23 lutego 2015

Recenzja Elektro Guzzi "Observatory"


ELEKTRO GUZZI Observatory, [2014] Macro || Techno to muzyka maszyn wykonywana przez ludzi. Wykonywanie muzyki przy pomocy typowo rockowych instrumentów, ale w sposób wykraczający poza utarte kanony gatunku, to z kolei z kolei klasyczny opis post-rocka. Źródło ponadgatunkowości muzyki, dziś tak naturalnej i oczywistej, choć nadal nieakceptowalnej przez słuchaczy okopanych w dawnych przyzwyczajeniach, tkwi zatem w samych definicjach gatunków i podziałów. Naprawdę, wystarczy tylko łączyć znane elementy na nowe sposoby, by koło zamachowe muzyki nadal się toczyło.

Austriacy z Elektro Guzzi w składzie gitara - bas - perkusja zdają się być klasycznym rockowym power-trio, grają jednak techno, co w kontakcie z ich muzyką wprowadza całkiem fascynujący dysonans poznawczy. Oczywiście, całkowicie instrumentalny charatkter nie może być żadnym zaskoczeniem. Repetycje i jednorodność utworów można jeszcze ewentualnie podciągnąć pod kategorie spójności. Ale już brak eskalacji, wewnętrznego rozwoju i jakiekolwiek kierunku w jakim miałyby podążać kompozycje, w świecie gitar byłby nie do przyjęcia. Jednak "Observatory" to współczesna abstrakcyjna muzyka taneczna, muzyka maszyn, ale nie tylko wykonywana przez ludzi, ale też przy pomocy "ludzkich" instrumentów.


Są tu ślady krautu (motoryka) czy math-rocka (brzmienie lekko a'la Battles), ale Electro Guzzi idą znacznie dalej niż te dwie estetyki, przez co paradoksalnie wydawać się mogą mniej wyrafinowani. Terytorium techno rządzi się jednak swoimi własnymi prawami. Choć w finałowym "The Grist", wzbogaconym o dźwięki kalimby, usłyszeć można zalążek melodii czy nawet piosenkowości, to "Observatory" jest setem z drobnymi tylko wahnięciami napięcia. Kompozycje, czy może raczej fragmenty oscylują wokół sześciu, siedmiu minut, będąc wariacjami na temat tanecznego rytmu. Czasem zadziornego ("Atlas"), ostro parkietowego ("Trojan Robot" i "Threshold People"), plemiennego i opartego na gitarowym klangorze ("Rough Tide") czy basowym napięciu ("Acid Camouflage").

Punkt wyjściowy dla Elektro Guzzi jest zasadniczo podobny do ich niemieckich pobratymców Brandt Brauer Frick, którzy jednak do preparowania swojego hipnotycznego techno / house'u używają instrumentów klasycznych z odmiennym zatem efektem emocjonalnym. Austriacy to bezbłędnie kontrolowany rytm, jedynym jego problemem na "Observatory" jest to, że dzięki za mało klarownej produkcji ciężko uwierzyć, że to naprawdę tylko modyfikowana gitara, bas i perkusja. Równie ciężko uwierzyć w to na żywo, ale na koncertach Elektro Guzzi (widziałem dwukrotnie) przynajmniej ma się naoczny dowód. Może jeszcze nie na główną gwiazdę, ale na wieczorny set na każdym z polskich festiwali Elektro Guzzi nadawali by się świetnie. Grają bez bisów i żadnych przerw między utworami, splatając je w jedną imponującą i intensywną całość, robiącą wrażenie zarówno na miłośnikach elektroniki, jak i gitarowego noise'u. 7.5/10 [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz