18 stycznia 2016

Recenzja Graeme Thomson "Zmysłowy świat Kate Bush"


GRAEME THOMSON Zmysłowy świat Kate Bush, tłum. Maciej Płaza, In Rock 2013 || Jeśli biografię Kate Bush rozpoczyna ucharakteryzowany na mocny, definiujący moment walki niezwykle młodej jak na ówczesne popowe standardy artystki o wydanie na pierwszym singlu "Wuthering Heights", to z miejsca wiemy z jaką narracją będziemy mieć do czynienia. Książka Graeme Thomosona to klasyczna anglosaska biografistyka, ani zbyt encyklopedyczna, ani rodem z pamiętniczka fanki. Z jednej strony mamy więc lekkość czytania i postać autora ukrytą przed toczącą opowieścią, z drugiej zaś aparat krytyczny i cytaty z podanych źródeł zamiast popisów wiedzy i sugestii posiadania przez autora wiedzy tajemnej. Wręcz przeciwnie, całkiem często i to w kluczowych momentach stawiane są pytania na które nadal nie ma jasnej odpowiedzi.

Opis dzieciństwa Kate Bush, zaskakująco zresztą bogaty w porównaniu choćby z latami dziewięćdziesiątymi, ważny jest nie tylko z powodu nakreślenia jej najwcześniejszych inspiracji, ale podkreślenia znaczenia rodziny, które tylko rosło wraz z rozwojem jej kariery. Dom, rodzice, muzyka, literatura, bracia, taniec, nawet szkoła, dla której Kate okazała się zbyt zwiewną i szaloną osobowością, ale jednak okazała się być produktem klasycznej brytyjskiej edukacji, to wszystko stało u podstaw obu sfer życia Kate Bush, jawnej i ukrytej przed publicznością. Rodzina Bushów od samego początku przejęła ster kariery Kate, nawet widocznie marginalizowana tutaj rola Davida Gilmoura w "odkryciu" gwiazdy, jawi się element rodzinnej strategii. Finanse, wizerunek, kontakty z wytwórnią EMI, zarządzenie czasu przygotowań między podpisaniem kontraktu a debiutem "The Kick Inside", wszystkim tym niepodzielnie władała cała rodzina Bushów, co ostatecznie zaowocowało brakiem potrzeby posiadania menadżera i szybkim osiągnięciem przez Kate Bush artystycznej swobody.


Walka o "Wuthering Heights" nie wydaje się zatem w tym kontekście specjalnie dramatycznie, tym bardziej, że ten właśnie singiel i jego olbrzmi sukces zaprzęgły artystkę do typowej roli popowej gwiazdy ze wszystkimi jej problemami. Intensywna promocja i marketing, brak czasu na komponowanie, syndrom drugiej płyty, kompromisowy charakter "Lionheart" skierowały jednak Kate Bush w stronę coraz większej fascynacji produkcją i muzyką studyjną. Wreszcie legendarna już wręcz trasa koncertowa "Tour Of Life" pozostaje największą zagadką kariery Kate Bush. Pionierskie osiągnięcie, dziś naturalne dla każdej popowej gwiazdy, nigdy nie zostało powtórzone (aż do 2014 roku, o czym książka już nie wspomina, kończy się bowiem na wydaniu "50 Words For Snow" w roku 2011). Dlaczego tak się stało, tego się z książki nie dowiemy, autor nie proponuje własnej teorii, przedstawia jedynie wypowiedzi sugerujące obraz Kate Bush jako osoby zbyt przywiązanej do całkowitej kontroli by móc udźwignąć tak wyczerpujące przedsięwzięcie a jednocześnie w coraz większym stopniu oddającej się muzyce wyłącznie jako aktowi studyjnemu.

Zauroczenie nowymi technologiami nagrywania i cyfrowym syntezatorem samplowym Fairlighta sprawiło, że technika wymknęła się spod kontroli, co odbiło się na przejściowym charakterze płyty "Never For Ever" oraz eksperymentalnym radykalizmie "The Dreaming" przeładowanej warstwami dźwięków, rytmów i faktur, niemalże odrzuconej przez EMI. Mimo kompozycyjnego geniuszu Kate Bush rozumiała muzykę od strony emocjonalnej, niekoniecznie zaś technicznej, przed nagrywaniem "Hounds Of Love" powróciła więc na wieś oraz po prostu do tworzenia muzyki w domowym zaciszu. W efekcie płyta okazała się jej największym dokonaniem od czasów debiutu, z licznymi zresztą paralelami, jak walka o singiel "Running Up That Hill", intensywną promocję, nawet wydanie składanki największych przebojów, rozumiane raczej jako zamknięcie pewnego etapu. Kate Bush bowiem po raz ostatni przyjęła rolę gwiazdy pop.


Kolejny album "The Sensual World" jednak znów poległ w konfrontacji z techniką, okazał się mało przystępny, mało przystępny, słabo wyprodukowany a jego najlepszymi elementami był kobiecy charakter i współpraca z Trio Bulgarka. Kate Bush zdecydowała zatem o powrocie do korzeni, poczuła że jej muzyka może być odbierana jako zbyt skomplikowana, ale jednocześnie nie miała rozeznania co jest tak naprawdę potrzebne piosence. "The Red Shoes" był zatem albumem kryzysu tożsamości, pierwszą jej płytą z muzycznymi i literackimi kliszami, na którym silnie ponadto odcisnęła się śmierć matki Kate Bush. Również realizacja filmu "The Line, The Cross And The Curve" w tym właśnie momencie jej życia nie była dobrym pomysłem.

Wizualna strona Kate Bush jest niezaprzeczalnie istotna, choć wyłącznie opowieści o teledyskach w specjalny rozdział niepotrzebnie rozbiło narrację, choć akurat w najlepszym możliwym momencie. Artystka zamilkła bowiem na wiele lat i znów rozczarowani mogą poczuć się ci, którzy oczekują szczegółowych opisów z jej prywatnego życia w okresie milczenia i wychowywania syna. I być może w tym tkwi siła książki, by uświadomić czytelnikom, że i najwięksi artyści to po prostu zwyczajni ludzie a ich prywatne życie nie jest w najmniejszym stopniu potrzebne do odbioru ich muzycznego dorobku, będącego publicznym, ale tylko jednym z wielu aspektów ich życia. Dowiadujemy się zatem jedynie, że w domowym zaciszu powoli powstawała płyta "Aerial", na której Kate Bush w jeszcze większym stopniu niż w "The Ninth Wave" na "Hounds Of Love" zgłębiła ideę dzieła koncepcyjnego. Powstające zaś w tajemnicy "Director's Cut", będące wyborem na nowo zarejestrowanych piosenek z najsłabszych płyt Kate Bush, okazuje się zaś niezbędnym krokiem w stronę wydanego jeszcze w tym samym roku albumu "50 Words For Snow", będącego ostatecznym zerwaniem z estetyką popu.


Sam autor odsłania się odrobinę w samym zakończeniu, choć już wcześniej pojawił się przytyk do "wulgarnej seksualności" Madonny. Wśród artystek które zainspirowała Kate Bush wymienia Fionę Apple, Tori Amos, Lady Gagę, Florence + The Machine, Bat For Lashes, Joannę Newsom czy La Roux i przyznaje, że choć zapewne Kate Bush zapewne je ceni, to nie wydaje się słuchać ich muzyki, pozostając zamknięta w bliskim sobie kręgu brytyjskich lat osiemdziesiątych i muzyków pokroju Davida Gilmoura, Petera Gabriela czy Eltona Johna, który pojawił się na "50 Words For Snow". Fraza "rozmaite Madonny i Brangeliny" przyjęta może być jedynie z politowaniem, pisząc jednak, że jest tylko kilka artystek, które porównać można do Kate Bush ledwie "Zapomnijmy o Björk", to warto by było przynajmniej uzasadnić tą ledwie skrywaną niechęć. Trzeba jednak zgodzić się z tezą, że największe podobieństwo łączy karierę Kate Bush z Davidem Bowiem. Z książki wyłania się obraz artystki inspirującej, bezkompromisowej, nieograniczonej i przede wszystkim ponadczasowej i zawsze aktualnej, tak samo jak Bowie starzejącej się, czy raczej dojrzewającej, z siłą i godnością, nieznaną większości muzykom sprzed lat. [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz