynie zar贸wno jej atrakcyjno艣膰, jak i autorsko艣膰. Faktycznie jednak, poza wymienionymi ju偶 utworami, p艂yta jest bardzo minimalistyczna, przez co te偶 do艣膰 jednorodna, cho膰 bynajmniej nie nu偶y. Pozosta艂e kompozycje s膮 cz臋sto wr臋cz szkicowe, gdzieniegdzie Austra zbli偶a si臋 do synth-popu Soft Metals, czasem pojawia si臋 pe艂niejsze brzmienie, ale pojedyncze utwory, cho膰 nierzadko niepokoj膮ce, donik膮d nie zmierzaj膮 trwaj膮c w wi臋kszo艣ci oko艂o czterech minut. Ka偶dy z nich skr贸cony o minut臋 z pewno艣ci膮 nabra艂by wi臋kszych rumie艅c贸w a i album uderza艂by mocniej. Jednocze艣nie jednak "Future Politics" nie wydaje si臋 za d艂ugie, wr臋cz przeciwnie, pozostawia poczucie przyjemnego niedosytu.

Dziwn膮 i koj膮co niepokoj膮c膮 atrakcyjno艣膰 "Future Politics" wzmaga tylko oprawa graficzna p艂yty, swym minimalizmem, ostro艣ci膮 i wyrazisto艣ci膮 barw przywodz膮ca na my艣l katalo艅skich malarzy. Dzi臋ki wszystkim swym niedoci膮gni臋ciom, by膰 mo偶e pozornym, by膰 mo偶e celowym, "Future Politics" wydaje si臋 albumem, kt贸ry po latach mo偶e si臋 okaza膰 znacznie istotniejszym ni偶 si臋 dzi艣. 8/10 [Wojciech Nowacki]

25 kwietnia 2017


DEEP PURPLE Infinite, [2017] Ear Music || Zanim usiad艂em do prac nad poni偶szym tekstem zada艂em sobie retoryczne pytanie, czy w og贸le warto zajmowa膰 si臋 dwudziestym w dyskografii albumem Deep Purple? Pomimo tego, 偶e recenzj臋 zd膮偶y艂em ju偶 przygotowa膰, to nadal nie wiem jak brzmi odpowied藕. Na pewno nie jest ona jednoznaczna. Wynika to z faktu, 偶e najzwyczajniej w 艣wiecie trudno jest podej艣膰 do tego materia艂u w spos贸b uczciwy i zgodny z tacytowsk膮 dewiz膮 sine ira et studio. Dlatego uwa偶am, 偶e nie ma sensu skupia膰 si臋 wy艂膮cznie na muzycznej zawarto艣ci p艂yty "Infinite". Nie mam dla czytelnika prostych i oczywistych rozwi膮za艅, w艂asne zdanie ka偶dy powinien wyrobi膰 sobie samodzielnie, dochodz膮c do niego poprzez filtr w艂asnych oczekiwa艅. Je偶eli jednak m贸wimy o emocjach towarzysz膮cych ods艂uchowi, w贸wczas jest to ju偶 zupe艂nie inna sprawa. Tymi mog臋 si臋 podzieli膰.

Najpierw jednak jeszcze kilka uwag wst臋pnych. Moje w膮tpliwo艣ci zwi膮zane z recenzowaniem Deep Purple bior膮 si臋 z prze艣wiadczenia, 偶e istniej膮 (b膮d藕 istnia艂y) na 艣wiecie zespo艂y, kt贸re wymykaj膮 si臋 obecnie sprawiedliwej ocenie. Do tej grupy nale偶膮 Led Zeppelin, AC/DC, Black Sabbath, Deep Purple i mo偶e jeszcze The Rolling Stones. Ich kolejne dzie艂a zawsze by艂y i b臋d膮 odbierane przez pryzmat wcze艣niejszych, najcz臋艣ciej legendarnych, dokona艅. Pow贸d numer dwa bezpo艣rednio wi膮偶e si臋 z pierwszym. arystokracja 艣wiata muzyki odchodzi powoli na zas艂u偶ony muzyczny odpoczynek, p艂yt nie nagraj膮 ju偶 Jimmy Page i Robert Plant, w ka偶dym razie nie jako Zeppelini. Wszystko wskazuje r贸wnie偶 na to, 偶e nie b臋dzie nam ju偶 dane podziwia膰 koncert贸w Black Sabbath. Wewn臋trzne k艂opoty wyniszczaj膮 r贸wnie偶 AC/DC z kt贸rego z niepokoj膮c膮 regularno艣ci膮 odchodz膮 kolejni muzycy. R贸wnie偶 Deep Purple w艂a艣nie zapowiedzieli koniec kariery. Chocia偶by dlatego ich nowa p艂yta zapewne ma dla fan贸w rocka charakter nieomal epifanii. Nie dla wszystkich jednak, bo ludzie, si艂膮 rzeczy, maj膮 r贸偶ne gusta i oczekiwania. Dlatego te偶 jestem niemal pewien, 偶e najnowszy album Purpli spotka si臋 tak z uwielbieniem, jak i z bezpardonowym atakiem. Szczerze m贸wi膮c, jestem w stanie zrozumie膰 argumenty obu stron.

Czeka艂em na now膮 p艂yt臋, by膰 mo偶e odrobin臋 z rutyny i bardziej z przekonania, 偶e nale偶y na ni膮 czeka膰 ni偶 z prawdziwej potrzeby - i da艂em jej du偶y kredyt zaufania. Efekt ko艅cowy nie okaza艂 si臋 jednak tego wart. Powracam wi臋c do postawionego ju偶 pytania o emocje towarzysz膮ce ods艂uchowi. Jakie one by艂y? W moim przypadku na pewno nie by艂y 偶arliwe. Przyznaj臋 jednak, 偶e pocz膮tkowo nic na to nie wskazywa艂o. Zapowiadaj膮cy "Infinite" utw贸r "Time For Bedlam" zaskakiwa艂 energi膮 i nowoczesnym charakterem aran偶acji. Cieszy膰 m贸g艂 czysty 艣piew Iana Gillana (pomimo zb臋dnych nak艂adek z pocz膮tku kompozycji), kt贸ry jednak na ca艂ej p艂ycie nie zdo艂a艂 utrzyma膰 r贸wnego poziomu a up艂ywu lat i spadku formy nie da si臋 zatuszowa膰 prostym efektem studyjnym. Je偶eli m贸wimy o samych kompozycjach, to wraz z kolejnymi utworami wspomniana energia, wyczuwalna na pocz膮tku, wyra藕nie ulatuje. P艂yta, chocia偶 nie wzbudza zastrze偶e艅 pod wzgl臋dem kompozycyjno-technicznym sprawia wra偶enie pozbawionej duszy. Jest zlepkiem mechanicznie odgrywanych akord贸w i podr臋cznikowych sol贸wek. By膰 mo偶e "profesorom rocka" ju偶 po prostu nie wypada przybiera膰 niekt贸rych scenicznych masek, chcia艂bym jednak, aby rock pozostawa艂 rockiem, czyli muzyk膮 zbuntowanych b膮d藕 spragnionych zabawy. Deep Purple nie maj膮 przeciwko czemu si臋 buntowa膰 (chocia偶 podejmuj膮 tak膮 pr贸b臋 we wspomnianym "Time For Bedlam"). Deep Purple nie chc膮 ju偶 r贸wnie偶 oddawa膰 si臋 nieskr臋powanej zabawie i nawet ten aspekt ma w ich tw贸rczo艣ci s艂odko-kwa艣ny posmak (utwory "One Night In Vegas" i "On The Top Of The World").


To, co jednak przeszkadza najbardziej, to uderzaj膮cy profesjonalizm oraz chirurgiczna niemal dok艂adno艣膰 producenta Boba Ezrina. Uwag臋 zwracaj膮 r贸wnie偶 nietrafione aran偶acje (nak艂adki na g艂os Gillana w "Time For Bedlam" i "On The Top of The World") oraz rutynowe, wyprane z odrobiny szale艅stwa akordy i linie melodyczne (najdotkliwiej odczu艂em to w utworze "Johnny's Band"). Album "Infinite" jest przyk艂adem wybitnych zdolno艣ci muzycznych, kt贸re jednak poprzez lata rutyny wypracowanej w trakcie tysi臋cy koncert贸w prowadz膮 do artystycznej sztampy. W ka偶dym razie ja nie potrafi艂em szczerze zachwyci膰 si臋 zaproponowan膮 przez Deep Purple muzyk膮. S艂uchaj膮c po raz kolejny "Infinite" zastanawia艂em si臋, czy w roku 1970, poznaj膮c po raz pierwszy p艂yt臋 "In Rock", kto艣 m贸g艂 doj艣膰 do wniosku, 偶e jest to album zbyt wyg艂adzony i sterylny, aby przem贸wi膰 do wyobra藕ni s艂uchacza. My艣l臋, 偶e nie. Wbrew propagandzie sianej przez co bardziej "alternatywnych" znawc贸w muzycznej sceny – albumy legendarne nie staj膮 si臋 legendami dlatego, 偶e mia艂y wi臋cej szcz臋艣cia, albo trafi艂y w odpowiedni moment w rynkowej koniunkturze. Staj膮 si臋 klasyk膮 ze wzgl臋du na sw贸j wyj膮tkowy poziom artystyczny, potwierdzany zreszt膮 przez kolejne pokolenia.

O ile wi臋c zachwycam si臋 na przyk艂ad "In Hearing Of" zespo艂u Atomic Rooster, to nie powiem, 偶e zas艂ugiwa艂 on na uznanie w wi臋kszym stopniu ni偶 wydany w tym samym czasie "IV" Led Zeppelin czy "Aqualung" Jethro Tull. Tak samo jest z "Infinite", mog臋 docenia膰 melodie i pomys艂y, ale po kilku ods艂uchach wr贸c臋 jednak do "Machine Head" albo, odnosz膮c si臋 do bli偶szej historii zespo艂u, w艂膮cz臋 "Purpendicular". Czy "Infinite" zostanie kiedykolwiek wymieniona jednym tchem wraz z "Fireball", "Machine Head" czy nawet "Burn" i "Stormbringer". Nie ma na to szans.

By膰 mo偶e trzeba mnie zaliczy膰 do grona malkontent贸w, kt贸rzy nie potrafi膮 cieszy膰 si臋 z rzeczy wsp贸艂czesnych 偶yj膮c przekonaniem, 偶e "to, co dobre ju偶 by艂o". Niech i tak b臋dzie. Nie przes膮dzam zreszt膮 werdyktu, ale kto艣 b臋dzie musia艂 u偶y膰 silnych argument贸w abym inaczej spojrza艂 na najnowsz膮 p艂yt臋 Deep Purple. Ja sam takich argument贸w nie dostrzegam. 6/10 [Jakub Koz艂owski]

18 kwietnia 2017


O grupie Role, zw艂aszcza w kontek艣cie albumu "R谩na", pisze si臋 coraz cz臋艣ciej jako o gitarowej muzyce jakiej Republika Czeska jeszcze nie zazna艂a. Z tym akurat pozwol臋 sobie si臋 nie zgodzi膰, nie tylko dlatego, 偶e wydaje si臋 to by膰 przejawem typowego czeskiego deprecjonowania w艂asnej muzyki. Na szcz臋艣cie kto艣 taki jak ja, na po艂y st膮d, na po艂y spoza, mo偶e czesk膮 muzyk臋 nie tylko uparcie dowarto艣ciowywa膰, ale i identyfikowa膰 jej cz臋艣ci sk艂adowe. Role zawiera bowiem w sobie po prostu dwa niezmiernie popularne w Czechach nurty rockowej alternatywy, niekoniecznie z kolei wzbudzaj膮ce wi臋ksze zainteresowanie w Polsce - shoegaze i 90's indie. St膮d u Role ciekawa r贸wnowaga mi臋dzy beztrosk膮 i zatroskaniem, pr贸by mieszania z estetyk膮 rocka zataczaj膮 za艣 pe艂ne ko艂a, w efekcie wi臋c mo偶emy tu us艂ysze膰 i riffy Foals, i melancholi臋 The Cure. Do tego czeski wokal, umiej臋tnie klucz膮cy gdzie艣 pomi臋dzy leniwym naturalizmem a lekk膮 teatralno艣ci膮. Rock by膰 mo偶e si臋 nie zmienia, ale z pewno艣ci膮 ma sie nadal dobrze.



Pr贸buj膮 r贸wnie偶 Acute Dose a 偶e zaprz臋gaj膮 do swych poszukiwa艅 wi臋ksz膮 licz臋 艣rodk贸w to i efekty mo偶e nie s膮 r贸wnie przyswajalne co u Role, ale znacznie szerzej zakrojone. U podstaw nadal tkwi indie-rock z lat dziewi臋膰dziesi膮tych, ale najwi臋ksz膮 r贸偶nic膮 w stosunku do Role nie jest bynajmniej angloj臋zyczny i lekko histeryczny wokal. Na albumie "II" natkn膮膰 si臋 mo偶na na elementy math-rocka, wsp贸艂czesnej gitarowej alternatywny czy wr臋cz awangardy, a wszystko to uj臋te w bardzo g臋ste oraz ca艂kiem emocjonalne / emocjonuj膮ce ramy.



Jeszcze bli偶ej noisowej awangardzie maj膮 Rouilleux na zaledwie trzyutworowej epce "The Spoils", nie ma si臋 jednak czego obawia膰, materia艂 ten jest bowiem znacznie bardziej atmosferyczny od dw贸ch powy偶szych indie-rockowych dokona艅. Z koj膮cego szumu wy艂aniaj膮 si臋 melodie, wyra藕niejszych kszta艂t贸w dodaj膮 im d臋ciaki, by w finale ukaza膰 najzwyczajniejsz膮 w 艣wiecie piosenkowo艣膰. Nadal wi臋c poniek膮d rock, ale kombinuj膮cy i z potencja艂em.



Pisz膮c jednak o muzyce rockowej w ko艅cu pojawia si臋 w膮tpliwo艣膰, 偶e taka muzyka powstaje wsz臋dzie i zawsze, co zaczyna by膰 problemem, je艣li m贸wimy o jej potencjalnym eksporcie zagranicznym. W przypadku kraj贸w jak nasze k艂adzie si臋 zatem nacisk na oryginalno艣膰, jak膮艣 mityczn膮 "lokalno艣膰", prawdziwie unikatowy czynnik sprawiaj膮cy, 偶e muzyka w艂a艣nie st膮d a nie z kt贸rego艣 kraj贸w anglosaskich zas艂uguje na szczeg贸ln膮 uwag臋. I zasadniczo zgoda, sam pisz膮c o czeskiej muzyce robi臋 to z my艣l膮 o jej specyfice i wyr贸偶nikach. Ale z drugiej strony, dlaczego wykonawcy w Czech, S艂owacji, Polski musz膮 by膰 na si艂臋 oryginalni? Dlaczego musz臋 kreowa膰 swoje w艂asne unikalne stylistyki i w praktyce by膰 lepszymi od muzyk贸w na Zachodzie tylko po to by mie膰 tam szans臋 na odniesienie sukcesu? Dlaczego nie mog膮 po prostu stan膮膰 do uczciwej konkurencji w znanych, popularnych i niekoniecznie oryginalnych gatunkach? Bo nie ma znaczenia pochodzenie, czasem powinno wystarczy膰 by膰 dobrym. Tak jak grupa ±0 dobra jest w post-punku.



Jakub Jir谩sek zaintrygowa艂 ju偶 w 2012 roku prawdziwie lo-fi epk膮 "Cold Cold Nights". Z jednej strony za spraw膮 swego g艂osu, bo 贸wczesny nastolatek brzmia艂 jak Beck Hansen 艣piewaj膮cy w grunge'owym zespole. Z drugiej strony w jego muzyce wyr贸偶nia艂a si臋 lekka, swobodna filmowa atmosfera, jakby ka偶d膮 z jego piosenek mo偶na by艂o us艂ysze膰 w niezale偶nej ameryka艅skiej s艂odko-gorzkiej komedii dla przeintelektualizowanych introwertyk贸w. Jakub zacz膮艂 zreszt膮 studiowa膰 re偶yseri臋 i by膰 mo偶e dlatego jego aktywno艣ci muzyczne os艂ab艂y, by膰 mo偶e za艣 z powodu niefortunnego, niemo偶liwego do wyszukania pseudonimu J pod kt贸rym wtedy wyst臋powa艂. Ju偶 z towarzyszeniem zespo艂u i jako J & The Cold Cold Nights dotar艂 z koncertami i do Polski, obecnie za艣 grupa Cold Cold Nights wyda艂a wreszcie album "(The) Last Summer". Jest to dzie艂o wyra藕nie zespo艂owe, przy czym m贸wimy o zespole, kt贸ry nadal dociera siebie i swoje inspiracje. G艂os i s艂onecznie indie-rockowa dusza Jakuba jest tutaj tylko jednym z element贸w, album zwraca si臋 w stron臋 nieinstrumentalnego post-rocka, pe艂nego zar贸wno typowych gitarowych kaskad, jak i islandzko-d臋ciakowo-dzwnoneczkowych ornament贸w w stylu Sigur R贸s. Noce z pewno艣ci膮 s膮 ch艂odne po tak widocznym przesuni臋ciu muzyczno-geograficznych akcent贸w.



[Wojciech Nowacki]

17 kwietnia 2017


ANOHNI Paradise EP, [2017] Rough Trade || Recepcja "Hopelessness" nadal mnie zdumiewa. Mog臋 jeszcze zrozumie膰 akceptacj臋 strony muzycznej, pomimo wielkich imion umiarkowanie rozczarowuj膮cej, ale jednocze艣nie doskonale wpisuj膮cej si臋 w obecne, szybko si臋 starzej膮ce, lekko pretensjonalne wielkomiejskie trendy. Intelektualna mia艂ko艣膰 politycznej refleksji Anohni to problem na kt贸ry ewentualnie mo偶na przymkn膮膰 oko, ale powszechne obezw艂adnienie s艂uchaczy i inteligentnej przecie偶 krytyki to ju偶 rzecz powa偶nie zastanawiaj膮ca. Zostawiaj膮c jednak na boku kwestie aparat贸w krytycznych i, by膰 mo偶e, politycznej poprawno艣ci, dzi艣 ju偶 mo偶emy odpowiedzie膰 na pytanie czy zawiod艂o "Hopelessness" czy Anohni.

Tym razem pomaga nie tylko format epki, z kt贸rym zr臋cznie obeznany by艂 jeszcze Antony And The Johnsons. Niew膮tpliwie kr贸tsza, bardziej kompaktowa forma skutecznie zapobiega zm臋czeniu przesadnie wyeksponowanym przekazem czy niezbyt wyrafinowan膮 muzyk膮. Trzeba jednak wyra藕nie zaznaczy膰, 偶e jakim艣 cudem "Paradise" nie trapi 偶aden z tych problem贸w. Anohni nadal ma to w sobie, duch Antony'ego And The Johnsons powraca i owiewa "Paradise" bynajmniej nie delikatnie, przede wszystkim jednak zr贸wnowa偶one zosta艂y proporcje. Muzyka zyska艂a sobie wi臋cej przestrzeni, znaczenia i urozmaicenia, warstwa tekstowa nadal jest naiwnie zaanga偶owana, ale przynajmniej odrobin臋 bardziej zawoalowana i bardziej osobista, dzi臋ki powrotowi do temat贸w feminizmu, wiary i to偶samo艣ci. Co jak co, ale o tym akurat Anohni ma ciekawe rzeczy do powiedzenia.


Tytu艂owe "Paradise" podejmuje w膮tki z "Hopelessness", lecz za pomoc膮 bardziej enigmatycznego i do艣膰 zr臋cznie wieloznacznego tekstu. Przede wszystkim jednak kontynuuje ide臋 lekkiej chwytliwo艣ci zapakowanej w mocniejsz膮 elektronik臋, ale tym razem umiej臋tnie prowadzon膮 i nieprzerysowan膮. Jej lekki archaizm, do艣膰 przyt艂aczaj膮cy na "Hopelessness", tutaj funkcjonuje po prostu jako jedna z intryguj膮co wybranych stylizacji, epka jest bowiem w przeciwie艅stwie do albumu od艣wie偶aj膮co r贸偶norodna. Do lirycznego poziomu "Hopelessness" powraca "Jesus Will Kill You", mo偶na wi臋c zn贸w przewraca膰 oczyma, ale pewnie niezamierzenie tekst i tytu艂owa fraza odbierane mog膮 by膰 humorystyczno-ironicznie, sam utw贸r za艣 brzmi jakby do Oneothrix Point Never do艂o偶y膰 woodkidow膮 rytmik臋 z m艂odzie偶owych film贸w. Jedynym zgrzytem b臋dzie wi臋c "Ricochet" z ma艂o wyrafinowanym i niezr臋cznym refrenem, ale na sze艣膰 r贸偶nych kompozycji jest to rzecz do wybaczenia.

Nawet tak prosty zabieg, jak powstrzymanie si臋 od bombastycznego efekciarstwa w pierwszym utworze, znacznie u艂atwia odbi贸r Anohni i nadaje tej muzyce tak potrzebnej przestrzeni, na "Hopelessness" skompresowanej do nico艣ci. "In My Dreams" to w zasadzie wietrzne, oddychaj膮ce, ambientowe trzyminutowe intro ze skromnym, enigmatycznym tekstem i niemal progrockowymi klawiszami. "You Are My Enemy" brzmi sakralnie, ale zaskakuj膮co bezpretensjonalnie, zaczyna si臋 niemal a capella, by w finale przerodzi膰 si臋 w gospel i naprawd臋 niewiele wi臋cej tu potrzeba. Podobnie skromnie, przestrzennie i koj膮co brzmi niemal medytacyjne "She Doesn't Mourn Her Loss". Zamiast sloganowych narzeka艅 "Hopelessness" czu膰 tu wreszcie rze艣k膮 bryz臋 optymizmu, przede wszystkim wybija si臋 tu jednak poczucie uwolnienia, swobody, zrzucenia kr臋puj膮cych wi臋z贸w albumu na si艂臋 innego, chwytliwego, modnego. Dzi臋ki "Paradise" Anohni i Antony And The Johnsons okazuj膮 si臋 jedn膮 i znacznie ciekawsz膮 postaci膮. 7.5/10 [Wojciech Nowacki]

10 kwietnia 2017


ANNA CALVI Live For Burberry EP, [2017] Domino || Jedna z bezdyskusyjnie najciekawszych postaci rocka ostatnich lat, a celowo przy tym pomijam p艂ciowe zr贸偶nicowanie, nadal wydaje si臋 tkwi膰 w p贸艂cieniu, ostatnimi czasy g艂贸wnie na w艂asne 偶yczenie. Koncertowy 偶ywio艂 Anny Calvi w minionych latach praktycznie nie znajdowa艂 uj艣cia poza granicami Wielkiej Brytanii. Wyst臋py na rodzimym gruncie mia艂y za艣 g艂贸wnie charakter specjalnych wydarze艅 z towarzyszeniem ch贸ru tudzie偶 orkiestry symfonicznej. 呕adnych pierwotnych rockowych gig贸w, 偶adnych nowych utwor贸w, 偶adnych konkretnych wie艣ci o potencjalnym trzecim albumie. Jedynie dalsze wzbogacanie brzmienia znanych ju偶 kompozycji i okazjonalne ruchy w p贸艂cieniu, zawsze intryguj膮ce i pokazuj膮ce status oraz skal臋 mo偶liwo艣ci Anny Calvi, od odwiedzin u Wild Beasts po komponowanie dla Marianne Faithful.

"One Breath", cho膰 zawiera艂o szereg naprawd臋 udanych kompozycji, pokaza艂o jednak, 偶e wzbogacanie brzmienia niekoniecznie musi by膰 najlepsz膮 drog膮 dla Anny Calvi, zw艂aszcza w zestawieniu z pierwotnie prostym i elegancko drapie偶nym debiutem. "Strange Weather" natomiast, ostatnie tak naprawd臋 wydawnictwo Anny Calvi, pokazywa艂o jej wszechstronno艣膰 w interpretacji cudzego materia艂u, od FKA twigs po Suicide, oraz 艂atwo艣膰 z jak膮 przychodzi jej translacja odmiennych stylistyk na sw贸j sk膮pany w czerwieni gitarowy noir. Od wydania ostatniego regularnego albumu up艂yn膮 w tym roku cztery lata, od epki - trzy lata, i a偶 do teraz nie mieli艣my praktycznie 偶adnych 艣lad贸w powstawania nowego materia艂u. Zdecydowanie zbyt d艂ug膮 przerw臋 wydawnicz膮 ko艅czy wy艂膮cznie niestety cyfrowa epka "Live For Burberry", ale czy mo偶na j膮 traktowa膰 jako wskaz贸wk臋 kierunku w jakim mia艂aby pod膮偶a膰 Anna Calvi? Ta tajemnica pozostaje nieodkryta.


"Live For Burberry" to rejestracja pi臋ciu utwor贸w, kt贸re Anna Calvi odegra艂a podczas pokazu mody z towarzyszeniem swego zespo艂u, sekcji smyczkowej oraz ch贸ru. Nie wiem jak prezentuje si臋 nowa kolekcja Burberry, ale je艣li jako stosown膮 艣cie偶k臋 d藕wi臋kow膮 u偶yto do niej w艂a艣nie takiej muzyki to moja wyobra藕nia mo偶e zagalopowa膰 w niebezpieczne rejony. Na pi臋膰 zamieszczonych tu utwor贸w sk艂adaj膮 si臋 dwie nowe kompozycje, jeden cover i dwie starsze piosenki, oczywi艣cie natychmiastow膮 uwag臋 przyci膮gaj膮 pierwsze od lat nowo艣ci. "Whip The Night" ju偶 tytu艂em i rozpoczynaj膮cym go mocnym b臋bnem wskazuje na nawet jeszcze bardziej radykalny powr贸t do surowej zadziorno艣ci debiutu. Piosenka napisana zosta艂a na potrzeby sztuki teatralnej, monumentaln膮 sekcj臋 rytmiczn膮 Anna Calvi kontruje w niej nawiedzonym kaznodziejskim wokalem i jazgotliw膮 gitar膮, czu膰 te偶, 偶e mo偶e by膰 cz臋艣ci膮 wi臋kszej narracji. A je艣li ju偶 mowa o narracyjnych zdolno艣ciach Anny Calvi to druga nowa kompozycja, instrumentalny "Nathaniel", by膰 mo偶e nie wnosi nic nowego do jej wizerunku, ale przypomina jak znakomit膮 jest gitarzystk膮, zdoln膮 do snucia intensywnych opowie艣ci tylko przy pomocy d藕wi臋k贸w gitary.

Cover "iT" Christine And The Queens, piosenki sprzed trzech lat, zmieni艂 j膮 z mglistego synth-popu w medytacj臋 na ch贸r i smyczki. "Eliza" oraz "Desire" tylko i a偶 przypominaj膮 jak znakomite i pe艂ne emocji s膮 to kompozycje, jak dojrza艂y jest warsztat Anny Calvi i jak pot臋偶ny jest jej wokal. Nie dowiadujemy si臋 zatem niczego o czym by艣my ju偶 nie wiedzieli, ale uwaga, wreszcie, by膰 mo偶e po latach pr贸b i docierania si臋, smyczki i ch贸r zdo艂a艂y si臋 wpisa膰 w jej kompozycje bez patosu, bez dysonansu i tym razem wreszcie je dope艂niaj膮c. Wi臋cej oczekiwa膰 mo偶na na drugim ju偶 tegorocznym nowym wydawnictwie Anny Calvi. 22 kwietnia, na tegoroczny Record Store Day, na podw贸jnym czerwonym winylu uka偶e si臋 "Live At Meltdown", pe艂en, lecz limitowany album koncertowy z udzia艂em ch贸ru i Davida Byrne'a. Pozostanie jedynie wierzy膰, 偶e wraz z "Live For Burberry" stanowi膰 b臋dzie podsumowanie i zamkni臋cie etapu przyczajenia. 8/10 [Wojciech Nowacki]

2 kwietnia 2017


MASTODON Emperor Of Sand, [2017] Reprise || By艂 kiedy艣 taki australijski zesp贸艂 Buffalo. W latach siedemdziesi膮tych nagra艂 kilka przyzwoitych hardrockowych album贸w i przynajmniej jeden genialny a niedoceniany, "Volcanic Rock", p艂yt臋, kt贸ra mog艂aby uchodzi膰 za wczesnego protoplast臋 stonerrocka spod znaku Monster Magnet. Ja jednak nie o tym. Wspomniany zesp贸艂 przy okazji swojej bodaj偶e czwartej p艂yty wpad艂 na pomys艂, aby wykorzysta膰 tytu艂 "Songs For The Frustrated Housewives". Na taki marketingowo kontrowersyjny ruch nie pozwoli艂a im wytw贸rnia, wybrali wi臋c tytu艂 "Mother's Choice", zarejestrowali longplay, rozpadli si臋 i do widzenia. Prezentowany przez Amerykan贸w z Mastodon metal to w艂a艣nie taka muzyka dla kur domowych. Nie za ostra, 偶eby nie dra偶ni膰 usz贸w panienek zas艂uchuj膮cych si臋 onegdaj w Puddle of Mudd albo Sum 41, nie za agresywna, aby nie m膮ci膰 spokoju ducha i wystarczaj膮co melodyjna, aby potupa膰 n贸偶k膮.

Kompozycje, kt贸re proponuje Mastodon zas艂uguj膮 jednak na lekki pomruk zadowolenia a ca艂o艣膰 albumu prezentuje si臋 przyzwoicie. Kawa艂ki pasuj膮ce do ameryka艅skich slasher贸w dla nastolatk贸w w przedziwny spos贸b 艂adnie si臋 na "Emperor Of Sand" dope艂niaj膮. Muzycy Mastodon najwidoczniej chcieli nada膰 kompozycyjnego rozmachu albumowi i podzielili go na dwie, wyra藕nie odr臋bne, cz臋艣ci, bardziej popow膮 i pseudo-progresywn膮. Ca艂y czas jednak Mastodon unosi si臋 na powierzchni oceanu mainstreamu jak wype艂niona powietrzem butelka. Mo偶e to odrobin臋 patetyczne, ale skoro czytacie recenzj臋 ich p艂yty, to i tak pewnie w patosie jeste艣cie rozkochani.

Podobno metal to nie rurki z kremem. S艂uchaj膮c kilka ostatnich p艂yt Mastodon my艣l臋 jednak, 偶e w ich przypadku troch臋 tego kremu by si臋 znalaz艂o. A je偶eli nie kremu to przynajmniej spora dawka lukru. Albumy takie jak "The Hunter", "Once More 'Round The Sun" czy najnowszy "Emperor Of Sand" wyra藕nie pokazuj膮 gdzie muzycy widz膮 swoje miejsce, i bynajmniej nie jest to finansowo niesatysfakcjonuj膮cy piwniczny i 艣mierdz膮cy potem underground. Zastanawiam si臋, czy ta p艂yta podoba艂aby mi si臋 bardziej, gdyby nie ca艂a ta nachalna promocja ze strony Warnera. Szczerze m贸wi膮c w膮tpi臋. Najnowszy album jest jednak dobry, je偶eli jeste艣 fanem Mastodon. Je偶eli dodatkowo jeste艣 Amerykaninem i uwa偶asz, 偶e Five Finger Death Punch to najlepsze co si臋 przytrafi艂o metalowi w ostatnich latach to "Emperor Of Sand" jest pewnie nawet bardzo satysfakcjonuj膮cy. Dla wszystkich innych najnowsza p艂yta stanowi mi艂膮 rozrywk臋, ale o艂tarz贸w zespo艂owi raczej nikt wznosi膰 nie b臋dzie.

Nigdy nie by艂em w stanie jasno si臋 okre艣li膰 i w艂a艣ciwie nadal nie wiem, czy ja w og贸le ten zesp贸艂 lubi臋. Na pewno nie robi na mnie 偶adnego wra偶enia "The Hunter" i nie przepadam za "Crack The Skye". Zreszt膮 nawet "Remission" jest mi oboj臋tne. Ale ju偶 albumy "Blood Mountain", "Leviathan" i "Once More 'Round The Sun" sprawiaj膮 sporo frajdy i od czasu do czasu do nich wracam. Tyle, 偶e jest to muzyka t艂a, wype艂niacz przestrzeni i hamburger, nawet je艣li z modnych hipsterskich craftowych restauracyjek, to taki kt贸ry 艂yka si臋 w贸wczas, gdy nie chce si臋 za bardzo ubabra膰 w kuchni. Ponadto, o dobry Jezu, jak fatalnie Mastodon prezentuje si臋 na 偶ywo… a dla mnie, i przypuszczam, 偶e dla wielu innych mi艂o艣nik贸w dobrej muzyki, jest to bardzo znacz膮ca wada. Nie wiem, czy wynika ona z zatrudniania kiepskich in偶ynier贸w d藕wi臋ku czy po prostu braku umiej臋tno艣ci, ale ka偶dy z wokalist贸w najcz臋艣ciej wyje i to w z艂ej tonacji. Wi臋kszo艣ci wyst臋p贸w nie da si臋 w og贸le s艂ucha膰, co wzbudza m贸j niepok贸j w trakcie kontakt贸w z albumami. Zaczynam si臋 bowiem zastanawia膰 na ile efekt osi膮gni臋ty na chocia偶by "Emperor Of Sand" zosta艂 po prostu sowicie op艂acony dolarami.


To, 偶e stylistyka prezentowana przez Mastodon na "Emperor Of Sand" jest ze wszech miar mainstreamow膮 (chocia偶 staraj膮 si臋 j膮 odrobin臋 ubrudzi膰) nie podlega dyskusji. Oczywi艣cie nadal mamy tu jazgotliwe gitary, krzyki i gard艂owe szczekanie, ale ugrzecznione i wydelikatnione. "Show Yourself", "Precious Stones", "Steambreather" czy nawet otwieraj膮cy album "Sultan's Curse" to przede wszystkim 艂adne, chwytliwe melodie, kt贸re zaaran偶owane zosta艂y na metalow膮 mod艂臋. Gdyby troch臋 si臋 pobawi膰 w remiksy to mog艂yby 艣miga膰 w radiu w wydaniu stricte popowym.

Nie ma oczywi艣cie nic z艂ego w ich przebojowo艣ci, bo s膮 to przyzwoite kawa艂ki. Zreszt膮 "Precious Stones" uwa偶am za jeden z najlepszych na p艂ycie, melodyjny, prosty i chwytliwy kawa艂 rocka, nie pr贸buj膮cy by膰 czym艣 wi臋cej ni偶 jest. Niestety, nie mo偶na tego powiedzie膰 o wi臋kszo艣ci kompozycji z dalszej cz臋艣ci albumu. Gdy mija popowe wyczucie melodii pojawiaj膮 si臋 u Mastodon progresywne ci膮gotki. Tyle, 偶e progresyw w rozumieniu muzyk贸w z Atlanty to d艂u偶yzny, brak kompozytorskiej zwarto艣ci i rozwodnienie pomys艂贸w. Obawiam si臋, 偶e tak w艂a艣nie rozumiej膮 prog ci, kt贸rym nigdy nie chcia艂o si臋 wys艂ucha膰 ani jednego progresywnego albumu w ca艂o艣ci. Nie potrafi臋 przywo艂a膰 w pami臋ci 偶adnego utworu od "Word To The Wise" wzwy偶. Mo偶e poza fragmentami "Jaguar God" i "Scorpion Breath". Utwory "Ancient Kingdom" a w szczeg贸lno艣ci "Clandestiny" s膮 mistrzowskie w swej nijako艣ci. Niewiele lepiej prezentuj膮 si臋 "Andromeda" i "Roots Remain". Zesp贸艂 niestety pokazuje w ten spos贸b, 偶e tam, gdzie da艂 si臋 ponie艣膰 ambicji muzycznej, kompozytorsko najbardziej zawi贸d艂. Brakuje na p艂ycie klimatu i uderzenia. Tego, co na "Once More 'Round The Sun" gwarantowa艂o "Asleep In The Deep" czy nawet "High Road". Mastodon jest obecnie ambitnym mainstreamowym metalem i niczym ponadto. Po co wi臋c brn膮膰 w progresyw? Jestem zreszt膮 pewien, 偶e "Emperor Of Sand" sprawdza si臋 najlepiej, gdy jedziecie cadillakiem poprzez bezdro偶a z trzema pi臋knymi Amerykankami na tylnym siedzeniu. My艣l臋, 偶e w takiej sytuacji wspomniany ju偶 "Precious Stones" b臋dzie brzmie膰 epicko. Szkoda tylko, 偶e nigdy tego nie sprawdz臋.

Nie jest to p艂yta z艂a. Jest za to nier贸wna i niesp贸jna. Pod przykrywk膮 naiwnego konceptu skaza艅ca zostawionego na pastw臋 losu gdzie艣 na pustyni album dotyka wa偶nych temat贸w choroby, 偶ycia i 艣mierci. Tyle, 偶e robi to tak jako艣 niedojrzale i m艂odzie偶owo. Tytu艂owy "Imperator Piasku" to personifikacja raka. Wiecie, piasek r贸wna si臋 czas, czas r贸wna si臋 偶ycie a rak powoduje, 偶e czas zaczynamy odlicza膰 bardzo skrupulatnie. Pi臋kne to i g艂臋bokie, wzruszaj膮ce i daj膮ce do my艣lenia, przemy艣lne i znacz膮ce. Prawda? No nie bardzo. Ale przynajmniej pr贸bowali. Czy jednak warto pos艂ucha膰? Oczywi艣cie, ale potem si臋gnijcie na przyk艂ad za nowy Pallbearer. Czeka was w贸wczas memento z mniej banalnym tryptykiem. 6/10 [Jakub Koz艂owski]