20 października 2011

Recenzja George Dorn Screams "Snow Lovers Are Dancing"


GEORGE DORN SCREAMS Snow Lovers Are Dancing, [2006] 3moonboys Presents || Dżordże dopieszczają swoją nową, już trzecią długogrającą płytę. Szykują się też do koncertu, który odbędzie się ostatniego dnia września w ich rodzinnej Bydgoszczy. Jest jesień, która już tchnęła lekką melancholią. Stwierdziłam, że jest to doskonały czas na podróż sentymentalną do debiutanckiego krążka George Dorn Screams, Snow Lovers Are Dancing.

Zespół powstał sześć lat temu, kiedy to do początkowego składu zwanego jeszcze Whipping Willow i tworzonego przez trójkę przyjaciół - Tomka Popowskiego, Wojtka Trempałę oraz Radka Maciejewskiego, dołączyła Magda Powalisz. 13 grudnia 2005 dali pierwszy koncert w bydgoskim Mózgu, a już niebawem, w następnym roku wzięli się za nagrywanie pierwszej płyty.

Snow Lovers Are Dancing ukazał się 5 października 2006 pod szyldem 3moonboys Presents. I tak się zaczęło. Utwory były emitowane przez radio PiK, płyta została ciepło przyjęta. Była trasa, koncerty. Mniejsze i większe wyróżnienia, wśród których na uwagę zasługuje umieszczenie, dzięki docenieniu przez Agnieszkę Szydłowską, utworu Phoney na składance obok kawałków takich zespołów jak Editors czy Blonde Redhead w czerwcu 2008 roku. Była też kolejna płyta i EP-ka.

Kiedy swego czasu nie znając ich jeszcze, trafiłam gdzieś przypadkiem na wzmiankę o zespole, postanowiłam wygooglować kim są. I od pierwszego odsłuchania Snow Lovers Are Dancing szczerze polubiłam aurę, którą wyczarowali. Debiutancka płyta wprowadza w swego rodzaju trans. Krzyżują się na niej rozmaite uczucia. Pojawiają się, ewoluują i znikają, by zrobić miejsce innym. Pozorny spokój miesza się z uczuciem lęku. Rozczarowanie z nadzieją i wolą walki. Sen z rzeczywistością.

Muzyka jest dopięta na ostatni guzik. Słowa też nie pozostawiają nic do życzenia. Magda Powalisz wyśpiewuje je swoim przepojonym tajemniczością głosem. Zdarza się też, że szepcze. Wszystko zdaje się znakomicie ze sobą współgrać. Wszystko ma swój czas. Przeróżne nastroje i etapy obrazowane są przez instrumenty i wokal. Trochę zgrzytów i kilka kojących momentów, jak w życiu. Od pierwszego 69 Moles po tytułowy Snow Lovers Are Dancing płyta uderza prosto w zmysły, pozostawiając uczucie nasycenia.

Shoegazowe granie z lekkim rockowym zadziorem dla tych, którzy lubią się czasami w coś wsłuchać, nie myśląc o niczym. Dla tych, którzy nie mają nic przeciwko oglądaniu pod powiekami malowniczych scen, których może wcale nie warto malować, a o których traktują te utwory. Lekka dekadencja z subtelną jednak wiarą, że jeszcze wstanie nowy świt. 8/10 [Joanna Kloska]