Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomek Milewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomek Milewski. Pokaż wszystkie posty

27 listopada 2011


Gotye Making Mirrors, [2011] Samples'n'Seconds || Muzyka pop ma się naprawdę świetnie. Do takiego wniosku można dojść po pierwszym przesłuchaniu, najnowszego, trzeciego w dorobku albumu Gotye. Ten zamieszkały w Australii Belg, który naprawdę nazywa się Wouter De Becker po raz drugi wydaje świetną płytę.

20 listopada 2011


THE DECEMBERIST Long Live The King, [2011] Capitol ||  Po styczniowym mocnym uderzeniu ze strony The Decemberists w postaci świetnego „The King Is Dead”, zespół kontynułuje królewską ścieżkę. Ukazała się EP-ka „Long Live The King”, która nie tylko tytułem w przewrotny sposób powraca do ostatniego albumu. Stylistycznie muzyka nie odbiega od „The King Is Dead” (no, może jest nieco bardziej wyeksponowana), jednak każda piosenka na nowej EP-ce (a jest ich sześć) została potraktowana z osobna.

8 listopada 2011


FLORENCE + THE MACHINE Ceremonials, [2011] Island || Dwa lata temu, kiedy to ukazała się płyta Lungs, oczarowała swoimi piosenkami nie tylko krytyków, ale i słuchaczy muzyki zarówno alternatywnej, jak i popowej. Jako jedna z nielicznych potrafiła przebić się przez listy przebojów okupowane przez Lady Gagę. Teraz Florence Welsh powraca z nowym albumem, który podąża ścieżką wyznaczoną przez debiut.

25 października 2011


COLDPLAY Mylo Xyloto, [2011] Parlophone || Coldplay jest zespołem, do którego nigdy nie mogłem się przekonać. Niby wszystko pięknie się komponuje. Ładne, szybko wpadające w ucho melodie. Teksty, które można podśpiewywać pod nosem. Technicznie też niczego nie można zespołowi odmówić. To jakoś nigdy Coldplay zaczarować mnie nie mógł. Jednak koncertowo grupa na tegorocznym Openerze zrobiła na mnie spore wrażenie. Utwory chwyciły, a poświęcenie i oddanie z jakim muzycy wykonywali je na scenie mnie urzekło. Z tym większą ciekawościa zacząłem wypatrywać premiery nowego krążka.

21 października 2011


WILCO The Whole Love, [2011] dBpm || Jak to dobrze się stało, że w 1995 roku Jeff Tweddy rozwiązał, grający country, Uncle Tupelo i założył Wilco. Grupę, którą popchnął w stronę rockowej alternatywy i eksperymentalnego stylu, który przez lata był swoistym placem zabaw dla muzyków. Osiem krążków później, zespół wydaje swoje opus magnum. Album totalny. Chociaż imię dano mu bardzo pospolite: The Whole Love.

7 października 2011


THE KOOKS Junk Of The Heart, [2011] Virgin || The Kooks bardzo szybko z zespołu nieznanego stał się prawdziwą ikoną indie pop-rocka z Wysp. Wystarczyła jedna płyta z lekkimi, nośnymi melodiami by chłopaki z Brighton zagościli w milionach głośnikach. Patent z naiwnymi pioseneczkami jednak nie zadziałał po raz trzeci. Najwidoczniej skomponować nośne refreny jest znacznie trudniej, niż Luke Pritchard z kolegami mógł sobie wyobrazić. Minęło pięć lat od Inside In/Inside Out, chłopaki dorośli, ale ich muzyka nie. Dodatkowo straciła swoją świeżość. The Kooks z pierwszej ligi spadają do indie przedsionka.

21 września 2011


PROFESJONALIZM Chopin Chopin Chopin, [2011] Lado ABC || Jazz ma to do siebie, że zazwyczaj bywa pretensjonalny. Nie każdemu dane jest doświadczyć tego, co artysta chciał przez niego powiedzieć. Trochę jak ze sztuką nowoczesną. Natomiast profesjonalizm i obycie Pana Marcina Maseckiego jest idealnym połączeniem dla muzyki, gdzieś zahaczającym o free jazzowe kompozycje. Sekstet muzyków tworzy swoistą mini jazzową orkiestrę, która dla mojego ucha pobrzmiewa jak dixieland, czyli jazz grany przez białych muzyków w tradycyjnym nowoorleańskim stylu.

6 września 2011


BEIRUT The Rip Tide, [2011] Pompeii || Zach Condon, cudowne dziecko europejskiego folku, jest magicznie zaklęty w czasie. Od czasu jego debiutu The Gulag Orkestar minęło pięć lat, a scena indie potoczyła się w stronę brzmień elektronicznych. Natomiast Beirut tkwił w miejscu ze swoimi folkowymi piosenkami o iście barokowej stylizacji. Lekka zmiana kursu nastąpiła w 2009 roku kiedy to światło dzienne ujrzała podwójna EP-ka March of the Zapotec/Holland, gdzie druga część muzycznie podryfowała w stronę synthpopowych brzmień. Nadeszła pora na długo oczekiwany (cztery lata) długogrający krążek i Beirut powrócił do tego, co grał na samym początku. Utwory z najnowszej The Rip Tide bez obaw można by wymieszać z tymi znajdującymi się, może nie na debiucie, bo on jest jeszcze ascetyczny, ale na The Flying Club Cup. I nie dostrzec żadnego zgrzytu.

3 września 2011


RED HOT CHILI PEPPERS I'm With You, [2011] Warner || Na nowe płyty Red Hot Chili Peppers często długo każą sobie czekać, jednak tym razem po małej zawierusze związanej z odejściem gitarzysty Johna Frusciante, było to poniekąd usprawiedliwione. Od czasu powrotu gitarzysty z odwyku w 1998 roku zyskiwał on coraz to silniejszą pozycję i nadawał muzyce papryczek wyraźną drogę. Dlatego też z takim oczekiwaniem i obawą patrzono na przyszłe I'm With You, gdzie troszkę po cichu zwolniony wakat zajął gitarzysta wspomagający koncerty, a zarazem dobry przyjaciel Frusciante - Josh Klinghoffer. Zmiana personalna musiał odbić się na muzyce i tak, bo szeregi opuścił jeden z najlepszych gitarzystów.

24 sierpnia 2011


WU LYF Go Tell Fire To The Mountain, [2011] LYF || Nie od dziś wiadomo, że tajemniczość przyciąga. Im mniej wiemy, tym ciekawsze staje się to, co jest ukrywane. Enigmatyczna nazwa zespołu? Członkowie zespołu, broniący swojej tożsamości niczym najcenniejszej cnoty? Plus do hype'u muzyki! Trochę absurdalne, ale trochę prawdy za tym idzie. Dodatkowo jeśli ktoś potrafi uchylać rąbka tajemnic w tak intrygującym kierunku jak, rozwinięcie WU LYF do World Unite! Lucifer Youth Foundation... to również plus dla hype'u. A żeby kontrowersyjek nie było za mało, to muzyka został okraszona "kościelnymi organami". Fundacja władcy piekieł, której przygrywa kościelna stylistyka - przewrotne w swojej prostocie! Ale bądźmy poważni. Prawdziwą siłą tego zespołu z Manchesteru jest wokalista Ellery Roberts, którego głos może być porównywany chyba tylko z charczeniem Toma Waitsa!

17 sierpnia 2011


BLACK LIPS Arabia Mountain, [2011] Vice || Wypuszczane są od czasu do czasu płyty, w których artyści obierają kurs na zupełnie inne wody (zazwyczaj są to bezpieczne popowo płynące dźwięki). Black Lips na szeroko rozumianej i wyeksploatowanej już scenie indie rockowej mieli swoje miejsce. Odróżniali się od jednolitej masy z Wysp i Ameryki swoim zadziornym garażowym graniem. W ten sposób z szóstym longplay'em Black Lips trafili pod skrzydła Marka Ronsona, czyli pana, który stoi za muzyką Lily Allen czy Adel. Mark Ronson na szczęście nie zrobił z chłopaków kolejnej kopii kopii i delikatnie tylko poprowadził album Arabia Mountain odejmując troszeczkę mocy, ale za to dodając pełną paletę aranżacyjnych perełek.

31 lipca 2011


CLARA ENGEL Madagascar EP, [2011] Vox Humana || Internet pozytywnie przyczynił się do promocji młodych i niezależnych artystów, którzy dzięki niemu mogą łatwiej się promować i docierać ze swoją twórczością tam gdzie kiedyś nie było nawet mowy o możliwości usłyszenia ich muzyki. W taki oto niezależny sposób działa i tworzy muzykę Clara Engel, kanadyjska wokalistka i kompozytorka, której to pierwsza EP-ka została właśnie wydana na winylu za pośrednictwem wytwórni Vox Humana.

23 lipca 2011


tUnE-yArDs w h o k i l l, [2011] 4AD || Podobno pierwszą płytę nagrała całą na dyktafonie, grając na wszystkich instrumentach, a następnie zmiksowała ją w jakiś darmowym programie do obróbki muzycznej. Jest zafascynowana muzyką afrykańską, którą żongluje na płycie razem z elementami folku i hip hopu, a wszystko to w świeżej i pełnej spontaniczności formie. Nic dziwnego, że wzbudziła tak wielkie zainteresowanie na niezależnej scenie muzycznej i wśród krytyków. O kim mowa? O tUnE yArDs, czyli pseudonimie artystycznym Merrill Garbus, która to swoją drugą płytę wydała już pod szyldem cenionej wytwórni 4AD. Panie i Panowie o to album, którego nazwa jest równie ekscentryczna jak materiał na nim zawarty, a na imię mu w h o k i l l.

18 lipca 2011


EMA Past Life Martyed Saints, [2011] Souterrain Transmissions || Na rynku muzycznym pojawia się coraz więcej zespołów spod szyldu lo-fi, czyli muzyki celowo nagranej w niskiej jakości. Takie małe nie dla nieautentycznego, przetworzonego mainstreamu. Płytę EMA (za tymi trzema literkami kryje się Erika Anderson) znalazłem po tagach folk, co po raz kolejny dowodzi, że mogą one prowadzić na manowce. Muzykę tę możnaby, co najwyżej, nazwać freak-folkiem, z grunge'owymi korzeniami, dużą ilością noise'owych gitar i odrobiną elektroniki. Wszystko to, podane w dość minimalistycznej, eksperymentalnej formie. Ostatnio zadebiutowała Anna Calvi, którą nazwałem eksperymentalną PJ Harvey. EMA to jej troszkę brudniejsza i bardziej zadziorna siostra, która postawiła na prostotę.

16 lipca 2011


NIEDODŹWIĘKI Koalicja w Krainie Czarów EP, [2011] self-released || Do niedawna, żyłem w solidnym przeświadczeniu, że na muzycznej młodej scenie w Polsce hula wiatr, który filmowo przesuwa okrągłe ususzone krzaki pustynne. A tu psikus! Bo dzieje się i to nawet całkiem ciekawie, ale mało kto nagłaśnia takie domowe projekty, jak Niedodźwięki. Dowiedziałem się o nim (jest to projekt Mateusza Boruszczaka), przez przypadek od znajomych z Poznania i wydaje mi się, że większość garstki ludzi, która miała kontakt z niedodźwiękami, poznała go przez zbieg okoliczności. Szkoda, bo np. w Wielkiej Brytanii takie domowe przedsięwzięcia znacznie szybciej trafiają do szerszej grupy odbiorców - chociażby James Blake czy Jamie T.

