15 lipca 2011

Recenzja Washed Out „Within and Without”


WASHED OUT Within and Without, [2011] Sub Pop || Muzyka elektroniczna jest w ostatnich latach w niesamowitym natarciu, od odcieni mocniejszych jak Modeselektor czy Apparat po te delikatniejsze, jak Toro y Moi. Elektronika w dobie, w której wszystko zostało już wymyślone i w tym momencie można tylko kopiować, jest białą wyspą. Możliwości są tu nieograniczone. Trochę w poprzednim zdaniu sarkazmu, ale również i prawdy. Sądząc po reakcjach ludzi w internecie, właśnie zadebiutował długogrającym krążkiem jeden z przyszłych liderów brzmienia spod nazwy chillwave. Chodzi o Washed Out, czyli projekt dwudziestoośmioletniego producenta Ernesta Green'a. Muszę przyznać, że z przyjemnością słucha mi się jego muzyki, choć teoretycznie powinienem już tą całą elektroniką...

Krążek pod tytułem Within and Without bardzo przyjemnie oscyluje wokoło muzyki radosnej i relaksacyjnej, ale zdarzają się Green'owi wycieczki w te bardziej psychodeliczne i tajemnicze tereny, jak choćby utwór tytułowy. Na płycie wokale przypominają mi te w stylu Panda Bear, a które są już notorycznie wykorzystywane przez innych muzyków jako środek artystycznego wyrazu. Dla Washed Out jednak będzie to na plus ponieważ efekt ten nie jest aż tak natarczywie wyeksponowany, poza tym jest on naprawdę niezły.

Pierwsze dwie piosenki leniwie wprowadzają nas w płytę. Całą linię melodyczną prowadzi pulsujący bas, a w tle pobrzmiewają rozleniwione, przesterowane i przytłumione gitary. Głównym środkiem wyrazu są tutaj wokal z pogłosem i delikatne syntezatory.

Najbardziej żywą i zarazem chyba najlepszą piosenką jest trzecia na liście - Amor Fati, która jest przeplatana prostym, ale bardzo nośnym motywem. Właściwie po rozłożeniu piosenki na czynniki pierwsze, wszystkie elementy są wręcz banalne, jednak złożone razem w całość, dają efekt niesamowity. Następny utwór, Soft, jest bardzo subtelny, ale paradoksalnie poprowadzony mocno zarysowanym basem i jednostajną perkusją. Najbardziej na tej płycie przeszkadza mi mało różnorodny automat perkusyjny. Bardzo podoba mi się za to utwór You And I, który cofa nas troszeczkę w czasie do okresu, kiedy królował Jean Michael Jarre. Do tego ten zmysłowy kobiecy głos w wstawce pod koniec utworu.

Wybitnie do gustu przypadł mi również ostatni kawałek, który jest przeciwieństwem całej płyty, gdzie dźwięków (poukrywanych bądź co bądź pod spłaszczoną produkcją) jest co niemiara. W A Dedication wszystko zaczyna się od klawiszy i głosu. Tylko gdzieniegdzie dodane są pojedyncze dźwięki z efektem echo i dęty motyw pod koniec utworu.

Within and Without jest naprawdę bardzo dobrą płytą, która ma bardzo duże szanse zagościć w waszych głośnikach na dłużej. Green pokazuje, że potrafi prostymi środkami tak sklecić melodię, że nim się obejrzymy będziemy musieli odpalać krążek ponownie. Na płycie mamy chwile radości i wyciszenia, a wszystkie one leniwie potrafią nami zawładnąć. I dobrze. 7.5/10 [Tomek Milewski]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz