16 października 2014

Recenzja Thom Yorke "Tomorrow's Modern Boxes"


THOM YORKE Tomorrow's Modern Boxes, [2014] self-released || Drugi solowy album Thoma Yorke'a zapewne nie zapisze się w historii jako pamiętne czy przełomowe dzieło. Wystarczy kolejny tweet, zdjęcie ze studia, tajemniczy obrazek zapowiadający ukończenie lub nagłe wydanie nowego tytułu Radiohead i "Tomorrow's Modern Boxes" spadnie znów do znanej kategorii "projektu pobocznego" czy "tymczasowego substytutu". Przypadłość ta, typowa dla solowych działań członków uznanych zespołów, często jest głęboko niesprawiedliwą. Tym razem jednak nie da się rozgraniczyć między solową, zespołową czy poboczną działalnością, "Tomorrow's Modern Boxes" jest bowiem najbardziej satysfakcjonującym dokonaniem Yorke'a od półtora dekady. Co ważne, po raz pierwszy od dawna satysfakcjonującym muzycznie.

Fascynacja Yorke'a własnym głosem objawiła się na "Hail To The Thief", albumie zawierającym jeszcze kilka zjawiskowych kompozycji, ale jako całość zapadającym się pod własnym ciężarem, za długim, nierównym i wypełnionym falsetowym wokalem. Na "The Eraser" Yorke zaczął dawać upust swojej drugiej fascynacji, płaskimi bitami i rytmem, które zdominowały też brzmienie Radiohead. "In Rainbows" i "The King Of Limbs" były na szczęście krótsze i spójniejsze od "Hail To The Thief", ale brzmieniowo i kompozycyjnie umacniały tylko obraz "jęków Yorke'a na perkusyjnym automacie" jako dominującego wyznacznika jego stylu. Poprawę przyniósł "AMOK", ale po czasie muszę przyznać, że z płyty Atoms For Peace niewiele zostaje w pamięci.

Nie BitTorrent, ale Polyfauna powinna być kluczem do "Tomorrow's Modern Boxes". Tajemicza aplikacja, przygotowana przez Yorke'a, jego naczelnego producenta Nigela Godricha i naczelnego grafika Stanleya Donwooda, oferuje hipnotyczną wędrówkę po niepokojących krajobrazach, ilustrowaną fragmentami muzyki. Pierwotnie były to sample z "The King Of Limbs", ale po wrześniowej aktualizacji aplikacja została de facto zastąpiona całkowicie nową, z zupełnie nowymi obszarami do zbadania i przede wszystkim z nową, nieznaną wtedy jeszcze muzyką.

Yorke podgrzewał atmosferę publikacją kolejnych obrazów z, jak się miało okazać, nowej wersji Polyfauny. Muzyka, od początku brzmiąca jako jego najciekawsza muzyczna propozycja od dawna, w powiązaniu z wieściami o wejściu Radiohead do studia, rozbudziła nadzieję na nagłe wydanie nowego albumu, tudzież hipotetycznej drugiej części "The King Of Limbs". Wreszcie publikacja zdjęcia białego winyla doprowadziła niemal do histerii p.t. "nowe Radiohead w drodze", jakby nikt nie zauważył grafiki w tle, charakterystycznej dla obu "nieradioheadowych" płyt Yorke'a.

Swój głos zawsze w ostatnich latach traktował w kategoriach instrumentu, najczęściej jednak dominującego. Na "Tomorrow's Modern Boxes" nie ma mowy o powrocie do bardziej piosenkowych form ekspresji, ale z drugiej strony eksperymentujący wokal wreszcie wycofuje się i stapia się z tłem w jedną kojącą całość. Mogę się w pewien sposób zgodzić z twierdzeniem, że te osiem utworów brzmi jak jedna nierozróżnialna kompozycja, protestować jednak będę stanowczo przeciw głosom mówiącym, że jest to kolejna taka sama propozycja z ciągu wymienionych wyżej albumów.

Wreszcie otrzymujemy spójny, komplementarny projekt, w którym żaden z elementów nie wybija się, nie irytuje, nie dominuje, ale wszystkie zapadają się do siebie, do konceptu, który po zetknięciu się z Polyfauną musi kojarzyć się ze ścieżką dźwiękową po sennych krajobrazach. Rozpikselowane wzgórza, wielokątne konstrukcje, unoszące się w powietrzu barwne formy, uczucie dojmującej pustki, ale i czyjejś obecności zarazem. Idealnie ilustruje to ponadczasowy głos Thoma Yorke'a w pełnej harmonii z niepokojącą, ale zaskakującą ciepłą i bogatą elektroniką. Niezależnie od tego, czy Yorke zbliża się do Radiohead w "Guess Again!", czy do techno w "There Is No Ice (For My Drink)", po raz pierwszy od dawna w głowie zostają przede wszystkim dźwięki.

"The Eraser" doceniłem dopiero po latach, bynajmniej nie dzięki ówczesnej płasko-terkoczącej produkcji, ale dzięki kilku klasycznym już dziś kompozycjom. Pierwszy solowy album Thoma Yorke'a uchodzić zatem może za przystępniejszy, ale nie znaczy to, że "Tomorrow's Modern Boxes" jest materiałem wymagającym. Wręcz przeciwnie. Ta muzyka nie zaskakuje, ale opływa słuchacza i jak krajobraz gotowy do odkrywania nie wymaga uzasadnień. 9/10

***

Celowo pomijałem w zasadniczej części tekstu sposób publikacji "Tomorrow's Modern Boxes". Po pierwsze, w większości przypadków rozważania na temat nowych dróg dystrybucji zaciemniają kwestie muzyczne. Po drugie, doszedłem do wniosku, że żadna rewolucja się nie dokonała. Thom Yorke udostępnił odpłatnie swój nowy album w postaci plików mp3, a czy zrobił to za pośrednictwem strony internetowej, BitTorrenta czy profilu na Bandcampie, nie ma większego znaczenia. [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz