9 czerwca 2017

Recenzja Preoccupations "Preoccupations"


PREOCCUPATIONS Preoccupations, [2016] Jagjaguwar || Ile razy wydawać można debiutancki album? Brzmi to jak początek dobrego dowcipu dla muzycznych geeków, ale historia Preoccupations do zabawnych bynajmniej nie należy. Na początku mieliśmy zespół Women, który zdążył wydać dwa albumy zanim rozpłynął się w wewnętrznych konfliktach a jego ostateczny koniec przypieczętowała śmierć jednego z członków. Na gruzach formacji powstała nowa grupa Viet Cong, której debiutancka płyta spotkała się z niezwykle entuzjastycznym przyjęciem krytyki, za którym podążył szereg klubowych i festiwalowych koncertów na całym niemal świecie. Ale im silniejsza była pozycja Viet Cong jako czołowej formacji autentycznego post-punka, tym głośniejsze stawały się głosy sprzeciwu wobec jej historycznie kontrowersyjnej i rasowo niezbyt czułej nazwy. Ostatecznie Kanadyjczycy ulegli zmieniając nazwę na Preoccupations i zapowiadając drugi (pierwszy? czwarty?) album, przed którym stało również niełatwe zadanie zmierzenia się z poprzednikiem.

"Viet Cong" to płyta, która pokazała, że post-punk to nie tylko gustowna indie-rockowa stylizacja (puszczamy oko w stronę Interpol i Editors), lecz prężny gatunek, który być może jako jedyny podtrzymuje dziś żywotność rocka. Z pośród płyt zespołów Metz, Ought czy Protomartyr, to jednak album "Viet Cong" zasłużenie zdobył sobie najszerszy oddźwięk, odrzucając punkową pretensjonalność i surowość, inkorporując zaś podprogowo zaraźliwy i medytacyjny noise, niebanalną, lecz nadal piosenkową strukturę kompozycji, oraz konfrontując mechaniczny post-punk z zaskakującymi elementami jeffersonowskiej psychodelii.


"Preoccupations" okazuje się płytą podobną do poprzednika, plus minus powtarzając jego strukturę, ale tworząc też obraz większej bezpośredniości. Nie bez powodu więc dość poetyckie tytuły kompozycji z "Viet Cong" ustąpiły miejsca prostym ciosom "Anxiety", "Monotony", "Memory" czy "Stimulation". Preoccupations stają się otwarci ze swymi natręctwami, nie ma tu już miejsca na zakamuflowane emocje. Być może stąd też wokal wydaje się być bardziej otwarty na nowe formy ekspresji, choć w większości kojącą monotonię "Viet Cong" zastąpiło zmęczone i czasem szaleńcze skrzeczenie.

Miejscami płyta uderza energią. "Zodiac" jest wręcz entuzjastycznie rozbiegany, ale już piosenkowe "Degraded" brzmi nieco zbyt gęsto i za mało klarownie a siła i bezpośredniość "Anxiety" płynie zaś raczej z tekstu niż prostego zrytmizowania. I może jeszcze z ejtisowych klawiszy, które na "Preoccupations" wydają się zastępować ślady psychodelii lat 60-tych z "Viet Cong" (obecne tu jednak choćby w harmoniach "Sense"). "Monotony" nie może obronić się przed oczywistymi skojarzeniami z Joy Division, "Forbidden" zaś frustruje, bo prawdziwie efektowny motyw pojawia się na sam koniec po czym miniaturowa kompozycja ulega rozczarowującemu wyciszeniu. Ponad jedenastominutowemu "Memory", oczywistej próbie powtórzenia znakomitego "Death" z poprzednika, brakuje łatwej do uchwycenia struktury, choć kompozycja przechodzi od uszkodzonego mechanicznego rytmu przez gitarowe kaskady i post-punkową piosenkowość po kojący noise. Melodyjność powraca jednak ze zdwojoną siłą w samej końcówce, w "Stimulation" Lady Pank zdaje się spotykać z The Police, finałowe "Fever" to zaś niezmiernie efektowny i chwytliwy post-punk ujmowany przez zaskakująco indie-rockowy pryzmat epigonów z Editors czy Interpol właśnie. "Preoccupations" okazuje się zatem bardziej albumem przejściowym niż kontrą lub rozwinięciem "Viet Cong". Zupełnie jakby w przeciągu całej płyty zespół pomału otrząsał się z przeszłości, by na sam koniec odnaleźć potencjalnie nowy i przynoszący spełnienie kierunek. Jeśli tak, to kolejny album ma szansę przynieść prawdziwe zaskoczenie. 7.5/10 [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz