15 czerwca 2014

Recenzja Wye Oak "Shriek"


WYE OAK Shriek, [2014] City Slang || Świat poprzetykany jest ukrytymi skarbami. Jak dąb biały, symbol stanu Maryland, który powalony został przez burzę mając niemal pół tysiąca lat. Pamięć drzewa przetrwała w nazwie duetu z Baltimore, kolejnego skarbu wartego odkrycia, ale kto wie, czy nie stanie się raczej ku temu przeszkodą. Botaniczna nazwa, koszulki w liście, zdjęcia z rogaczem, i etykieta "indie-folku" gotowa. A przecież każde miasteczko, w każdym stanie, ma przynajmniej jeden indie-folkowy duet, dlaczego więc mielibyśmy zwrócić uwagę akurat na Wye Oak?

Szczęście uśmiechnęło do Wye Oak teoretycznie wraz z wykorzystaniem tytułowej piosenki z ich trzeciego albumu "Civilian" w serialu "The Walking Dead". Teoretycznie, bo czyż nie ma nic gorszego od kolejnej szkatułki "zespołu od piosenki z serialu / reklamy". Jose Gonzales przecież już na zawsze pozostanie "tym, od reklamy z piłeczkami".

Może stąd właśnie kryzys, który dotknął Jenn Wasner. Do dziś bowiem wszystkie promo-teksty poświęcone Wye Oak piszą o "indie-folku" i "piosence w serialu". Gitarzystka, basistka i główna kompozytorka wyszła z twórczej niemocy sięgając nieśmiało po swoje marzenie - po syntezatory. Jasne, muzyka roi się o zespołów, które nagle postanowiły "pójść w syntezatory", z lepszym lub gorszym skutkiem. Ale dźwięk Wye Oak stał się na "Shriek" stał się po prostu pełniejszy, z jednej strony jakby już kompletnie ukształtowany, z drugiej zaś obiecujący, że to zaledwie początek. A tym samym jest to jeden z najciekawszych albumów jakie słyszałem w ostatnich miesiącach.


Album rozpoczynają dźwięki syntezatorów, ale zaraz potem w rozmarzonej piosence „Before” pojawia się instrument kluczowy dla brzmienia Wye Oak – gitara basowa. Jenn Wasner nie tylko z gitarą, ale i przede wszystkim z basem radzi sobie nawet lepiej i zdecydowanie przyjemniej niż St. Vincent. Bas nie tylko napędza świetny singiel „Glory”, ale i retro-elektroniczne „Sick Talk” z dream-popowym refrenem.

Dream-pop spod znaku Beach House to zresztą najtrafniejsze odniesienie dla dzisiejszego wcielenia Wye Oak, co słychać już w tytułowym „Shriek” z tą różnicą, że proponują muzykę znacznie od Beach House cieplejszą i jakby bliższą słuchaczowi. Bliską i jednocześnie zapraszającą do podążania za śpiewem Wasner. Jest bowiem coś wciągającego w niebanalnych melodiach i refrenach Wye Oak, przebojowych, ale zarazem nie tak oczywistych. Obojętnie czy jest to seksowne „Despicable Animal” czy „I Know The Law”, tak rozmarzone, że osiągające niemal pułapy klasycznego 4AD.


Nie tylko gra na basie, ale i wokal jest pełen pewności siebie, ot zwyczajny kobiecy śpiew, bez diwa-ekwilibrystyki, nadzwyczajnych możliwości i wysilonej oryginalności, ale z naturalnością i siłą porównywalną z Cat Power. Albumy to zresztą tylko przedsmak, miałem wielką przyjemność uczestniczyć w koncercie Wye Oak i siła duetu zaskakuje porównywalnie z charyzmą Wasner.

A całkowicie wystarczyłyby single. „The Tower” i „Glory” to dwie całkowicie odmienne piosenki i dwie moje ulubione ostatnimi czasy. Poszarpany, syntezatorowy „The Tower” z lekko wyliczankową linią wokalną do oczywistych nie należy, pozornie prosty, ale znajduje miejsce i na solówkę, i na eskalację napięcia, i na smyczki. „Glory” to już bezwstydnie przebojowa kompozycja, która całkowicie otwarcie uderza świetną melodią, funkowym basem i niemal masowym potencjałem.

Nie dajcie się zatem zwieść etykietom, potencjał Wye Oak rodzi wielkie nadzieje na przyszłość, ale pokazuje duet z już ukształtowanym stylem i wielkimi umiejętnościami instrumentalnymi i kompozytorskimi. Kolejny ukryty skarb czekający na odkrycie. Oby jak najszybciej. 8/10 [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz