3 grudnia 2014

Recenzja Mogwai "Music Industry 3. Fitness Industry 1. EP"


MOGWAI Music Industry 3. Fitness Industry 3. EP, [2014] Rock Action || Mogwai nie skończyli się na "Kill 'Em All", ale ich debiut ma w dziejach rocka takie samo znaczenie, co debiut Metalliki. Kontrowersja związana z tegorocznym Glastonbury była po prostu głupia i tak naprawdę nie popisały się obie strony. Utarcie nosa komuś takiemu jak Lars Ulrich zawsze cieszy, ale gusta zwolenników alternatywy niby takie szerokie, niby takie eklektyczne, niby takie ponad podziałami a XXI wiek taki post- i meta-, więc skoro na Glasto wystąpić mogła Lady Gaga, to dlaczego nie Metallica? Z drugiej strony wesoło było, choćby na fejsbukowym profilu naszego jedynego rockowego czasopisma, bo "co to jest za śmieszny zespół, o którym nikt nie słyszał, hehe \m/".

Mimo wszystko upierał się będę, że prędzej fan Mogwai doceni znaczenie Metalliki, niż na odwrót. Oba zespoły są na swój sposób rockowymi gigantami a jedyna różnica w ich statusie wydaje się być czysto pokoleniowa. Metallica dotarła już do etapu "powrotu do korzeni" i wszyscy wiemy jaka jest jej obecna częstotliwość nagrywania nowych płyt. Mogwai nie dość, że nadal inspirują kolejne szeregi epigonów post-rocka, to kolejne wydawnictwa publikują praktycznie co roku.

"Do korzeni" jeszcze nie wracają, ale w ciągłym strumieniu regularnych albumów, remiksów, epek, progres Mogwai nie jest łatwy do uchwycenia i wydaje się dość umowny. Zależy przede wszystkim na ilości dobrych pomysłów na kompozycje, których niestety brakowało na "Rave Tapes". Ale tradycyjnie dla Mogwai po albumie przychodzi dodatek, tym razem znów w postaci epki. Po "Hardcore Will Never Die, But You Will" otrzymaliśmy i cały remiksowy album, i epkę, która stanowiła jednak w pełni samodzielne i przy okazji bardzo dobre dzieło. "Music Industry 3. Fitness Industry 1." takim nie jest, choć po raz kolejny pokazuje potencjał formatu epki, przynosi bowiem trzy premierowe utwory i trzy remiksy z "Rave Tapes".


Nowe kompozycje nie przynoszą, z jednym wyjątkiem, aż takiej różnicy jaką było "Earth Division" w stosunku do "Hardcore Will Never Die, But You Will". "History Day" to typowe późne Mogwai, melodyjne i ujęte w pięciominutowe ramy, które spokojnie mogło by się znaleźć na "Happy Songs For Happy People", "The Hawk Is Howling" czy na ścieżce dźwiękowej do "Les Revenants". "HMP Shaun William Ryder" to już jednak powrót do Mogwai wczesnego, choć nadal w pięciominutowym formacie. Utwór zatem większy nacisk kładzie na niepokój niż na melancholię i w starym dobrym stylu eskaluje oraz gra zestawieniem gitarowych ścian z nagłymi wyciszeniami. Największą niespodzianką jest oczywiście "Teenage Exorcist", autentyczna, krótka i intensywna piosenka z refrenem tak chwytliwym, że ocierać się może wręcz o, za przeproszeniem, pop-punkowy przebój. Lecz nie powinna dziwić nikogo, kto pamięta, że i Mogwai na wczesnej kompilacji "Ten Rapid", i Hood sprzed czasów Domino Records, zbliżali się do późniejszego post-rocka właśnie od strony surowych, noise'owych piosenek.

Remiksy, przynajmniej te, po których można było obiecywać sobie najwięcej, rozczarowują. "Re-Remurdered" w wersji Blanck Mass, czyli połowy Fuck Buttons, brzmi przyciężko niczym techno-industrial z końca lat 90-tych i może odnalazło by się wtedy na soundtracku do "Matrixa". Nils Frahm przerobił "The Lord Is Out Of Control" na typowe dla siebie kruche pianino z lekko tylko przybrudzonym oryginalnym motywem. Najbardziej udany remiks pochodzi zatem od twórcy najmniej znanego. Pye Corner Audio rozpoczyna "No Medicine For Regret" od poligonalnego krajobrazu rodem z ostatniego albumu Thoma Yorke'a, by po pojawieniu się bitu zawędrować regiony, w których blisko dwadzieścia lat temu królować mógł Jean Michel Jarre.

Zarówno remiksy, jak i epki, mogą być pełnowartościowymi i niezależnymi wydawnictwami. "Music Industry 3. Fitness Industry 1." nie ma jednak aż takiego ładunku wartości dodanej, by być czymś więcej niż tytułem wyłącznie dla fanów. A może się mylę. 7/10 [Wojciech Nowacki]

0 KOMENTARZE:

Prześlij komentarz