19 września 2011

Recenzja Soft Metals "Soft Metals"


SOFT METALS Soft Metals, [2011] Captured Tracks || Pewną część życia spędzam w drodze. Pociągi, autobusy, wielogodzinne podróże o najprzeróżniejszych porach. Z braku czasu staram się więc wykorzystywać je na nadrabianie zaległości, uważne słuchanie płyt, czytanie, czasem i na pracę. Pewnego razu, w podróży autobusem rozpoczętej o piątej nad ranem, postanowiłem przesłuchać otrzymaną dzień wcześniej płytę Soft Metals. Zasnąłem przy drugim utworze. Zbudziła mnie dopiero cisza na koniec albumu i z zadowoleniem stwierdziłem, że była to jedna z najprzyjemniejszych drzemek jakie zażyłem.

Swoistym fenomenem są płyty, które przepływają. Podobają się, spotykają się z przychylnym odbiorem, są wysoko oceniane. Częściej jednak pisze się w ich przypadku o atmosferze, klimacie, stylistycznej spójności, niż wyróżnia się jakiekolwiek ich fragmenty, wybijające się utwory, czy części składowe ich sukcesu. Wydaje się, że w ostatnich latach domeną takiej postawy stała się współczesna elektronika z wszystkimi pączkującymi jej odgałęzieniami, od dubstepu po chillwave.

Paradoksalnym efektem tej, kryzysowej wydawałoby się, sytuacji okazuje się restytucja albumu. Zamiast bowiem szatkować playlisty swoich mp3, słuchamy albumów Washed Out, Neon Indian, When Saints Go Mashine czy Balam Acab, to na album M83 czekamy, niekoniecznie zaś na kolejne single. Taki też jest przypadek Soft Metals, z tą różnicą, że o projekcie tym jest jednak stosunkowo cicho i daleko mu do medialnej popularności większości wymienionych powyżej.

Niekoniecznie jest to też elektronika z gatunku najmodniejszej. Duet (Patricia Hall na wokalu i Ian Hicks stojący za oprawą muzyczną) prezentuje nam muzykę dość chłodną, napędzaną automatem perkusyjnym, z lekka tylko ocieplaną syntezatorowymi plamami. Z natury mechaniczna zapewnia jednak odpowiednią dawkę intymności, by móc się w niej rozsłuchać. Raczej obmywa słuchacza swymi dźwiękami niż porywa, za nieinwazyjnością albumu nie stoi bynajmniej nuda.

Retro stylizacje na myśl przywodzą dość często Kraftwerk, szczególnie w instrumentalnym Celestial Call oraz w Always, gdzie charakterystycznie stłumiony wokal dodaje jednak kobiecego pierwiastka, który łamie chłód odziedziczony przez niemieckich klasyków. Voices natomiast to już lata 80-te w swej najbardziej pastelowej odmianie, utwór najbliższy z całej płyty jest synth-popowym przebojom tamtej dekady. Żywszy beat i wciągające brzmienie electro oferuje nam zaś The Cold World Melts.


Jakkolwiek udany Eyes Closed wydaje się już niezauważalnie splatać z następującym po nim Pain, to na wysokości Do You Remember obok prostej elektroniki sprzed lat czytelne stają się inspiracje wręcz darkwave’owe. Niech więc nie zwiedzie nikogo otwierający płytę Psychic Driving, wystylizowany na elektroniczne wycieczki Goldfrapp. W finałowym In Throes mamy już tylko mrok i duszne repetycje głównego, niepokojącego motywu.

Jak zwykle, retro-futuryzm każe zastanawiać nam się nad dalszą drogą wykonawcy osadzonego w tej teoretycznie sprzecznej stylistyce. Mamy zatem przed sobą kolejną płytę, której powodzenie wynika bardziej z konsekwentnie budowanej atmosfery niż z nagromadzenia gatunkowych fajerwerków. W miękkich metalach widoczny jest wielki potencjał. Zawieszone obecnie między chłodem a ciepłem intrygują. Jeśli jednak równowaga ta zostanie naruszona, albo się zahartują, albo stopią. Niemniej efekty obserwować warto. 7/10 [Wojciech Nowacki]