Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jelly Belly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jelly Belly. Pokaż wszystkie posty

3 marca 2016


JELLY BELLY This Ain't No EP, [2015] Starcastic / Deadred || Detroit, stan Michigan. Miasto potocznie, choć niezgodnie z prawdą, uważane dziś za wymarłe, w latach dziewięćdziesiątych jedynie siłą rozpędu przeżywało ostatni okres przemysłowej prosperity czystego korporacyjnego kapitalizmu. Próby rewitalizacji centrum ledwie już kamuflowały rozpadanie się przedmieść, narastanie napięć społecznych i degradację infrastruktury komunikacyjnej. Jeden z symboli miasta, stacja kolejowa Michigan Central Station, upadł już pod koniec lat osiemdziesiątych. Wreszcie wielki kryzys powalił Detroit na kolana, populacja miasta oficjalnie ogłoszonego bankrutem spadła o jedną czwartą a dziś w upadłym Motown stara się inwestować przynajmniej w działalność kulturalną.

Koszyce, Republika Słowacka. Leżące na odwiecznej transportowej osi Wschód - Zachód zapomniane miasto, drugie największe w kraju, który kojarzyć może się ze wszystkim, lecz nie z miastami. Gdy gargantuiczny kapitalizm w Stanach Zjednoczonych powoli chylił ku upadkowi, w miastach i miasteczkach byłych demoludów znalazł grunt pod nieokiełznaną i entuzjastycznie raczkującą ekspansję. Półdzikie targowiska, uliczny handel, rozgrzebane blokowiska z wielkiej płyty, które jako kolosalne Ťahanovce powstawać zaczęły jeszcze w latach osiemdziesiątych, by w kolejnej dekadzie usilnie pudrować się jako miejsce godne nowoczesnego życia. A jednak miasto środkowoeuropejskich i bliskich nam paradoksów w 2013 roku stało się Europejską Stolicą Kultury.

Miasta w XXI wieku niezależnie od swoich losów przestają być punktami przemysłowo-usługowymi i węzłami komunikacyjnymi w których przypadkiem tylko pomieszkują istoty ludzkie. Dla koszyczan z Jelly Belly miasta są obsesją porównywalną z hokejem i latami dziewięćdziesiątymi. W efekcie na epce inspirowanej symbolami Detroit brzmią tak, jakby Rage Against The Machine zamiast lewicowe bojówki wspierało ruchy miejskie.


I nadal trudno mi myśleć o Jelly Belly inaczej niż o zespole instrumentalnym. Mruczący, niemal podprogowy wokal zawsze był obecny w ich kompozycjach i prawdą jest, że na "This Ain't No" wydaje się znacznie bardziej wyeksponowany. Jednak ciągle wydaje się być jednym z elementów budowanej przez Jelly Belly ściany dźwięku. Ściany, która tak jednolita na "Deaf Till 30", tutaj pokrywa się łatwiej wyróżnialnymi kształtami. Weźmy pierwsze w kolejności i najdłuższe tutaj "Michigan Central Station", które zaskakująco okazuje się stosunkowo prostą kompozycją. Owszem, nadal rozbrzmiewa tu tak typowa dla Jelly Belly zrytmizowana przestrzeń, słyszymy warstwy gitarowych efektów, ale charakterystyczny shoegaze'owy klangor tym razem zepchnięty zostaje raczej do roli tła niż podstawy brzmienia. Wraz z wejściem gitary basowej utwór nabiera siły ciosu pięścią w nos w zwolnionym tempie a Jelly Belly zdają się odkrywać gitarowy ekwiwalent trip-hopu.

Gitara basowa ma na "This Ain't No" ogromne znaczenie. Również w "T" gwałtowne wejście potężnego motywu basu kieruje nas niemal ku wspomnianym wyżej RATM czy nawet Beastie Boys, ale bynajmniej nie oznacza to, że za moment wybrzmią proto-numetalowe riffy. Zamiast tego linię basu oplata indie gitarowa koronka, która zaczyna nieśmiało jeszcze zerkać zaczyna w bardziej tradycyjne rockowe rejony. Motoryczne "sqwo?" jest centralnym punktem płyty nie tylko formalnie, hipnotyczny, zapętlony noise to najbardziej wydajny środek wyrazu Jelly Belly, ale dwa ostanie utwory pokazuję do czego zespół dobrnął na swej trzeciej płycie.

Powolny, nomen omen, "Blues" krystalizuje się właśnie w coś na kształt shoegaze'owego bluesa, "New Border" zaś to wydestylowane pogranicze między piosenką formą a post-rockowym. W dalszym ciągu jednak Jelly Belly dalecy są od imitatorstwa, ba, nawiązania do lat dziewięćdziesiątych pojawiły się u nich wcześniej niż moda na tą dekadę. Wpływy najróżniejszych stylistyk gitarowej alternatywy mieszają się u nich w tak zręczną dźwiękowa magmę, że żadna z owych stylistyk nie dominuje a zespół utrzymuje unikalną i ponadczasową tożsamość. Której kluczowym elementem, poza fenomenalnymi koncertami, jest również programowy brak albumów. Epka mieści się na jednej stronie dwunastocalowego winyla, pełna dowolności gra z symbolami trwa zatem w najlepsze i mało co pozostaje u Jelly Belly oczywiste. 8/10 [Wojciech Nowacki]

23 lutego 2013


JELLY BELLY How Old Were You In The 90’s? EP, [2013] Starcastic || Pamiętacie lata 90-te? Z pewną trwogą odkrywam, że w czasach gdy czytałem komiksy TM-Semic, kupowałem kasety na straganach za 30.000 zł, tudzież w białej albie przyjmowałem święte sakramenta, spora część z Was była jeszcze płaczliwymi infantami. Trudno pogodzić się z myślą, że dorosłymi dziś ludźmi są osoby rodzące się w czasach, gdy ja, wraz z pojawieniem się ułamków zdałem sobie sprawę z tego, że nie, w życiu nie ogarnę matematyki.

Rzecz w tym, że każde pokolenie ma swoją dekadę sentymentu. Dla plus minus trzydziestolatków są to właśnie lata 90-te. Jelly Belly określają się często mianem zespołu, który nie dostrzegł ich końca. Wyraz swej nostalgii dali tytułem najnowszej epki, ale spokojnie, nie znajdziemy tu nawiązań do eurodance’u, new metalu i boysbandów. „How Old Were You In The 90’s?” jest bowiem zbiorem remiksów utworów z poprzedniego wydawnictwa grupy – świetnej epki „Über Alles”.

W wywiadzie dla internetowego wydania czeskiego czasopisma muzycznego Fullmoon, basista Mišo Hudák wyjaśnił, że format epki daje zespołowi większe możliwości zabawy z procesem nagrywania i przeróżnymi konceptami niewymagającymi sztucznego dopompowania do formatu albumowego. I szczerze mówiąc, po wspomnianym „Über Alles” i genialnym „Deaf Till 30” nawet specjalnie nie oczekuję po słowackich shoegazerach nagrania pełnowymiarowego albumu.

O dźwiękach kreowanych przez Jelly Belly miałem już parokrotnie okazję pisać. W tym miejscu przypomnę tylko, że to koszyckie trio tworzy najlepszą gitarową muzykę jaką słyszałem w ostatnich latach. „How Old Were You In The 90’s?” zaś dodatkowo uwypukla rolę elektroniki w noise’owych pejzażach Jelly Belly. I wspomnianą nostalgię za latami 90-tymi. Już bowiem „Trainspotting”, czyli przepracowany „Dublin” z „Über Alles”, nie tylko tytułem odsyła do kultowego filmu tamtej dekady, ale mocno klubowym, rave’owym wręcz i niepokojąco-narkotycznym klimatem. Po niemal 9 minutach transowego zapomnienia, krótki „Walk With Me”, nie tak bardzo znowu odbiegający od oryginalnego „Tobruk”, przywodzi na myśl raczej triphop spod znaku Massive Attack i Tricky’ego.

W tej wspomnieniowej żonglerce stylistyk, „π” (zremisowane „Vegas”) odsyła bardziej do wczesnego Amona Tobina, a „Guanine, Adenine, Thymine, Cytosine” (zremiksowany „Berlin”) zaś do IDM—owej elektroniki spod znaku wytwórni Warp. To już z pewnością moja nadinterpretacja, ale w ciągu tych kilkunastu minut muzyki, fascynacje elektroniką lat 90-tych wydają się być ułożone chronologicznie! Tak czy inaczej, warto dać się porwać i traktować „How Old Were You In The 90’s?” jako autonomiczne wydawnictwo, które na dzień dzisiejszy sprawia mi nawet minimalnie większą przyjemność niż oryginalne „Über Alles”. 7.5/10 [Wojciech Nowacki]

P.S.: Marzeniem chłopaków z Jelly Belly jest posiadanie tłumów wiernych fanek, krzyczących, rwiących sobie włosy i mdlejących na ich widok. Szczególnie zatem polskie dziewczęta proszone są o pobieranie dzieł Jelly Belly.

17 września 2012


JELLY BELLY Über Alles EP, [2012] Starcastic || Od czasu poprzedniego wydawnictwa Jelly Belly, niezwykłej EP-ki „Deaf Till 30”, świat nie stał się sprawiedliwszy. Nadal łatwiej sięgać nam po muzykę zza oceanu niż zza własnej granicy. Słowackie trio z Koszyc wznosi się zatem ponad wszystko i z powietrza atakuje pięć strategicznych punktów.

Przestrzenny shoegaze w post-rockowym sosie nie wydaje się dziś stylistyką ani specjalnie modną, ani wyjątkowo nośną. Znaleźć zatem w jej ramach wypowiedź nie tylko świeżą, ale i świeżą oraz kapitalną kompozycyjnie, jest zadaniem ciężkim i niewdzięcznym. Zalew kolejnych klonów Mogwai, prymitywizujących etykietę „post-rock” do postaci „metalu dla ubogich z długimi i smutnymi tytułami”, barbaryzuje gitarowe granie i zniechęca do śledzenia go.

„NYC/MCA” to ledwie intro, od razu ukazujące zdolności Jelly Belly do kreowania niesamowitej dźwiękowej przestrzeni. Z miejsca też pojawia się pytanie, jaką to opowieść mają Słowacy nam do opowiedzenia tym razem. „Deaf Till 30” obracało się wokół… hokeja i postaci Petera Bartoša. „Über Alles”, na którym wszystkie tytuły pochodzą od nazw miast, poświęcone jest miejscom, które kojarzyć się mają z szeroko rozumianą wojną i konfliktami. Nie ma to jednak nic wspólnego z metalową pretensjonalnością i militaryzmem.


„Tobruk”, wyjątkowo rytmiczny i z mocno wyeksponowanym wokalem, jest idealnym materiałem na singiel. Mając dość standardową konstrukcję nie obywa się jednak bez fascynującego wzrostu napięcia. Okazuje się, że niepotrzebne są wielominutowe post-rockowe monstra, by wykrzesać taki ładunek emocji. Równie rytmiczne, niemal funkujące jest „Vegas”. Kojące, mruczące wokale i hipnotyczna muzyka, znów kreują przestrzeń godną bombowego nalotu.

Z gitarowego rzężenia wyłania się „Dublin”, bazując znów na wciągającym rytmie, trochę jednak bardziej niepokojący niż poprzednie utwory. Zaskakuje natomiast niemal grunge’owa końcówka. Finałowy „Berlin” zwalnia odrobinę tempo, eksponuje dźwiękowe doły i mimo słabszej nieco linii melodycznej rodzi skojarzenia z przebojowym industrialem w stylu NIN.

„Über Alles” różni się zdecydowanie od swej poprzedniczki. Jest bardziej jednorodna i piosenkowa. Mniej tu zmian tempa i zabaw strukturą, całość wydaje się dość tradycyjna i mniej agresywna od „Deaf Till 30”. Obie EP-ki są jednak zamkniętymi całościami na najwyższym poziomie. Aż nie chce się nigdy usłyszeć całego albumu Jelly Belly, ta mała forma wydaje się bowiem idealnie dla nich skrojona. Niemniej moim najnowszym marzeniem jest móc usłyszeć ich na żywo, gdyż bez wątpienia mamy tu do czynienia z najlepszym ostatnio gitarowym graniem z naszego zakątka świata. Stredná Európa predovšetkým! 8/10 [Wojciech Nowacki]

P.S.: „Über Alles”, podobnie jak „Deaf Till 30”, wydane zostało wyłącznie na winylu oraz w postaci darmowego downloadu. Pobieramy!

31 sierpnia 2011


JELLY BELLY Deaf Till 30 EP, [2011] Starcastic || Świat nie jest sprawiedliwy. Świat muzyki, jako bardziej niekiedy emocjonujący, jest jeszcze bardziej niesprawiedliwy. Opływamy w muzykę z szeroko rozumianego kręgu anglosaskiego, dla równowagi zasłuchujemy się we własnej, polskiej, narodowej, myśląc o tym jaka to krzywda, że nikt w świecie jej nie zna. Wszak mamy bardzo dobrą muzykę. Mamy? Ano mamy. Lecz nie tylko my.