24 czerwca 2014

Pocztówki z obozu #8: Exitab


Tam razem skrzyżowanie po części "Pocztówek z obozu" i po części "Bohemofilii". W pierwszym cyklu prezentujemy najciekawsze odkrycia z Bandcampa, moim zdaniem jednego z najistotniejszych i najciekawszych mediów muzycznych, oferującego nieprzebrane bogactwo nowej muzyki bezpośrednio od twórców, czasem za darmo, czasem z możliwością finansowego wsparcia artysty. W swej "Bohemofilli" staram się zaś odczarowywać czeską muzykę i pokazywać różnorodność sceny, tak bliskiej nam geograficznie a zupełnie nieznanej. Sceny, która ze względu na historyczno-kulturowe zaszłości, nadal żyje w wyjątkowej i chyba nierozerwalnej symbiozie z sąsiednią Słowacją.

Bandcamp, niczym MySpace XXI wieku, daje możliwości nie tylko twórcom, by rozpowszechniać swoją twórczość w profesjonalnym cyfrowym kształcie i zbierać środki choćby na publikacje fizycznych nośników, ale umożliwił też tworzenie bardzo ciekawych i sprofilowanych netlabeli. Słowacki Exitab profiluje się na elektronikę i przy pierwszym spotkaniu zaskakiwać może jak bogata i światowa jest oferta tego małego kraju. Ale w końcu popularny żart mówi, że każdy słowacki twórca elektroniki chce brzmieć jak Amon Tobin. Rozwijają się jednak zarówno sami muzycy, jak i oferta Exitab, który to label wyrasta na jedno z najciekawszych środowisk Europy Środkowej. Przyjrzyjmy się zatem ich ostatnim wydawnictwom.

Stroon, czyli Dalibor Kocián, pojawiał się już wielokrotnie na łamach "Bohemofilii", jest bowiem artystom niemal hiperaktywnym. Regularnie wydaje kolejne tytuły, będące czymś pośrednim między epkami a minialbumami, oprócz tego single, w tym choćby swojsko zatytułowany "Krakow". Współpracuje wreszcie chętnie z innymi twórcami, jak Stratasoul czy Pjoni. Początkowo przylgnęła do niego łatka "słowackiego Buriala", jego najnowsze wydawnictwo "Impermanence" wykracza jednak poza pierwotne post-dubstepowe inspiracje. Znajdziemy tu charakterystyczne dla Stroona połamane bity i głębokie basy, ale typowy ponury nastrój świetnie odświeżają i ocieplają nowości - żeńskie chóralne zaśpiewy, ale przede wszystkim piękny wibrafon. W "Things That Snail Hears" Kocián gra wyłącznie na tym instrumencie a wszystkie elementy zręcznie przeplatają się już w początkowym "Bitter Wine", całość zaś nabiera miejscami filmowego charakteru.

"Hit The Lights" to już poważniejsza i zdecydowanie mroczniejsza podróż. Jacques Kustod to producent poruszający się wcześniej po różnych i niebanalnych terytoriach. Jego debiut w barwach Exitab to dwie ponad dziesięciominutowe części tytułowej kompozycji i cztery remiksy. Jej podstawą były nagrania terenowe na przedmieściach Bratysławy, ale dzięki kolejnym produkcyjnym warstwom, poutykanym tu i ówdzie drobnym hałasom, zniekształceniom, wyraźnemu rytmowi czy modulowanej gitarze, oddala się standardowej nudy dark ambientu w stronę niemal deep-house'u. Faworyt? Zdecydowanie "Hit The Lights" (Part II)", najbogatsza brzmieniowo i pełna przestrzeni.

Sky To Speak to obecnie trio, do audiowizualnego duetu, który tworzyli Matěj Kotouček i Ondřej Synáček, dołączył perkusista Erik Netušil i wszystkie te elementy wyraźnie słuchać na epce "Ruin". Bogate, ale lekko przybrudzone brzmienia mają faktycznie wielki potencjał wizualny a żywa, choć przekształcana perkusja dodaje głębi i niemal przebojowego potencjału. "Pilot" zbliża się bowiem do pastelowej retro-elektroniki, najbardziej zaś reprezentatywne "And Ruin Comes After" słusznie poddane zostało aż trzem remiksom, w tym innego przedstawiciela labelu - Casi Cada Minuto i jego firmowych, lekkich dźwiękowych plam.

Herzog Herzog, czyli Peťo Janovický, ma spore szanse stać jednym z najprzystępniejszych nazwisk labelu. Na koncie ma już debiutancki album "inTHISposition", epkę "Sitzfleisch!" oraz singiel "Urban Nova", zapowiadający drugi album. Na albumie, ostatecznie zatytułowanym "Sitzfleisch.", znalazły się również najciekawsze kompozycje z wcześniejszej epki, "GeeM" i "Leipzig", ale i sporo dalszych eksperymentów, mocno zagęszczających brzmienie miejscami archaicznej, lecz pomysłowej elektroniki. Wystarczy posłuchać "Lost Lost Lost" z żeńskim wokalem i żywą perkusją, czy niemal przebojowe, być może zgodnie z tytułem, "Ibiza 2079" z vocoderem w stylu elektronicznych wycieczek Mogwai. Różnorodność Herzog Herzog może zatem zapewnić projektowi szerokie grono odbiorców.

O przystępności nie ma już mowy w przypadku Obete Sekty. Wystarczy spojrzeć na bandcampowe tagi. Pod kompilacją "Sekta obetí" znajdziemy tak malownicze opisy gatunków jak deathcunt, shitgaze, demon conjuror czy cenobyte ballads. Pierwotny, zrodzony z frustracji mixtape "Obete sekty" ukazał się już w 2011 roku a stał za nim Tomáš Ferko, producent lepiej znany pod pseudonimem Teapot. Noise'owe gitary, punkowa surowość, przygodne sample i brudna elektronika pierwotnego materiały stały się podstawą dla zbioru jeszcze bardziej eksperymentalnych remiksów, których zwieńczeniem jest finalne 23-minutowe kolażowe monstrum. Nie dla każdego, choć z tytułem utworu "Každý štvrtok ráno jebem na prednášku" może utożsamiać się każdy polski student.

Sound Sleep to pierwotnie wyłącznie koncertowy projekt za którym stoi Dead Janitor. Ostatecznie jednak dwie identycznie zatytułowane piętnastominutowe kompozycje "Shape" zostały wydane, w tym i na limitowanej kasecie magnetofonowej. "Shape" brzmi jak ścieżka dźwiękowa do programu popularnonaukowego, wypełniona laboratoryjnym pulsem i mechanicznymi repetycjami. Od końca jednak pierwszej "strony" pojawiają się wyraźniejsze taneczne motywy a całość zmierza niemal w stronę Four Tet z okresu "Everything Ecstatic".

W barwach wytwórni debiutuje Foundling, urodzony w Wielkiej Brytanii producent, na Wyspach również koncertujący. Epka "Wake Up In Bits", wbrew tytułowi, opiera się raczej na minimalistycznych dźwiękowych plamach, niż na bitach, bardziej też pasuje do relaksu przed zaśnięciem, niż do energetycznego poranka. Lekko, miękko, przestrzennie, z powoli przelewającymi się ambientowymi falami, Foundling ukazuje cieplejszą stronę elektroniki.

Wspomniany już wyżej Dead Janitor to pod względem ilości zarejestrowanego materiału prawdziwy weteran słowackiej sceny. "Glacial Pace" to już jego trzeci album wydany przez Exitab a dodajmy jeszcze wcześniejsze tytuły wydane własnym sumptem. Miał zatem sporo możliwości by wypracować rozpoznawalny i zasadniczo niezmienny styl, bliski połamanym bitom Warp, techniczny i stosunkowo chłodny. Nowy tytuł nie przynosi w tym względzie żadnej zmiany, Dead Janitor to pewna marka labelu a że terytoria po których się porusza są szersze niż się wydaje świadczy wspomniane wyżej "Shape" zarejestrowane pod szyldem Sound Sleep.

Bez obaw i zbędnych wahań obserwujcie zatem działalność Exitab, zaglądajcie regularnie na Bandcampa, Tumblra i Facebooka, muzyczną propozycją się nie zawiedziecie a będziecie mieli możliwość obserwować ekspansję jednego z ciekawszych labeli naszej części Europy. [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz