31 grudnia 2014


ZOLA JESUS Taiga, [2014] Mute || W pewien spos贸b Zola Jesus przypomina mi Grimes. Obie „alternatywne” wokalistki, samo艣wiadome, z w艂asnym, rozpoznawalnym stylem i obie z popowym potencja艂em. Pierwsza zdecydowanie w t膮 stron臋 wyruszy艂a Grimes z singlem pierwotnie napisanym dla Rihanny. Gwiazda kompozycj臋 odrzuci艂a, wi臋c Grimes postanowi艂a zarejestrowa膰 j膮 sama, opatrzy膰 teledyskiem i potraktowa膰 jako punkt wyj艣ciowy do czwartego albumu. Reakcje na „Go” by艂y, delikatnie m贸wi膮c, niezbyt przychylne, po czasie sama artystka przyzna艂a racj臋 krytykom a ca艂y powstaj膮cy materia艂 na now膮 p艂yt臋 skasowa艂a deklaruj膮c powr贸t do bardziej dla niej naturalnej stylistyki.

Zola Jesus po udanym i niew膮tpliwie intryguj膮cym albumie „Conatus”, w pe艂ni ukazuj膮cym jej przysz艂y potencja艂, na szersze wody wyp艂yn臋艂a go艣cinnymi wyst臋pami z Orbital czy M83. Przej艣cie pod skrzyd艂a labelu Mute mog艂o zatem zaskakiwa膰, ale wydaje si臋 w tym 艣wietle do艣膰 naturalnym krokiem. Mute nie jest zreszt膮 nietrafionym wyborem, wydaje wszak Goldfrapp a nikt w tak perfekcyjny spos贸b nie 艂膮czy alternatywnych inspiracji z popem jak Alison Goldfrapp w艂a艣nie.


Tymczasem „Taiga” jako pr贸ba zyskania sobie szerszej publiczno艣ci jawi si臋 jako przedsi臋wzi臋cie do艣膰 przeci臋tne. Tytu艂owe intro obiecuje sporo atmosferycznym, przestrzennym charakterem, kt贸ry po chwili zostaje z艂amany dziwacznym drum’n’bassem. Singlowe „Dangerous Days” okazuje si臋 czystej wody popow膮 piosenk膮, ale z gatunku tych mniej gustownych. Przy okazji udowadnia, 偶e charakterystyczny g艂臋boki g艂os Zoli Jesus nadaje si臋 do zdecydowanie innych stylistyk.

Gustowno艣膰 jest zreszt膮 jednym z problem贸w cz臋艣ci utwor贸w z „Taigi”. Przyci臋偶ko brzmi cho膰by „Hunger” pasuj膮ce bardziej do soundtracku z przeci臋tnego filmu teenage adult w rodzaju, nomen omen, „Hunger Games”. Cz臋艣膰 piosenek za艣 nie wnosi nic nowego do ca艂o艣ci, dodatkowo nie zach臋ca r贸wnie偶 przyci臋偶ka, nieklarowna produkcja p艂yty.

Nie jest jednak dramatycznie 藕le, ciekawiej robi si臋 w po艂owie albumu, „Go (Blank Sea)” to Zola Jesus w starym stylu, „Ego” intryguje a najlepiej chyba sprawdza si臋 „Lawless”, cho膰 nadal nie艂atwe do zapami臋tania, ale z fajnym bitem, basowym podk艂adem i niemal filmowymi smyczkami. Ca艂kiem chwytliwie prezentuj膮 si臋 „Long Way Down” czy „It’s Not Over”, ale jest to ju偶 koniec „Taigi”.

Ot przeci臋tny album, przyjemny do okazjonalnego przes艂uchania, ale niekoniecznie do zatrzymania si臋 przy nim na d艂u偶ej czy do regularnych powrot贸w. „Taiga” nie musi te偶 przekona膰 do Zoli Jesus nowego s艂uchacza, co wydaje si臋 by膰 zasadniczym celem tego albumu. Tymczasem, brzmi bardziej jak portfolio przysz艂ych featuring贸w. Nadal jednak wierz臋, 偶e samodzielna Zola Jesus nosi w sobie spory potencja艂. Mo偶e innym razem. 5/10 [Wojciech Nowacki]

30 grudnia 2014


ERLEND 脴YE Legao, [2014] Bubbles || Erlend 脴ye naje偶y do najsympatyczniejszych postaci 艣wiata muzyki. Mo偶e nie najbardziej rozpoznawalnych, ale fani wiedz膮 swoje a pozostali znaj膮 przynajmniej najstarsze single R枚yksopp z jego wokalnym udzia艂em. Sympatyczny jest nie tylko sam Erlend, o czym mo偶na przekona膰 si臋 na 偶ywo (boski koncert Kings of Convenience na Open’erze w 2010 roku czy fatalnie zorganizowane wyst臋py The Whitest Boy Alive jesieni膮 tego samego roku), ale i ka偶da piosenka powsta艂a z jego udzia艂em. Kings of Convenience, czyli Simon & Garfunkel XXI wieku, mo偶na uzna膰 za jego macierzyst膮 formacj臋, ale to norwesko-niemiecko-polskie(!) The Whitest Boy Alive by艂o najwy偶ej przeze mnie cenion膮.

Og艂oszenie zako艅czenia dzia艂alno艣ci The Whitest Boy Alive jest zatem moim prywatnym rozczarowaniem roku. Od czasu do czasu pojawia艂y si臋 wszak wie艣ci o powstawaniu trzeciego albumu, ale najwyra藕niej pozosta膰 musimy przy „Dreams” i „Rules”, spiera膰 si臋 na temat wy偶szo艣ci jednego nad drugim i wspomina膰 ich organiczne kompozycje, skromne, ale bogate emocjonalnie, melancholijne, ale podbite tanecznym rytmem. By膰 mo偶e utrzymanie czteroosobowego sk艂adu to dla Erlenda trudniejsze zobowi膮zanie ni偶 okazjonalne zej艣cie si臋 z Eirikem B酶e w Kings of Convenience.

Nie mo偶na nazwa膰 go niespokojn膮 dusz膮, ale z pewno艣ci膮 nie potrafi d艂u偶ej usiedzie膰 w jednym miejscu. Norwegia, Berlin, Meksyk, ostatnio W艂ochy i Islandia, wszystkie te miejsca kszta艂towa艂y posta膰 i muzyczn膮 osobowo艣膰 Erlenda 脴ye. Okres berli艅ski przyni贸s艂 nie tylko uformowanie si臋 The Whitest Boy Alive, ale i jego pierwszy, dzi艣 jakby nieco zapomniany album solowy „Unrest”. Kontynuacji elektroniczno-house’owego wcielenia raczej nie nale偶a艂o oczekiwa膰, jednorazowy w艂oskoj臋zyczny singiel „Le Prima Estate” wskazywa艂 raczej na fascynacje klasycznym europejskim popem. Tym bardziej w zetkni臋ciu z „Legao” prze偶y膰 mo偶na niema艂y kulturowy szok. Erlend 脴ye z towarzyszeniem islandzkiego zespo艂u nagra艂 album oparty o brzmienia reggae.


Przyznaj臋, zaliczam reggae do najbardziej dra偶ni膮cych stylistyk na 艣wiecie, nie twierdz臋, 偶e z艂ych, ale w艂a艣nie dra偶ni膮cych, czyli niestrawnych w wi臋kszych ilo艣ciach. Tymczasem, ju偶 pierwsza na „Legao” piosenka, „Fence Me In”, rozpoczyna si臋 od charakterystycznego dla reggae zawi膮zania rytmu a pierwsze przes艂uchanie albumu nie tylko mnie rozczarowa艂o, ale wr臋cz zniech臋ci艂o.

W kwestii zniech臋cenia, wspomniana rytmika reggae jest tylko baz膮 do zaledwie cz臋艣ci piosenek. Baz膮 charakterystyczn膮 i natychmiast rozpoznawaln膮, ale bynajmniej nie dominuj膮c膮. Jedna rzecz dla Erlenda absolutnie niezmienna, wszystkie jego piosenki s膮 bez wyj膮tku urocze. I te z „Legao” chce si臋 pod艣piewywa膰 z u艣miechem na twarzy i zostaj膮 w pami臋ci, ale raczej w postaci lu藕nego wra偶enia ni偶 konkretnych motyw贸w.

Na szcz臋艣cie z wyj膮tkami. „Bad Guy Now” to chwytliwa, roz艣piewana piosenka przypominaj膮ca radiowy pop z ko艅ca lat siedemdziesi膮tych. Cieszy rozp臋dzony, radosny „Rainman”, singlowa „Garota” nabiera soulowo-funkowego charakteru dzi臋ki brzmieniu saksofonu i tr膮bki. „Who Do You Report To” wyr贸偶nia si臋 niemal pastoraln膮 atmosfer膮, blade echa The Whitest Boy Alive s艂ycha膰 w „Lies Become Part Of Who You Are”.

Ale w kwestii rozczarowania, wra偶enie, 偶e kompozycje na “Legao” s膮 s艂absze ni偶 te z dotychczasowej tw贸rczo艣ci Erlanda nie opuszcza nawet po kolejnych, ca艂kiem przecie偶 przyjemnych przes艂uchaniach. Kolorowa i, przyznajmy, kiczowata ok艂adka odwo艂uje si臋 do szeregu miejsc, kt贸re 脴ye odwiedzi艂, ale trudno szuka膰 na „Legao” ferii inspiracji. Jego drugi solowy album mo偶e nam urokliwie wype艂ni膰 powszedni dzie艅, ale wydaje si臋 by膰 tym tytu艂em w jego dyskografii o kt贸rym najszybciej zapomnimy. 6/10 [Wojciech Nowacki]

22 grudnia 2014


AC/DC Rock Or Bust, [2014] Columbia || AC/DC to jeden z niewielu ju偶 aktywnych muzycznie zespo艂贸w, kt贸ry z dobrym skutkiem 艂膮czy膰 mo偶e fan贸w tak Led Zeppelin, jak i Sex Pistols. A偶 do b贸lu konsekwentni w swym muzycznym wyrazie, poza scen膮 (przynajmniej w pierwszych kilkunastu latach dzia艂alno艣ci) wiedli 偶ycie prawdziwych punkowc贸w, kt贸rzy jakim艣 niezwyk艂ym zrz膮dzeniem losu, umieli gra膰 na instrumentach. W odr贸偶nieniu od wielu innych kapel, staj膮cych si臋 wraz z up艂ywem lat swoj膮 w艂asn膮 karykatur膮, AC/DC na ka偶dym kroku udowadniaj膮, 偶e klan Young贸w nigdy nie b臋dzie za stary na rock’n’rolla. Ci muzycy 偶yj膮 hard rockiem i to naprawd臋 da si臋 odczu膰.

S艂uchaj膮c AC/DC w艂a艣ciwie nie odczuwa si臋 potrzeby pisania o nich. Ma si臋 za to ochot臋 na otwarcie kolejnej puszki piwa i skoczenie na miasto z kolegami. Nie wiem co takiego odnajduje w ich muzyce, 偶e sk艂ania mnie ona do odkurzenia ramoneski, dodania kilku nowych przypinek (tak dzia艂a na mnie jeszcze chyba tylko Mot枚rhead) i zapomnienia, 偶e nast臋pnego dnia o 贸smej rano trzeba by膰 ju偶 w pracy. A w艂a艣ciwie wiem. Czysty, bezpretensjonalny, uczciwy rock and roll, pozbawiony g艂臋bszych refleksji nad 艣wiatem i sensem istnienia.

Hard rock w wykonaniu AC/DC nie ro艣ci sobie pretensji do zbawienia 艣wiata, nie zwraca naszej uwagi na zgnilizn臋 tocz膮c膮 cywilizacj臋, nie porusza nawet egzystencjalnych rozterek m艂odych kochank贸w. On ma to gdzie艣. S艂uchaj膮c AC/DC, drogi czytelniku, masz o tym wszystkim zapomnie膰 i po ci臋偶kim dniu pracy dobrze si臋 bawi膰. Tak po prostu- niezale偶nie od tego, czy jeste艣 lekarzem czy pracujesz na roli. Ten rodzaj muzyki pozwala poczu膰 si臋 m艂odo i odnale藕膰 dawno zapomniane pok艂ady energii. Dlatego, chocia偶 Stadion Narodowy nadaje si臋 do organizacji koncert贸w w takiej samej mierze jak do wypasu owiec, to b臋d臋 na AC/DC w Warszawie i, do cholery, wiem, 偶e b臋d臋 bawi艂 si臋 dobrze! A utwierdza mnie w tym przekonaniu nowa, 艣wietna p艂yta zespo艂u.

Trzeba od razu przyzna膰, 偶e niewiele dzieli j膮 od poprzednich dokona艅 muzyk贸w. To ci膮gle ten sam, stary dobry AC/DC. Tylko w du偶o bardziej skondensowanej dawce. Po pierwsze p艂yta jest kr贸tsza, trwa niewiele ponad p贸艂 godziny, co w por贸wnaniu z przyd艂ugim "Black Ice" jest zmian膮 na lepsze. S艂uchacz nie ma mo偶liwo艣ci znudzenia si臋 materia艂em. P艂yt臋 ch艂onie si臋 w ca艂o艣ci, bez jakiegokolwiek momentu wytchnienia. Kr贸tkie, chwytliwe kompozycje oraz og贸lny czas trwania albumu powoduj膮, 偶e po pierwszym ods艂uchu ma si臋 ochot臋 w艂膮czy膰 CD ponownie. Oczywi艣cie, "Black Ice" nie by艂 p艂yt膮 z艂膮, ale w przypadku stylistyki prezentowanej przez braci Young贸w ka偶da d艂u偶yzna, ka偶dy chybiony pomys艂 muzyczny tym bardziej si臋 uwidacznia, im lepsze s膮 pozosta艂e utwory.


"Rock Or Bust" broni si臋 nie tylko jako album ale r贸wnie偶 jako zbi贸r oddzielnych utwor贸w, z kt贸rych ka偶dy m贸g艂by by膰 radiowym singlem. To w艂a艣nie decyduje o sile nowego wydawnictwa. Poza dwoma utworami, kt贸re "Tr贸jka", zgodnie ze sw膮 od dawna piel臋gnowan膮 tradycj膮, eksploatuje do granic mo偶liwo艣ci, aby nast臋pnie zupe艂nie o nich zapomnie膰 („Play Ball” i „Rock Or Bust”) jest jeszcze „Rock The Blues Away” maj膮cy w swej melodyce co艣 z „Born In The USA” Bruce’a Springsteena. Dalej „Miss Adventure”, hard rock czystej wody, cho膰 mo偶e troch臋 ma艂o wysublimowany. Nast臋pnie, aby nikt nie powiedzia艂, 偶e jest nudo, AC/DC serwuje zwolnienie tempa przy „Dogs Of War”, murowanym koncertowym hicie z nieprzyzwoicie chwytliwym refrenem. W kolejce czekaj膮 ju偶 „Got Some Rock & Roll Thunder” wpisuj膮cy si臋 w „elektryczno-burzow膮” stylistyk臋 grupy i bluesuj膮cy „Hard Times”. Dalej w cale nie jest gorzej, przez „Baptism By Fire” po 艣wietny „Emission Control” AC/DC wci膮偶 potrafi膮 zmusi膰 do rytmicznego kiwania g艂ow膮. Wraz z ostatnim taktem p艂yty czeka si臋 ju偶 na ponowne jej odtworzenie. I to w艂a艣nie sk艂ania do uznania tej p艂yty za bardzo dobr膮. Nie jest to mo偶e nowy "Back In Black", ale jeszcze nigdy Australijczycy nie byli tak bliscy powt贸rzenia artystycznego sukcesu z 1980 roku.

Je偶eli zgodzimy si臋 z 艣p. Bonem Scottem, m贸wi膮cym, 偶e sukces AC/DC jest jedynie zas艂ug膮 dobrego smaku publiczno艣ci, to trzeba uczciwie przyzna膰, 偶e od lat Australijczycy serwuj膮 nam wysokiej klasy hard rockowe dania. Po ods艂uchaniu „Rock Or Bust” z garkuchni muzyk贸w nikt nie wyjdzie nieusatysfakcjonowany. Co wi臋cej, smak nowych utwor贸w na d艂ugo zalegnie si臋 w pami臋ci ka偶dego muzycznego wyjadacza. 9/10 [Jakub Koz艂owski]

20 grudnia 2014


FLYING LOTUS You're Dead!, [2014] Warp || Problem z Flying Lotus jest taki, 偶e lepiej si臋 o nim czyta ni偶 si臋 go s艂ucha. Steven Ellison jest sympatyczny, spokrewniony z Coltrane'ami, co ostatnio podkre艣la si臋 jeszcze cz臋艣ciej ni偶 dotychczas, jego "Cosmogramma" powszechnie uznawana jest jedn膮 z najwa偶niejszych p艂yt dekady. Tym bardziej kontakt z "You're Dead!" mo偶e 艣ci膮gn膮膰 na s艂uchacza nieuzasadnione poczucie winy.

Niczym drag queen swe policzki brokatem, tak krytyka rozpieszcza Flying Lotus wielkimi s艂owami. Historia jazzu, bogaty zas贸b przymiotnik贸w i wymy艣lne metafory dla cho膰by najmniejszych d藕wi臋k贸w, to intelektualne minimum, kt贸rym trzeba dysponowa膰, by dozna膰 pe艂ni jego wielko艣ci. W ten spos贸b krytyka wyrz膮dza krzywd臋 Ellisonowi, s艂uchaczowi i sobie samej. Flying Lotus nie wydaje si臋 bowiem mie膰 偶adnych megaloma艅skich ambicji redefiniowania jazzu a mimo turpistycznej otoczki "You're Dead!" chodzi mu w gruncie rzeczy o tworzenie muzyki, kt贸ra go bawi. S艂uchacz za艣 poczuje si臋 onie艣mielony nie potrafi膮c znale藕膰 w p艂ycie, tego o czym wcze艣niej si臋 naczyta艂 i w efekcie albo zw膮tpi w swoje intelektualne kompetencje, albo uzna krytyka zn贸w pisze dla samej siebie.

Ale problem te偶 w samej muzyce Flying Lotus, przynajmniej na "You're Dead!". "Until The Quiet Comes" uznany zosta艂 za s艂abszy album w jego karierze, bo prezentowa艂 si臋... przyst臋pniej ni偶 "Cosmogramma". Ten ostatni album przynajmniej faktycznie intrygowa艂, ale najnowszy nawi膮zuje do niego uwypuklaj膮c jego kluczowe elementy w spos贸b karykaturalny. "You're Dead!" brzmi jakby po艂o偶y膰 ig艂臋 gramofonu na przedszkolnej wyklejance z kolorowej krepy.


Um贸wmy si臋, 偶e p艂yta ani nie nudzi, ani nie m臋czy, ale tylko dlatego, 偶e nie daje 偶adnych punkt贸w zaczepienia. Poszczeg贸lne utwory s膮 tak kr贸tkie i prze艂adowane, 偶e nie spos贸b si臋 na nich skupi膰. W przypadku niekt贸rych d艂u偶ej ni偶 ich przes艂uchanie zajmuje przeczytanie listy uczestnicz膮cych w nich go艣ci. Najcz臋艣ciej zreszt膮 to jedyny spos贸b, by by膰 艣wiadomym ich uczestnictwa, bo czy to Herbie Hancock, czy Kimbra, to Flying Lotus p臋dzi ju偶 dalej. "Never Catch Me" jako singiel nie zachwyca艂, ale okazuje si臋 faktycznie najbardziej piosenkow膮 i sko艅czon膮 kompozycj膮. "Coronus, The Terminator" przynosi odrobin臋 soulowego wytchnienia, od tego momentu p艂yta zreszt膮 wytraca tempo, cho膰 nie zyskuje na zapami臋tywalno艣ci. Najciekawiej robi si臋 chyba w "Turkey Dog Coma", dzi臋ki kontrolowanemu napi臋ciu, klawiszom i gitarze, zmierzaj膮cym niemal w stron臋 prog-rocka.

Dziwi tak偶e zd艂awiona i daleka od domniemanej doskona艂o艣ci produkcja. Prawdziwie fascynuje za to strona... graficzna, dzi臋ki rysunkom Shintaro Kago. Tematyka "You're Dead!" za艣 zn贸w wydaje si臋 czym艣 zewn臋trznym, nie wynikaj膮cym z muzycznej zawarto艣ci p艂yty, lecz z jej opis贸w i opakowania, i tak wracamy do tego, 偶e o Flying Lotus lepiej si臋 czyta ni偶 si臋 go s艂ucha. Jestem w艂a艣nie 艣wiadkiem ma艂ej medialnej dyskusji w Czechach, gdy popularny i do艣膰 mia艂ki muzyk z ambicjami 偶ali si臋 na brak intelektualnego przygotowania krytyk贸w. Jeden z nich s艂usznie odpowiedzia艂, 偶e muzyka popularna zaistnie膰 mog艂a tylko dlatego, 偶e zacz臋艂a si臋 odwo艂ywa膰 do emocji i nie wymaga艂a profesjonalnego wykszta艂cenia. "You're Dead!" mo偶e imponowa膰, ale emocji nie porusza. 5/10 [Wojciech Nowacki]

18 grudnia 2014


TINDERSTICKS Ypres, [2014] City Slang || O ile II wojna 艣wiatowa do dzi艣 inspirowa膰 g艂贸wnie mniej lub bardziej prza艣ne metalowe hymny, o tyle temat I wojny 艣wiatowej wydaje si臋 zaciera膰 w pami臋ci historycznej jako element zamierzch艂ej przesz艂o艣ci, znanej ju偶 nie z osobistego do艣wiadczenia, lecz z podr臋cznik贸w. O tym, 偶e poczucie uczestnictwa bezpo艣rednio przek艂ada kulturow膮 reakcj臋 nie trzeba przekonywa膰, wojna w Wietnamie sta艂a si臋 natychmiastow膮 po偶ywk膮 dla folkowych protest-song贸w epoki flower power, wojny w Iraku odbi艂y si臋 na ameryka艅skim rocku, cho膰 ju偶 na mniejsz膮 i mniej uniwersaln膮 skal臋 ze wzgl臋du na antybushowski charakter. Zawsze jednak bardziej chodzi艂o o dora藕ny protest ni偶 bardziej abstrakcyjn膮 kwesti臋 pami臋ci.

I wojna 艣wiatowa pami臋ci si臋 wymyka, brakuje jej bohatersko-romantycznej otoczki dawnych walk czy tak no艣nej grozy nazizmu. Ba, cz臋艣膰 narod贸w Europy wspomina j膮 dzi艣 niemal wy艂膮cznie przez pozytywny niepodleg艂o艣ciowy pryzmat. O tym, 偶e nadal 偶yjemy w 艣wiecie wykutym na polach, frontach i w okopach I wojny 艣wiatowej na sw贸j spos贸b przypomnia艂a PJ Harvey. „Ypres” nie jest jednak antywojennym manifestem, ale powietrzem wype艂nionym odg艂osami artylerii i woni膮 iperytu.

Album ten nie powinien by traktowany jako poboczny, czyt. drugorz臋dny, w dyskografii Tindersticks, ale zarazem nie nale偶y si臋 w nim doszukiwa膰 punkt贸w z ni膮 stycznych, mo偶e poza markow膮, dojmuj膮c膮 melancholi膮 i mistrzowskim kreowaniem emocjonalnego napi臋cia. Piosenki Tindersticks dotykaj膮 jednak intymnego, wewn臋trznego mikrokosmosu, cz臋sto niezwykle bolesnego, ale niepor贸wnywalnego w skali do bitew pod Ypres. Trzecia z nich, najs艂ynniejsza i najtragiczniejsza, nie tylko przynios艂a pierwsze u偶ycie gazu musztardowego i straty w ludziach wynosz膮ce ponad p贸艂 miliona, ale te偶 trwa艂a ponad 3 miesi膮ce i nie przynios艂a praktycznie 偶adnego rozstrzygni臋cia. Ypres sta艂o symbolem bezsensu i zniszczenia, chyba jeszcze bardziej nieludzkiego ni偶 II wojna 艣wiatowa. Miasteczko, w kt贸rym znajduje si臋 dzi艣 muzeum, kt贸rego sta艂a ekspozycja zosta艂a zilustrowana przez Tindersticks, blisko wsp贸艂pracuje z Hiroszim膮. Nic dziwnego zatem, 偶e "Ypres" stosunkowo najbli偶ej jest do "Trenu ofiarom Hiroszimy" Pendereckiego.

Owszem, przejmuj膮ce smyczki w "Ananas Et Poivre" wydaj膮 si臋 si臋ga膰 muzyki romantycznej. "Sunset Glow" wnosi pod koniec odrobi臋 艣wiat艂a, ale s膮 to jego ostanie 艣lady, zaraz po nim nast臋puje bowiem ponad dwudziestominutowe "The Third Battle of Ypres O.S.T." Kompozycja ta daleka jest jednak od typowych wyobra偶e艅 o bitewnej 艣cie偶ce d藕wi臋kowej. Najbli偶sze muzyce filmowej w jej ilustracyjnej formie jest tutaj "La Guerre Souterraine". "The Third Battle of Ypres O.S.T." to pe艂zaj膮ce, monotonne smyczki, spo艣r贸d kt贸rych miejscami zaczynaj膮 wy艂ania膰 si臋 wyra藕niejsze kszta艂ty, ale tylko po to, by zaraz zapa艣膰 si臋 w pierwotn膮 fal臋 d藕wi臋ku. Monotonia, bezsens, brak rozstrzygni臋cia. Trzecia bitwa pod Ypres.


Jednak to "Whispering Guns, Pts. 1, 2 and 3" jest majstersztykiem samym w sobie. To r贸wnie偶 ci膮g艂a kilkunastominutowa fala d藕wi臋ku kreowana przez smyczki z dodatkiem instrument贸w d臋tych, ale rozpoczyna j膮 rozpaczliwe bicie ko艣cielnych dzwon贸w, by poprzez wycie syren doprowadzi膰 do nieregularnej nawa艂y perkusjonali贸w imituj膮cych nie tak odleg艂e strza艂y artylerii. Atmosfera pot臋偶niej膮cego masywnego zagro偶enia, kt贸re nie nadchodzi nagle, ale powoli g臋stnieje i opada jest dog艂臋bnie przejmuj膮ca, cho膰 prawd膮 jest 偶e wymaga pewnego kontekstu.

"Ypres" s艂ucham po raz pierwszy w drodze z Polski do Czech. P贸藕ny wiecz贸r, za oknami autobusu ciemno艣膰, pograniczne wioski i miasteczka, Sudety. Ten sam kraj, z kt贸rego po zako艅czeniu II wojny 艣wiatowej wyp臋dzono setki tysi臋cy 偶yj膮cych tam Niemc贸w i ich stoj膮ce do dzi艣 po obu stronach granicy domy zamieszkuj膮 Czesi i Polacy. To dalszy i nie mniej dramatyczny ci膮g tej samej historii, cho膰 wi臋c od bitwy pod Ypres min臋艂o ju偶 niemal 100 lat to w艂a艣ciwy kontekst mo偶emy znale藕膰 za ka偶dym rogiem. 8/10 [Wojciech Nowacki]

15 grudnia 2014


Rocznica 17 listopada 1989 roku, czyli pocz膮tku aksamitnej rewolucji, jest w Czechach 艣wi臋tem pa艅stwowym. Owszem, staje si臋 przy okazji pretekstem do podnoszenia g艂os贸w sprzeciwu, ale w tym roku protestowano g艂贸wnie przeciw wulgarnemu j臋zykowi prezydenta Zemana a czeskie manifestacje dalekie s膮 od okraszonych racami kibolskich jarmark贸w rodem z Warszawy. Rzecz w tym, 偶e ci臋偶ko wyobrazi膰 sobie w Polsce rocznic臋 obalenia komunizmu jako 艣wi臋to pa艅stwowe (u nas narodowe). Pr贸by ustanowienia 艣wi臋tem 4 czerwca si臋 nie powiod艂y, dziwnie zreszt膮 jako艣 celebrowa膰 rocznic臋 wybor贸w. W ka偶dym razie wydarzenia 1989 roku s膮 jedn膮 z podstawowych linii podzia艂u naszego spo艂ecze艅stwa.

