22 maja 2013

Relacja z koncertu Cinemon


W przeciwieństwie do większości, tego wieczoru przeżyłam swój pierwszy raz. Pierwsze bliskie spotkanie z klubem Desdemona w Gdyni.  Bardzo fajne miejsce  i  teraz na pewno będzie mnie tam więcej.  Ale do rzeczy… Na Abrahama trafiłam około godziny 20:00 i dowiedziałam się że supportujący Cinemon zespół ma godzinną obsuwę. Tak więc w klubowym ogródku chillowaliśmy podczas gdy trójmiejska kapela Pretty Scumbags robiła na dole próbę generalną.

Na szczęście nikt nie zasnął podczas wdychania nadmorskiego jodu i około 21:00 niezbyt wielka liczba osób udała się do środka aby wysłuchać  wspomnianej grupy. Całkiem miłe to było dla ucha, chociaż basista wyglądał jakby był tam za karę lub miał rozwolnienie, bo stał sztywny jak kłoda. Jakby bał się że coś mu wyleci z nogawki. Strasznie mnie to irytowało bo jestem wielbicielką basistów którzy rządzą na scenie. No ale na muzykę nie ma co narzekać, było fajnie.

fot. Dominika Filipowicz
Gdy zbliżała się godzina 22:00 na scenę wkroczyły trzy gwiazdy wieczoru z Krakowa. Jedna pozbyła się butów i na najbliższą godzinę zasiedliła jajowaty dywanik  w kolorze piaskowym. Mowa o najmłodszym w grupie - Kubie Traczu - dzierżącym w swych dłoniach instrument nazywający się bas. Brakowało mi tylko kilku garści piasku pod jego stopami…

fot. Dominika Filipowicz
Kiedy zaczęli wygrywać pierwsze dźwięki utworu „Messenger”, uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy a stopy (na początek jedna, bez nonszalancji) zaczęły wystukiwać rytm. Ich EPki słuchałam wiele razy ale koncert  to zupełnie inna jakość. Z rock`n`rollem jest tak samo jak z jazz`em – największe wrażenie robi gdy słucha się go na żywo. Moje nogi dla przykładu, po dwóch kawałkach zyskały świadomość i słuch i poprowadziły mnie przed mur ludzi trzymających ręce w kieszeniach. Nawet śpiewałam sobie refren utworu „Na Na Na”, nie było to co prawda trudne bo brzmi on tak samo jak tytuł, ale pozwolę sobie pochwalić się swoim zaściankowym występem, a co!

Oprócz utworów z „Three Days EP”, chłopcy zagrali kilka nowych kawałków, które już niebawem ukażą się na najnowszej płycie Cinemon. Dwa z nich można odnaleźć już w sieci, a mowa o „Remember Me” oraz „Nobody`s Gonna Put Out The Fire”. Przyznaję, że jestem psychofanką tego ostatniego i ze zniecierpliwieniem czekałam na te dźwięki podczas niedzielnego koncertu w Gdyni. I to jest w sumie jedyny kawałek, który zarówno słuchany w audio jak i na żywo, wprowadza słuchacza w trans.

fot. Dominika Filipowicz
Pojawiły się też dwa covery norweskiej formacji Big Bang oraz cinemonowa wersja „Smooth” z repertuaru L.Stadt. Michał przywiózł ze sobą aż pięć gitar, które co jakiś czas zmieniał na potrzeby poszczególnych kawałków. Jednak robił to tak sprawnie, że nawet się tego nie odczuwało. Całe szczęście, że Kuba Pałka nie zabrał ze sobą kilku zestawów perkusyjnych bo wówczas koncert mógłby się nieco wydłużyć. A jeśli o długość chodzi to było zdecydowanie za krótko!

W przeciwieństwie do Pretty Scumbags, Cinemon pokazał co to znaczy być zgranym zespołem. Niby tam przy każdej okazji o tym wspominają ale co może być lepszym testem niż wspólny koncert? W dodatku cała trójka jest niezwykle energiczna. Zwykle mówi się w przypadku tej grupy o charyzmatycznym wokaliście, i rzeczywiście jest to prawda, natomiast również Kuba P. oraz Kuba T. pokazują, że drzemie w nich bezkompromisowa rock`n`rollowa dusza.

Ci, którzy mieli okazję a się nie wybrali, mogą bardzo mocno żałować,a do pozostałych którzy byli mam tylko jeden apel: ruszajcie się więcej na takich koncertach bo to nie recital! A poza tym na Facebook`owym fanpage`u Michał napisał, że kiedyś przeprowadzą się do Gdyni i będą grali często koncerty w Desdemonie, także trzymamy za słowo! [Agnieszka Hirt]