15 lipca 2011


BATTLES Gloss Drop, [2011] Warp || Pierwszy album Battles, Mirrored, przez wielu nazwany był nieomalże przełomowym w dziedzinie łączenia elektroniki z gitarowym graniem. Podczas sesji nagraniowej do drugiej płyty grupę opuścił klawiszowiec i zarazem wokalista Tyondai Braxton. Przez to na Gloss Drop, w porównaniu do debiutu, zaszło kilka zmian. Mutacją muzyczną jest zastąpienie wielowarstwowych klawiszowych efektów na rzecz takich samych pasaży tylko z użyciem gitar, co troszeczkę zbliżyło muzykę Battles do shoegaze'u. Kolejną znaczącą zmianą jest oczywiście kwestia wokalisty. Zespół chciał się chyba trochę pobawić, dlatego zaprosił do współpracy kilka osób i muszę powiedzieć, że to właśnie pozycje z gościnnymi występami są najciekawsze.

WASHED OUT Within and Without, [2011] Sub Pop || Muzyka elektroniczna jest w ostatnich latach w niesamowitym natarciu, od odcieni mocniejszych jak Modeselektor czy Apparat po te delikatniejsze, jak Toro y Moi. Elektronika w dobie, w której wszystko zostało już wymyślone i w tym momencie można tylko kopiować, jest białą wyspą. Możliwości są tu nieograniczone. Trochę w poprzednim zdaniu sarkazmu, ale również i prawdy. Sądząc po reakcjach ludzi w internecie, właśnie zadebiutował długogrającym krążkiem jeden z przyszłych liderów brzmienia spod nazwy chillwave. Chodzi o Washed Out, czyli projekt dwudziestoośmioletniego producenta Ernesta Green'a. Muszę przyznać, że z przyjemnością słucha mi się jego muzyki, choć teoretycznie powinienem już tą całą elektroniką...

29 czerwca 2011


PANDA BEAR Tomboy, [2011] Paw Tracks || Panda Bear, czyli ukrywający się pod pseudonimem Noah Lennox (wokalista i perkusista Animal Collective) kazał czekać nam cztery lata na kolejną płytę. Czy było warto? Odpowiedź dostajemy już na starcie w ramach prologu o wymownej treści You Can Count on Me. I nie ma tu ani trochę bezczelności.

28 czerwca 2011


JOE BONAMASSA Dust Bowl, [2011] J&R Adventures || Cudowne dziecko blues rocka, Joe Bonamassa, nienawidzi chyba bezczynności. Od pewnego czasu ma w zwyczaju wydawać płytę co roku, a i to wydaje się być dla niego niewystarczające - znalazła się jeszcze chwila na rewelacyjny, choć trochę pominięty na forum muzycznym, album supergrupy, którą stworzył z Glennem Hughesem, Jasonem Bonham'em i Derekiem Sherinianem. Kunszt techniczny stawia Joe wśród najlepszych gitarzystów, a natura głosu również mu nie poszczędziła. Joe Bonamassa to już marka, która nie zawodzi i jeśli lubimy naszpikowanym świetnymi solówkami gitarowe granie z bluesowym zacięciem, to zapoznanie się z jego twórczością jest obowiązkiem. Najnowszy krążek Dust Bowl jest świetną do tego okazją.

HUGH LAURIE Let Them Talk, [2011] Warner || Hugh Laurie nie dość, że genialnie gra w serialu M.D. House, to okazuje się dodatkowo iż potrafi swój głos wykorzystać w muzyce. Mało tego -  potrafi grać na gitarze, pianinie i jeszcze do tego niesamowicie czuje bluesowy klimat południa Stanów Zjednoczonych. Choć na pewno pomógł mu w tym trochę producent Joe Henry (odpowiedzialny m.in. za albumy Salomona Burke). Laurie stawia tą płytą naprawdę ładny pomnik bluesowej tradycji i zapewne przy okazji przyczyni się do wzrostu zainteresowania tą muzyką.