Tymczasem w Czechach 17 listopada jest w miar臋 powszechnie szanowanym wydarzeniem a elementem tegorocznych obchod贸w by艂 cho膰by film "Listopad" w re偶yserii Gary'ego K. Griffina, przy okazji kt贸rego wznik艂 jeden z ciekawszych muzycznych projekt贸w ostatnich miesi臋cy. Martin Tvrd媒, czyli wielokrotnie ju偶 przeze mnie wspominany producent elektroniki oraz raper i songwriter (jako Bonus), wsp贸lnie ze znanym nam bardzo dobrze V谩clavem Havelk膮 z Please The Trees nagrali album "U n谩s v gar谩啪i" z coverami czeskiego undergroundu lat 80-tych. Oryginalne wersje s膮 oczywi艣cie dla nas ca艂kowicie anonimowe (mo偶e poza punkowym HNF, kt贸rego fank膮 by艂a bohaterka wydanej i u nas powie艣ci "Koniec punku w Helsinkach" Jaroslava Rudi拧a), ale brak kontekstu zupe艂nie nie przeszkadza w odbiorze p艂yty. Teksty z epoki do dzi艣 brzmi膮 zaskakuj膮co aktualnie, najlepszej jako艣ci podk艂ady Bonusa nawi膮zuj膮 do niemieckiej emotroniki spod znaku Morr Music a 艣piew Havelki, kt贸ry sam przyznaje, 偶e nie zna艂 sporej cz臋艣ci oryginalnych wersji, zapewnia charakterystyczn膮 ponadczasowo艣膰. A wydany przez Pol铆5 album mo偶ecie pobra膰 za darmo.


Kogo jednak ciekawi jak brzmi najprawdziwszy wsp贸艂czesny czeski hardcore punk powinien si臋gn膮膰 po "Silou kovadliny", debiutanck膮 p艂yt膮 d艂ugograj膮c膮 grupy Hanba. D艂ugograj膮c膮 jak na punkowe standardy oczywi艣cie, album liczy bowiem 18 minut i 10 utwor贸w pe艂nych energii utwor贸w nie dla wra偶liwych. Wa偶ne, 偶e oldschool, weganizm, straight edge i punkowa scena maj膮 si臋 w Czechach bardzo dobrze a Hanba zbiera pozytywne recenzje nie tylko w niszowych fanzinach. Plus w duchy DIY "Silou kovadliny" r贸wnie偶 pobra膰 mo偶ecie za darmo.


Nie gorzej ma si臋 w Czechach scena post-rockowa, do kt贸rej najnowszym albumem ju偶 zdecydowanie do艂膮czyli o艂omunieccy Flash The Readies. Mo偶na by pomy艣le膰, 偶e wybranie si臋 drog膮 od szeroko poj臋tej gitarowej alternatywy w stron臋 typowego dzi艣 post-rocka to 艣lepa uliczka. Jednak "Submarine Sky" broni si臋 mglistymi wokalami, si臋ganiem po pianino, ale przede wszystkim klimatem, album zarejestrowany zosta艂 bowiem spontanicznie na chacie w Jesenikach, bodaj najbardziej inspiruj膮cych czeskich g贸rach.


O typowo艣ci nie ma zupe艂nie mowy w przypadku debiutu Kaplan Bros., czyli po艂owy zespo艂u Vlo啪te ko膷ku. Grupa ta tworzy niezwykle trudn膮 do zaklasyfikowania muzyk臋 i gra 艣wietne koncerty, za album "SEAT" otrzyma艂a za艣 szereg nagr贸d od krytyk贸w zajmuj膮cych si臋 czesk膮 alternatyw膮. Bracia Cyril i Kry拧tof Kaplan poza zespo艂em tworz膮 jednak niezale偶nie laptopowo-noise'ow膮 elektronik臋 a ich oficjalny debiut za cen臋 podzielenia si臋 adresem mailowym mo偶ecie pobra膰 st膮d.


Elektronika w Czechach i S艂owacji ju偶 od lat 90-tych cieszy艂a si臋 znacznie wi臋ksz膮 estym膮 i powa偶aniem ni偶 w Polsce a do czas贸w tych nawi膮zuje Ettella Diamant na albumie "Again". Spokojny 偶e艅ski wokal, echa klasycznego trip-hopu i relaksacyjnego downtempa to sentymentalna podr贸偶 w czasie, kt贸rej pr贸bki pos艂ucha膰 mo偶emy na darmowym singlu "Deadlock".

Do kobiet zdecydowanie nale偶y ko艅c贸wka roku na przeci臋ciu popu i brzmie艅 alternatywnych. Kolejny i d艂ugo oczekiwany album "Na Radosti" wyda艂a Aneta Langerov谩, niegdysiejsza zwyci臋偶czyni pierwszej edycji czeskiej mutacji "Idola". Jana Kirschner, ma艂偶onka wsp贸艂pracownika Moloko, przoduje na S艂owacji nie艂atwym albumem "Moru拧a: 膶ierna", kontynuacj膮 p艂yty "Moru拧a: Biela". Rozczarowuje natomiast Lenka Dusilov谩, kt贸rej "V hodin臎 smrti" wydaje si臋 by膰 wystudiowan膮 i nieautentyczn膮 powt贸rk膮 z udanej "Baromantiki".

Na koniec niezwykle ciekawy akcent polski. Wyst臋puj膮ca jako Never Sol wokalistka S谩ra Vondr谩拧kov谩 ma spore szanse sta膰 si臋 nowym czeskim towarem eksportowym. Nie tylko jest doskona艂ym przyk艂adem przenikania alternatywy do czeskiego mainstreamu, ale te偶 reedycja jej debiutu "Under Quiet" ukaza艂a si臋 w mi臋dzynarodowej dystrybucji dzi臋ki Denovali Records. Label ten wyda艂 r贸wnie偶 singiel "Sever / Four Days", kt贸ry Never Sol nagra艂a wsp贸lnie z... Meeting By Chance, czyli Marcinem Cichym ze Skalpela. Warto obserwowa膰. [Wojciech Nowacki]

14 grudnia 2014


THE SMASHING PUMPKINS Monuments To An Elegy, [2014] BMG || Problem z recenzowaniem sprowadza si臋 przede wszystkim do konieczno艣ci przyj臋cia w miar臋 jednoznacznej i klarownej opinii o danym dziele. S膮 jednak albumy, kt贸rych jednoznacznie oceni膰 si臋 nie da, i te najcz臋艣ciej zasilaj膮 szeregi p艂yt przeci臋tnych. Taka w艂a艣nie jest najnowsza pozycja z katalogu The Smashing Pumpkins.

Pami臋tam odcinek Simpson贸w, „Homeropaloza”, w kt贸rym go艣cinny udzia艂 The Smashing Pumpkins spuentowany zosta艂 przez Barta s艂owami „Nie ma nic prostszego ni偶 wywo艂a膰 depresj臋 u nastolatk贸w”. Po wielu latach, kt贸re up艂yn臋艂y od czasu ostatniego „kanonicznego” albumu zespo艂u „Machina/Machines Of God” (2000) mog臋 z pe艂nym przekonaniem powiedzie膰, 偶e Bart si臋 myli艂. Fakt, nie jestem ju偶 nastolatkiem. Nie jestem jednak jeszcze a偶 tak stary, 偶eby nie pami臋ta膰 tego, co przemawia艂o do mnie w dokonaniach Pumpkins贸w dziesi臋膰-pi臋tna艣cie lat temu.

Wbrew pozorom przepis na melancholi臋 aplikowan膮 za po艣rednictwem muzyki nie jest wcale taki prosty. Jest wypadkow膮 m膮drych i poetyckich tekst贸w (unikaj膮cych banalnych por贸wna艅 i rym贸w!), odpowiedniego nastroju utworu (a wi臋c linii melodycznej) dobrego (niekoniecznie technicznie) wyr贸偶niaj膮cego sie wokalu oraz przekazu, kt贸ry musi p艂yn膮膰 z g艂臋bi duszy wykonawcy. Najmniejszy fa艂sz jest w takiej mieszance bardzo dobrze wyczuwalny. I o ile w nowej p艂ycie The Smashing Pumpkins nie widz臋 przynajmniej dw贸ch element贸w wskazanego wzoru, to dostrzegam r贸wnocze艣nie wiele zak艂ama艅 i nieszczero艣ci wynikaj膮cych z sztucznej pr贸by trzymania si臋 dawno ju偶 przebrzmia艂ej stylistyki.

Nie jest to przypad艂o艣膰 na kt贸r膮 Billy Corgan zapad艂 niedawno. Z tymi samymi problemami boryka si臋 ju偶 od czas贸w wydania zapomnianego przez Boga i ludzi albumu „Mary Star Of The Sea” (2003) zespo艂u ZWAN. To samo dzia艂o si臋 na albumie „Zeitgeist” (2007), kt贸ry poza pojedynczymi pere艂kami, jak wspania艂y „Bleeding The Orchid”, by艂 po prostu kiepski. „Oceania” (2012) to dzie艂o ambitne, oczywi艣cie na miar臋 The Smashing Pumpkins XXI wieku, ale nie przynios艂o ze sob膮 偶adnej rewolucji. „Monuments To An Elegy” jest z kolei ewolucyjnym krokiem wstecz. Chcia艂bym jednak zosta膰 dobrze zrozumianym. S膮 na tym albumie utwory ciekawe, jak „Tiberius” czy „Anaise!” s膮 utwory 艣rednie, ale chwytliwe jak „Being Beige” czy „Drum + Fife”. Dominuje jednak muzyka s艂aba, na granicy kiczu.

Przy ca艂ej swojej wieloletniej sympatii do The Smashing Pumpkins nie mog臋 przesta膰 zgrzyta膰 z臋bami s艂ysz膮c wersy, kt贸re swym poziomem przypominaj膮 mi艂osny list wyryty na szkolnej 艂awce przez pi臋tnastolatka. Jak inaczej mo偶na bowiem odbiera膰 utw贸r „Anti-Hero” w kt贸rym Corgan raczy nas s艂owami Never been kissed by a girl like you / All I wanna, I wanna do / Love me baby, love me true czy „Dorian” z 艂opatologicznym wr臋cz rymem: Dorian, Dorian / What have you done (…) When you run. Ze 艣wiec膮 szuka膰 tu kompozycji na miar臋 „Pug”, „Blank Page”, „To Forgive” czy „Thirty-Three”, a nie wspominam wcale o najwi臋kszych hitach zespo艂u.


Koherentnemu przekazowi nie s艂u偶膮 r贸wnie偶 cz臋ste zmiany sk艂adu. Nie b臋d臋 roni艂 艂ez nad najlepszym line’upem z czas贸w „Gish” (1991) – „Adore” (1998), bo mija si臋 to z celem. James Iha znalaz艂 mo偶liwo艣膰 muzycznego spe艂nienia gdzie indziej, D’artzy Wretzky w og贸le znik艂a ze sceny, otwieraj膮c trzy antykwariaty (mo偶na i tak…). Jednak od czasu reaktywacji zespo艂u do chwili obecnej jedynym sta艂ym cz艂onkiem pozostaje gitarzysta Jeff Schroeder, kt贸ry na „Zeitgeist” by艂 w艂a艣ciwie tylko muzykiem sesyjnym. Niewa偶ne. The Smashing Pumpkins to zawsze by艂 Billy Corgan i to si臋 nie zmienia.

Jednak na tw贸rczo艣膰 Corgana, niekwestionowanego „pana i w艂adc臋” wp艂yw mia艂a najwidoczniej r贸wnie偶 odpowiednia chemia mi臋dzy wsp贸艂pracownikami. Iha i Wretzky opr贸cz d艂ugiej historii przyja藕ni z liderem zapewniali pewien artystyczno-wizualny sznyt, kt贸rego nie uda艂o si臋 ju偶 nigdy odtworzy膰 (wystarczy przypomnie膰 sobie teledyski do „Ava Adore”, „Zero” czy wspomnianego „Thirty-Three” aby zrozumie膰 co mam na my艣li). Jimmy Chamberlin to z kolei po prostu lepszy muzyk od Tommy'ego Lee, kt贸rego umiej臋tno艣ci by膰 mo偶e dobrze korespondowa艂y ze stylem Motley Cr眉e, nijak si臋 jednak maj膮 do forsowanej przez Corgana stylistyki.

Musz臋 ze smutkiem przyzna膰, 偶e The Smashing Pumpkins, swego czasu zesp贸艂 wyj膮tkowy, popad艂 w przeci臋tno艣膰. I to na wielu p艂aszczyznach. O ile „Machina/Machines Of Good”, krytykowany w momencie premiery, pi臋knie si臋 zestarza艂, to przypuszczam, 偶e za dziesi臋膰 lat „Monuments To An Elegy” traktowane b臋dzie wy艂膮cznie, jako maj膮ca zmarnowany potencja艂 ciekawostka. Samodzielnie ledwo si臋 broni, a w por贸wnaniu do klasycznych dokona艅 zespo艂u jego si艂a gwa艂townie blednie. 5/10 [Jakub Koz艂owski]

10 grudnia 2014


PINK FLOYD The Endless River, [2014] Parlophone || S膮 p艂yty, kt贸rych nie by艂em nigdy w stanie w pe艂ni doceni膰, chocia偶 wiem, 偶e na to zas艂uguj膮. Nie nale偶臋 na przyk艂ad do zwolennik贸w Budgie (dzi臋ki Piotrowi Kaczkowskiemu niezwykle licznych w Polsce) i „Never Turn Back on a Friend”. Nie mog臋 w ca艂o艣ci zaakceptowa膰 „Hemispheres” zespo艂u Rush, chocia偶 jest to sk膮din膮d doskona艂a p艂yta. Nie przepadam za „Elisium” Fields of the Nephilim, chocia偶 uwielbiam ich wcze艣niejsze albumy. Z kolei, by膰 mo偶e z przekory, ceni臋 p艂yty o kt贸rych najwierniejsi fani wypowiadaj膮 si臋 najcz臋艣ciej negatywnie. I tak bardzo lubi臋 „Wild Mood Swings” The Cure, uwielbiam „Pale Communion” Opeth a za najlepszy album Led Zeppelin uwa偶am "Physical Graffiti". C贸偶, by膰 mo偶e taka moja przypad艂o艣膰.

Z "The Endless River" mam podobny problem. Muzyczna, opiniotw贸rcza prasa ("Metal Hammer", "Teraz Rock") zdaje si臋 nie dostrzega膰 偶adnych problem贸w zwi膮zanych z powy偶szym dzie艂em. Co wi臋cej, z uporem godnym lepszej sprawy foruje ona opini臋, jakoby Floydzi w doskona艂y spos贸b podsumowali ca艂膮 sw膮 dotychczasow膮 karier臋 tym jednym, rewolucyjnym kr膮偶kiem. Niestety, pogl膮dy te s膮 mi ca艂kowicie obce. Pierwszym i w moim odczuciu decyduj膮cym powodem, dla kt贸rego nie mog臋 cieszy膰 si臋 albumem Floyd贸w jest ten, 偶e to nie jest wcale album. S膮 to jedynie zal膮偶ki ciekawych pomys艂贸w (tu k艂贸ci膰 si臋 nie b臋d臋, chocia偶 wydaje mi si臋, 偶e znalaz艂yby si臋 w historii zespo艂u dziesi膮tki, jak nie setki ciekawszych) nie opracowanych w pe艂ni i nigdy nie zrealizowanych w formie na jak膮 zas艂uguj膮. Nie rozumiem, jak mo偶na my艣le膰 inaczej, skoro nie ukrywa tego sam David Gilmour jasno wskazuj膮c na rol臋 producent贸w i „sk艂adaczy” p艂yty. „The Endless River” jest dzie艂em Phila Manzanery, Youtha i Andy Jacksona. I to dzie艂em tw贸rczo ograniczonym, bo nie wykraczaj膮cym poza lu藕ne i logicznie z sob膮 nie zwi膮zane pasa偶e muzyczne.

Pisa艂em ju偶, 偶e nie mia艂bym z tym bynajmniej problemu, gdyby nowe wydawnictwo uzupe艂nia艂o kolekcjonerskie wydanie „The Division Bell”. Ta p艂yta bowiem, czego by o niej nie m贸wi膰, sk艂ada si臋 z my艣li przewodniej oraz uko艅czonych utwor贸w b臋d膮cych zamkni臋t膮 ca艂o艣ci膮, no, jest albumem muzycznym po prostu. "The Endless River" albumem nie jest. Ju偶 d艂ugo艣膰 poszczeg贸lnych 艣cie偶ek daje do my艣lenia. Nie jest to tradycyjna metoda tworzenia utwor贸w przez Pink Floyd, kt贸rzy lubowali si臋 jednak w rozbudowanych pasa偶ach. Sytuacja, w kt贸rej dok艂adnie po艂owa utwor贸w nie przekracza dw贸ch minut wskazuje, 偶e z tych zapis贸w sesyjnych nie da艂o si臋 nic wi臋cej wycisn膮膰.

Kto艣 powie „trzeba wzi膮膰 pod uwag臋 kontekst”, „to偶 to pierwsza p艂yta ambientowa”, bo „utwory powsta艂y 20 lat temu, a wtedy nikt tak nie gra艂”. Odpowiem tak: nie wszystko co nudne, zaraz musi by膰 ambientem. Nie ka偶dy utw贸r pozbawiony melodii od razu nale偶y uzna膰 za ambitny. Proponuj臋 por贸wna膰 Vangelisa i jego 艣cie偶k臋 d藕wi臋kow膮 do „Blade Runnera” z „The Endless River”. Naprawd臋, s膮 to niepor贸wnywalne poziomy muzycznej ekspresji. Ponadto, ambientowego „szlifu” albumowi dodali „tu i teraz” (a nie dwadzie艣cia lat temu) producenci. Nie Richard Wright, nie Nick Mason, ani nie David Gilmour, tylko ludzie doskonale znaj膮cy obecne trendy muzyczne. Profesjonali艣ci zdaj膮cy sobie spraw臋, 偶e innego ni偶 „ambitowy” charakteru tym improwizacjom nada膰 si臋 nie da.

Nie rozumiem r贸wnie偶, w jaki spos贸b (a tak to widz膮 recenzenci np. Teraz Rocka) do艣膰 艂opatologiczne nawi膮zania do poprzednich album贸w („Wish You Are Here” czy „High Hopes” z „The Division Bell”) maj膮 budowa膰 warto艣膰 p艂yty? Dzwony wsamplowa膰 mo偶e ka偶dy. Nie potrzeba do tego geniuszu. R贸wnie偶 ostatni na p艂ycie, jedyny, moim zdaniem, uko艅czony utw贸r, ”Louder Than Words”, nie jest niczym niezwyk艂ym. Chocia偶, co musz臋 przyzna膰, bardzo go lubi臋. Kolejny argument kt贸ry do mnie nie przemawia: „Pink Floyd to nie tylko "Dark Side Of The Moon", "Wish You Were Here" czy "The Wall". Tylko pseudo-fani b臋d膮 najnowsze dzie艂o do nich por贸wnywa膰, bo tylko te trzy znaj膮”. C贸偶, ja znam ich wi臋cej i nadal uwa偶am „The Endless River” za najgorsz膮, bo nieuczciw膮, nieszczer膮 i wyrachowan膮. P艂yt臋 b臋d膮c膮 pr贸b膮 zarobienia na sentymencie. Naprawd臋, chcia艂bym, 偶eby by艂o inaczej ale, przynajmniej moim zdaniem, tak nie jest. 3/10 [Jakub Koz艂owski]

9 grudnia 2014


R脰YKSOPP The Inevitable End, [2014] Dog Triumph || “Powr贸t do formu艂y pierwszych album贸w wydaje si臋 konieczny, ale te偶 bardzo trudny. Wymaga bowiem bezb艂臋dnych kompozycji (na minialbum starczy艂o), pomys艂贸w i starannie dobranych oraz r贸偶norodnych go艣ci. Sfeminizowanie "Junior" zabi艂o ten album, ale jasno zadeklarowana dzisiejsza wsp贸艂praca z Robyn okaza艂a si臋 naprawd臋 dobrym pomys艂em, mimo 偶e fanem jej dziewcz臋cego, czasem wr臋cz infantylnego wokalu nie jestem. Kto wie, mo偶e w艂a艣nie droga mniejszych wydawnictw z jednym wokalist膮 by艂aby dla R枚yksopp ciekawsza ni偶 niebezpieczny powr贸t do albumowych form. Niemniej dzi臋ki "Do It Again" na kolejny ruch duetu zn贸w czekam z niecierpliwo艣ci膮.”

Przyznaj臋, jestem dumny ze swojego epizodu jasnowidzenia. Powy偶szym akapitem zako艅czy艂em tekst o wydanym w maju minialbumie, kt贸ry dla R枚yksopp oznacza艂 pierwsze oficjalne wydawnictwo od sceptycznie przyj臋tego "Junior/Senior". Tymczasem, zaskakuj膮co szybko po wydaniu "Do It Again" pojawi艂a si臋 ze strony duetu zapowied藕 pe艂noprawnego i "ostatniego" albumu.

R枚yksopp bynajmniej nie ko艅cz膮 dzia艂alno艣ci. Symptomatycznie zatytu艂owane "The Inevitable End" ma by膰 jedynie ich po偶egnaniem z tradycyjnym formatem albumu i cho膰 zamierzaj膮 nadal tworzy膰 muzyk臋, to w temacie p艂yty d艂ugograj膮cej mieli powiedzie膰 ju偶 wszystko do czego byli zdolni. Na pierwszy rzut oka wydaje si臋 to by膰 bu艅czuczn膮 deklaracj膮 w typie LP is dead! By膰 mo偶e jednak sami zdaj膮 sobie spraw臋 z tego, 偶e pomys艂贸w wystarczy艂o im na wype艂nienie jedynie "Melody A.M." i "The Understanding", i 偶e to nie formu艂a albumu uleg艂a wyczerpaniu, ale ich w艂asna inwencja.


Mo偶na by艂o jedynie mie膰 nadziej臋, 偶e na ten ostatni zryw wykrzesz膮 z siebie resztki si艂, lecz niestety, "Do It Again" by艂o dowodem, 偶e R枚yksopp stale potrafi膮 komponowa膰 dobre piosenki, "The Inevitable End" potwierdza, 偶e nie potrafi膮 ju偶, a by膰 mo偶e nigdy nie potrafili, nagra膰 albumu.

Kompozycje s膮 tu w najlepszym razie s膮 kalkami wczesnego brzmienia R枚yksopp ("Sordid Affair". "Thank You") lub recyklowaniem wykorzystanych ju偶 utwor贸w (nowe, s艂absze wersje "Do It Again" i "Monument" czy stary singiel z Susanne Sundf酶r "Running To The Sea"). Brakuje polotu, energii, pomys艂贸w na rozwini臋cie kompozycji, innych ni偶 rozci膮ganie ich do usypiaj膮cych rozmiar贸w. Ma艂o bowiem, 偶e w wi臋kszo艣ci z nich nie dzieje si臋 absolutnie nic, to trwaj膮 po sze艣膰, siedem minut. Ma艂o, 偶e jest ich na p艂ycie dwana艣cie, to na dodatkowym dysku znajdziemy kolejne pi臋膰.

Przyczyn膮 takiego stanu mia艂 by膰 "ciemniejszy" i "melancholijny" charakter "ostatniego" albumu oraz nacisk po艂o偶ony na teksty. "Melancholijny" dla R枚yksopp najwidoczniej to偶samy jest z "nudnawy", ale jest to akurat najmniejszy problem z ich s艂ownikiem. Nacisk po艂o偶ony na teksty? To ktokolwiek, kiedykolwiek s艂ucha艂 R枚yksopp dla tekst贸w? Na "The Inevitable End" mamy albo ma艂o wyrafinowane nawi膮zania do "ostatniego" albumu, albo poezje Susanne Sundf酶r, kt贸rych podstaw膮 jest natchniony ci膮g s艂贸w runnig, falling, ocean, night etc., uk艂adaj膮cy si臋 w pozbawion膮 tre艣ci papk臋.

Nowe wersje "Do It Again" i "Monument" podoba膰 si臋 mog膮 tylko dlatego, 偶e te piosenki ju偶 znamy, wykastrowane bowiem zosta艂y z minialbumowej energii. Pierwszy w kolejno艣ci "Skulls" energii ma stosunkowo najwi臋cej, ale i tak brzmi przyci臋偶ko. Pr贸b膮 powrotu do szybszych temp jest "I Had This Thing", ale nawet jak na R枚yksopp wyj膮tkowo infantylne i ocieraj膮ce si臋 o Eurowizj臋. Groz膮 napawa za艣 "Rong" z Robyn 艣piewaj膮c膮 What the fuck is wrong with you / You're just so fucking wrong. I zn贸w wracamy do rzekomo kluczowej dla "The Inevitable End" warstwy lirycznej.

Smutkiem w艂a艣ciwie napawa mnie fakt jak bardzo niepotrzebnym jest ten album. Cieszy jednak to, 偶e w g艂owach Norweg贸w jaka艣 refleksja musia艂a nast膮pi膰 i przy okazji u艣wiadamiaj膮 nam, 偶e wykonawca mo偶e wsp贸艂cze艣nie egzystowa膰 bez nagrywania d艂ugograj膮cych p艂yt. 4/10 [Wojciech Nowacki]

5 grudnia 2014


THE FLAMING LIPS With A Little Help From My Fwends, [2014] Bella Union || Miley Cyrus zadziwiaj膮co skutecznie strollowa艂a celebrycko-plotkarski serwis Entertainment Weekly swym nowym tatua偶em z "Love Yer Brain". Serwis rado艣nie i z gorliwo艣ci膮 grammar nazi poinformowa艂 o b艂臋dzie w napisie i zatroska艂 si臋 nad g艂upiutk膮 Miley. Zar贸wno artyku艂, jak i post, ledwie p贸艂 godziny p贸藕niej zosta艂y edytowane i wzbogacone o konkluzj臋, 偶e przecie偶 oczywi艣cie, 偶e chodzi o tytu艂 piosenki The Flaming Lips.

Kumpelski zwi膮zek, kt贸ry Wayne Coyne zawar艂 z Cyrus, zdaje si臋 zatem przynosi膰 efekty dla obu stron. The Flaming Lips, od zawsze skrywaj膮c pod swoj膮 narkotyczn膮 psychodeli膮 popowy potencja艂, znale藕li si臋 w 艣wietle reflektor贸w celebryckich i, jak wida膰, nie zawsze kompetentnych medi贸w. Miley Cyrus za艣, by膰 mo偶e okazuje si臋 czym艣 wi臋cej ni偶 nadnaturalnej d艂ugo艣ci j臋zykiem i, jak sugerowa艂a Sin茅ad O'Connor, bezwolnie sterowan膮 gwiazdeczk膮. A mo偶e i za tym stoj膮 upiorni marketingowcy, kto wie.

Wa偶ne, 偶e wsp贸艂praca ta, to ju偶 nie tylko wsp贸lne wyst臋py i tatua偶e, ale i oficjalne wydawnictwo w postaci kolejnego cover-albumu The Flaming Lips i zarazem kolejnej kolaboracji z plejad膮 ich fwends. Przerobienie w ca艂o艣ci "Dark Side Of The Moon" Pink Floyd okaza艂o si臋 zaskakuj膮co sensownym posuni臋ciem w kontek艣cie wcze艣niej wydanego opus magnum The Flaming Lips "Embryonic". Kompilacja "The Flaming Lips And Heady Fwends", cho膰 nier贸wna, to przynios艂a szereg intryguj膮cych kolaboracji, od Nicka Cave'a i Yoko Ono poprzez Bon Iver, Tame Impala i Neon Indian po Ke$h臋.


"With A Little Help From My Fwends" na szcz臋艣cie muzycznie nie nawi膮zuje do miernego "The Terror", tak jak do "Embryonic" nawi膮zywa艂 cover-album Pink Floyd. Cho膰 mo偶e przerobienie The Beatles na mod艂臋 ch艂odnej, apokaliptycznej nudy by艂o by ciekawszym posuni臋ciem. "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" w podaniu The Flaming Lips okazuje si臋 bowiem przedsi臋wzi臋ciem zaskakuj膮co zachowawczym. Owszem, podobnie jak wcze艣niej na Pink Floyd na艂o偶ono na The Beatles warstw臋 brudu i ha艂asu, ale to w dalszym ci膮gu, te same klasyczne, zab贸jczo chwytliwe piosenki. Paradoksalnie, tak kalejdoskopowy i r贸偶norodny materia艂 wyj艣ciowy jak "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band", skutkuje do艣膰 jednorodn膮 ca艂o艣ci膮, b臋d膮c膮 muzycznym ekwiwalentem cyrkowego i powierzchownego "American Horror Story: Freak Show".

Ba, nawet wi臋kszo艣膰 wokali skutecznie imituje tutaj klasyczne beatlesowskie harmonie, w艣r贸d go艣ci ci臋偶ko zreszt膮 znale藕膰 r贸wnie charakterystyczne imiona, co na "The Flaming Lips And Heady Fwends". St膮d natychmiast rozpoznajemy wy艂膮cznie Maynarda Jamesa Keenana a udzia艂 Miley Cyrus w "Lucy In The Sky With Diamonds" okazuje si臋 faktycznie najciekawszym elementem p艂yty. Cho膰 popsutym przez Moby'ego.

Wayne Coyne pewnie by艂by dumny z tego, 偶e m贸j pierwszy uwa偶ny kontakt z "With A Little Help From My Fwends" mia艂 miejsce w wannie pe艂nej piany i gor膮cej wody, zm臋czony prac膮 i zimow膮, popo艂udniow膮 ciemno艣ci膮. Kombinacja radosnej psychodelii The Flaming Lips z piosenkami, kt贸rych nie spos贸b nie zna膰, skutecznie podnosi nastr贸j. Tylko i a偶 tyle. Poza tym cz臋艣膰 dochodu ze sprzeda偶y p艂yty przeznaczona jest na fundacj臋 zajmuj膮c膮 si臋 opiek膮 weterynaryjn膮 i adopcjami zwierz膮t domowych, wi臋c czemu by nie wesprze膰 naszych czworono偶nych fwends. 5/10 [Wojciech Nowacki]

3 grudnia 2014


MOGWAI Music Industry 3. Fitness Industry 3. EP, [2014] Rock Action || Mogwai nie sko艅czyli si臋 na "Kill 'Em All", ale ich debiut ma w dziejach rocka takie samo znaczenie, co debiut Metalliki. Kontrowersja zwi膮zana z tegorocznym Glastonbury by艂a po prostu g艂upia i tak naprawd臋 nie popisa艂y si臋 obie strony. Utarcie nosa komu艣 takiemu jak Lars Ulrich zawsze cieszy, ale gusta zwolennik贸w alternatywy niby takie szerokie, niby takie eklektyczne, niby takie ponad podzia艂ami a XXI wiek taki post- i meta-, wi臋c skoro na Glasto wyst膮pi膰 mog艂a Lady Gaga, to dlaczego nie Metallica? Z drugiej strony weso艂o by艂o, cho膰by na fejsbukowym profilu naszego jedynego rockowego czasopisma, bo "co to jest za 艣mieszny zesp贸艂, o kt贸rym nikt nie s艂ysza艂, hehe \m/".

Mimo wszystko upiera艂 si臋 b臋d臋, 偶e pr臋dzej fan Mogwai doceni znaczenie Metalliki, ni偶 na odwr贸t. Oba zespo艂y s膮 na sw贸j spos贸b rockowymi gigantami a jedyna r贸偶nica w ich statusie wydaje si臋 by膰 czysto pokoleniowa. Metallica dotar艂a ju偶 do etapu "powrotu do korzeni" i wszyscy wiemy jaka jest jej obecna cz臋stotliwo艣膰 nagrywania nowych p艂yt. Mogwai nie do艣膰, 偶e nadal inspiruj膮 kolejne szeregi epigon贸w post-rocka, to kolejne wydawnictwa publikuj膮 praktycznie co roku.

"Do korzeni" jeszcze nie wracaj膮, ale w ci膮g艂ym strumieniu regularnych album贸w, remiks贸w, epek, progres Mogwai nie jest 艂atwy do uchwycenia i wydaje si臋 do艣膰 umowny. Zale偶y przede wszystkim na ilo艣ci dobrych pomys艂贸w na kompozycje, kt贸rych niestety brakowa艂o na "Rave Tapes". Ale tradycyjnie dla Mogwai po albumie przychodzi dodatek, tym razem zn贸w w postaci epki. Po "Hardcore Will Never Die, But You Will" otrzymali艣my i ca艂y remiksowy album, i epk臋, kt贸ra stanowi艂a jednak w pe艂ni samodzielne i przy okazji bardzo dobre dzie艂o. "Music Industry 3. Fitness Industry 1." takim nie jest, cho膰 po raz kolejny pokazuje potencja艂 formatu epki, przynosi bowiem trzy premierowe utwory i trzy remiksy z "Rave Tapes".


Nowe kompozycje nie przynosz膮, z jednym wyj膮tkiem, a偶 takiej r贸偶nicy jak膮 by艂o "Earth Division" w stosunku do "Hardcore Will Never Die, But You Will". "History Day" to typowe p贸藕ne Mogwai, melodyjne i uj臋te w pi臋ciominutowe ramy, kt贸re spokojnie mog艂o by si臋 znale藕膰 na "Happy Songs For Happy People", "The Hawk Is Howling" czy na 艣cie偶ce d藕wi臋kowej do "Les Revenants". "HMP Shaun William Ryder" to ju偶 jednak powr贸t do Mogwai wczesnego, cho膰 nadal w pi臋ciominutowym formacie. Utw贸r zatem wi臋kszy nacisk k艂adzie na niepok贸j ni偶 na melancholi臋 i w starym dobrym stylu eskaluje oraz gra zestawieniem gitarowych 艣cian z nag艂ymi wyciszeniami. Najwi臋ksz膮 niespodziank膮 jest oczywi艣cie "Teenage Exorcist", autentyczna, kr贸tka i intensywna piosenka z refrenem tak chwytliwym, 偶e ociera膰 si臋 mo偶e wr臋cz o, za przeproszeniem, pop-punkowy przeb贸j. Lecz nie powinna dziwi膰 nikogo, kto pami臋ta, 偶e i Mogwai na wczesnej kompilacji "Ten Rapid", i Hood sprzed czas贸w Domino Records, zbli偶ali si臋 do p贸藕niejszego post-rocka w艂a艣nie od strony surowych, noise'owych piosenek.

Remiksy, przynajmniej te, po kt贸rych mo偶na by艂o obiecywa膰 sobie najwi臋cej, rozczarowuj膮. "Re-Remurdered" w wersji Blanck Mass, czyli po艂owy Fuck Buttons, brzmi przyci臋偶ko niczym techno-industrial z ko艅ca lat 90-tych i mo偶e odnalaz艂o by si臋 wtedy na soundtracku do "Matrixa". Nils Frahm przerobi艂 "The Lord Is Out Of Control" na typowe dla siebie kruche pianino z lekko tylko przybrudzonym oryginalnym motywem. Najbardziej udany remiks pochodzi zatem od tw贸rcy najmniej znanego. Pye Corner Audio rozpoczyna "No Medicine For Regret" od poligonalnego krajobrazu rodem z ostatniego albumu Thoma Yorke'a, by po pojawieniu si臋 bitu zaw臋drowa膰 regiony, w kt贸rych blisko dwadzie艣cia lat temu kr贸lowa膰 m贸g艂 Jean Michel Jarre.

Zar贸wno remiksy, jak i epki, mog膮 by膰 pe艂nowarto艣ciowymi i niezale偶nymi wydawnictwami. "Music Industry 3. Fitness Industry 1." nie ma jednak a偶 takiego 艂adunku warto艣ci dodanej, by by膰 czym艣 wi臋cej ni偶 tytu艂em wy艂膮cznie dla fan贸w. A mo偶e si臋 myl臋. 7.5/10 [Wojciech Nowacki]

2 grudnia 2014


TONY BENNETT & LADY GAGA Cheek To Cheek, [2014] Interscope || Do "Cheek To Cheek" podej艣膰 mo偶na trojako. Ten pozornie niezobowi膮zuj膮cy album potraktowa膰 mo偶na jako kolejny dow贸d niebywa艂ej witalno艣ci i aktualno艣ci Tony'ego Bennetta, intryguj膮cy skok w bok w dzia艂alno艣ci Lady Gagi, czy wreszcie jako lekk膮 i przyjemn膮 p艂yt臋, g艂adko odnajduj膮c膮 si臋 jako perfekcyjna 艣cie偶ka d藕wi臋kowa w przed艣wi膮tecznym okresie. By w pe艂ni doceni膰 ten zestaw klasycznych kompozycji nale偶y umie艣ci膰 go we w艂a艣ciwym kontek艣cie, nie zawsze zrozumia艂ym dla europejskiego s艂uchacza.

Bo oczywi艣cie, Lady Gadze dosta膰 si臋 mo偶e za to, 偶e jest sztuczn膮, popow膮, plastikow膮 (plus szereg dowolnych epitet贸w rodem ze s艂ownika s艂uchaj膮cych autentycznej i prawdziwej muzyki, zatrzymanych w czasie gdzie艣 w latach 90-tych terazrockowc贸w) gwiazdk膮, Tony'emu Bennettowi za艣 za bycie pazernym, zmumifikowanym i niemodnym starcem. Prawda jest taka, 偶e niezale偶nie czy s艂uchacie death metalu, jazzu, dark ambientu, elektroakustycznych dron贸w czy podw贸rkowego hip-hopu, ca艂a wsp贸艂czesna muzyka jest elementem kultury popularnej.

Pop-kultura, jak wi臋kszo艣膰 kluczowych dla XX wieku zjawisk, jest wynalazkiem ameryka艅skim. Zaczyn wsp贸艂czesnej, masowej kultury zacz膮艂 si臋 kszta艂towa膰 w kulturowym, narodowym i rasowym tyglu Stan贸w Zjednoczonych ko艅c贸wki XIX wieku. Prze艂amanie dawnych barier stanowych, pojawienie si臋 zar贸wno miejskiej inteligencji, jak i klasy robotniczej, czy p贸藕niej klasy 艣redniej, nowe 艣rodki komunikacji, rozw贸j medi贸w, najpierw prasy, potem radia i wreszcie telewizji, to wszystko wymusi艂o powstanie nowej kulturowej po偶ywki dla mas, co tylko nabra艂o tempa z niesamowitym rozwojem ekonomicznym Stan贸w w pocz膮tkach wieku XX. Nawet wi臋c gdy Ameryka pogr膮偶y艂a si臋 w Wielkim Kryzysie, jej globalny kulturowy wp艂yw tylko nabiera艂 tempa.


Swing sta艂 si臋 antidotum na pokryzysow膮 rzeczywisto艣膰 lat 30-tych i 40-tych, do swej z艂otej ery nawi膮za艂 powt贸rnie ju偶 w warunkach powojennych na prze艂omie lat 50-tych i 60-tych. St膮d by艂o ju偶 bardzo blisko do pierwszych singli, sukces贸w Franka Sinatry, nowego formatu albumu, rock'n'rolla i prawdziwej eksplozji popu jako muzyki popularnej, najwa偶niejszego zjawiska w kulturze XX wieku.

Irving Berlin, bracia Gershwin, Cole Porter, Duke Ellington s膮 wi臋c nie tylko bohaterami pop-kultury, ale i historycznymi ikonami, 艣wiadectwem czas贸w, w kt贸rych tw贸rcy piosenek byli nadal zwani kompozytorami. "Cheek To Cheek" jest zatem w pewien spos贸b dokumentem, do tego dokumentem najwy偶szej jako艣ci. Piosenki s膮 perfekcyjnie zaaran偶owane i wyprodukowane, w zale偶no艣ci od potrzeb pe艂ne s膮 broadway'owskiego rozmachu lub barowej atmosfery. Bennett ju偶 w "Anything Goes" pe艂en jest werwy i energii, by w "Sophisticated Lady" zabrzmie膰 wr臋cz rozdzieraj膮co.


Zabawne, ale i satysfakcjonuj膮ce mnie s膮 reakcje spod znaku "O m贸j Bo偶e, nigdy bym nie przypuszcza艂, 偶e z przyjemno艣ci膮 b臋d臋 s艂ucha膰 p艂yty Lady Gagi". Parokrotnie s艂ysza艂em je osobi艣cie, lecz zdarzaj膮 si臋 te偶 krytykom rodem z najwi臋kszych medi贸w. Je艣li autor The Daily Best, czyli zasadniczo internetowej wersji Newsweeka, z niedowierzaniem przyznaje, 偶e Gaga jest znakomit膮 jazzow膮 wokalistk膮 i pr臋dzej w jej miejscu spodziewa艂by si臋... Beyonc茅, to nie pozostaje nic innego ni偶 u艣miechn膮膰 si臋 z pob艂a偶aniem.

Gaga flirtowa艂a ju偶 z jazzem na wydanej par臋 lat temu 艣wi膮tecznej epce. Kto jednak zajrza艂 pod popowo-eurodance'ow膮 warstw臋 klasycznych singli Lady Gagi, musia艂 przekona膰 si臋 jak znakomit膮 jest wokalistk膮. Wraz z "Cheek To Cheek" nie trzeba ju偶 wyszukiwa膰 klip贸w na YT, ma si臋 tutaj wreszcie pe艂en i oficjalny dow贸d jej mo偶liwo艣ci wokalnych. "ARTPOP" okaza艂 si臋 niewypa艂em, towarzysz膮ce mu single, jak i ca艂a promocja albumu pora偶k膮. Gaga szybko zrezygnowa艂a z promocji p艂yty i podbi艂a 艣redni膮 swej dyskografii wsp贸艂prac膮 z Bennettem. Gdyby na jej miejscu faktycznie sta艂a gwiazda kalibru Beyonc茅, "Cheek To Cheek" nabra艂oby zapewne wi臋c niezno艣nego blichtru na kosmiczn膮 skal臋. Lady Gaga za艣, by膰 mo偶e po do艣wiadczeniach z "ARTPOP" spokornia艂a, daj膮c nam p艂yt臋 wywa偶on膮, stylow膮, potencjalnie najlepsz膮 w jej karierze. Mo偶e jednak odrobin臋 wi臋cej gwiazdorstwa by si臋 przyda艂o, bo "Cheek To Cheek" zas艂uguj膮 na zdecydowanie wi臋ksz膮 uwag臋, ni偶 ta kt贸r膮 obecnie si臋 cieszy. 8/10 [Wojciech Nowacki]

1 grudnia 2014


LEONARD COHEN Popular Problems, [2014] Columbia || W ksi膮偶eczce do jego trzynastego studyjnego albumu znajdziemy szereg zdj臋膰 Cohena zaj臋tego czyszczeniem but贸w. Prozaiczna, pozbawiona wi臋kszej g艂臋bi czynno艣膰 zilustrowana zosta艂a krok po kroku. Emanuje z niej jednak absolutny spok贸j, kt贸ry Leonard Cohen osi膮gn膮艂 bynajmniej nie z racji swojego wieku. I live the life / I left behind / I live it full / I live it wide / Through layers of time / You can't divide 艣piewa w symptomatycznie zatytu艂owanym "Nevermind". Cho膰 najbardziej dla nas czytelne b臋d膮 starotestamentowe odniesienia w "Samson In New Orleans" czy "Born In Chains", to filozofia buddyzmu s膮czy si臋 z jego s艂贸w, b臋d膮c zapomnianym kluczem do fenomenu 80-letniego Kanadyjczyka.

Pami臋膰 o 偶ydowskim pochodzeniu Cohena jeszcze pobrzmiewa w 艣wiadomo艣ci s艂uchaczy. U艣wiadomienie sobie, 偶e jeden z czo艂owych "ameryka艅skich bard贸w" jest w istocie Kanadyjczykiem, zdaje si臋 by膰 za ka偶dym razem zaskakuj膮ce, cho膰 nie ma wi臋kszego znaczenia dla jego tw贸rczo艣ci. Na pierwszy plan wysuwa si臋 natomiast jego wiek. Poprzedni, znakomity album "Old Ideas" w doskonale autoironiczny spos贸b t膮 kwesti臋 komentowa艂, zar贸wno lirycznie, jak i muzycznie. Nareszcie 偶ywe aran偶acje by艂y wyczekiwanym powiewem 艣wie偶o艣ci, cho膰by po okropnym, syntetycznym brzmieniu "Ten New Songs". Podczas gdy ca艂y 艣wiat uleg艂 fascynacji wiekiem Cohena, ten, po najkr贸tszej w karierze przerwie, ze spokojem przygotowa艂 kolejny album.


殴r贸d艂o ciep艂a i witalno艣ci Cohena staje si臋 ca艂kiem oczywiste, je艣li jego przej艣cia na buddyzm szko艂y rinzai zen w latach 90-tych nie potraktujemy jako p艂ytki, new-age'owy kaprys celebryty. Ego i inteligencja Stinga pozwoli艂y mu na odkrycie w buddyzmie co najwy偶ej urok贸w tantrycznego seksu, Cohen natomiast uda艂 si臋 na tradycyjne dla zenu rinzai paroletnie odosobnienie a filozofi臋 t膮 zaprz膮g艂 nie tylko do swego 偶ycia, ale i muzyki oraz poezji. "Almost Like The Blues" okazuje si臋 prawie-bluesem, bo tej spowiedzi grzesznika przemyca s艂owa There's no G-d in Heaven / And there is no Hell below / So says the great professor / Of all there is to know. Najpe艂niej ci臋偶ko pojmowaln膮 buddyjsk膮 "oboj臋tno艣膰" oddaje Cohen we wspomnianym ju偶 "Nevermind" s艂owami And all of this / Expressions of / The Sweet Indifference / Some call Love.

Za postaw膮 t膮 skrywa si臋 jednak g艂臋bokie wsp贸艂czucie i 偶yczliwe poczucie humoru. Tragedi臋 "Almost Like The Blues" oddaje wersami There's torture and there's killing / There's all my bad reviews. Otwieraj膮ce album "Slow" tylko pozornie wydaje si臋 by膰 komentarzem do wieku Cohena, ze s艂贸w It's not because I'm old / It's not the life I led / I always liked it slow / That's what my momma said / ... / You want to get there soon / I want to get there last przebija wr臋cz lekko frywolna afirmacja spokojnego 偶ycia.

Muzycznie p艂yta intryguje o tyle, 偶e nigdy nie jeste艣my do ko艅ca pewni, czy kolejne, tradycyjne stylistyki Cohen traktuje na serio, czy z przymru偶eniem oka. Cho膰 nadal ma ewidentn膮 s艂abo艣膰 do 偶e艅skich ch贸rk贸w, to na "Popular Problems" us艂yszymy i country w "Did I Ever Love You", i po艂udniowy blues-rock w "My Oh My", i p贸藕ne The Doors w "A Street" i "Nevermind", tu i 贸wdzie pojawi膮 si臋 ciep艂e klawisze, pianino, d臋ciaki, ca艂o艣膰 jednak brzmi skromnie i niewymuszenie.

Wi臋kszo艣膰 zagadek Cohen rozwi膮zuje w fina艂owym "You Got Me Singing", muzycznie najbli偶szym dzisiejszego indie-folku/country. 艢piewaj膮c Even tho' the news is bad / Even tho' it all looks grim / You got me singing / The Hallelujah hymn nie tylko, w podobnie autoironiczny spos贸b co Sinead O'Connor, dekonstruuje sw贸j najwi臋kszy muzyczny sukces, ale i podpowiada zrozumia艂e dla ka偶dego rozwi膮zanie. "Popular Problems" z tytu艂u albumu popularne s膮 dlatego, poniewa偶 s膮 naturaln膮 cz臋艣ci膮 偶ycia. B臋d膮cy praktycznie w wieku mojego dziadka Cohen mo偶e przemyca膰 nam najbardziej wyrafinowane koncepcje, ale w ostateczno艣ci podpowiada, 偶e czasem wystarczy po prostu za艣piewa膰. 8/10 [Wojciech Nowacki]