11 października 2011


SLEEP PARTY PEOPLE Sleep Party People, [2010] Speed Of Sound || Duńczycy, którzy twarze ukrywają za maskami nieco złowieszczych króliczych mordek, to prawdziwie szalona senna mieszanka. Znana jest jedynie tożsamość lidera zespołu - Brian'a Batz'a, wokalisty i kompozytora. Ich debiut został ciepło przyjęty, a utwory doczekały się remiksów ze strony duńskich DJ-ów.

10 października 2011



WILD BEASTS Smother, [2011] Domino || Istnieją zespoły niedoceniane. Wydają bardzo dobre płyty, czasem nawet wybitne, krytycy patrzą na nie zwykle przychylnym okiem, nawet są skłonni przyznawać im wielce prestiżowe nagrody. Tymczasem panuje wokół nich cisza, świat jakby nie zwracał na nie zbytniej uwagi, a ich istnienie, koncertowanie, nagrywanie, w coraz większym stopniu staje się działalnością skupioną tylko na oddanych fanach, z którymi łączy ich jednak silniejsza niż zazwyczaj więź. Takim zespołem zawsze, zwłaszcza u nas, było Elbow. Wydaje się, że podobny los spotkał Wild Beasts.

7 października 2011


THE KOOKS Junk Of The Heart, [2011] Virgin || The Kooks bardzo szybko z zespołu nieznanego stał się prawdziwą ikoną indie pop-rocka z Wysp. Wystarczyła jedna płyta z lekkimi, nośnymi melodiami by chłopaki z Brighton zagościli w milionach głośnikach. Patent z naiwnymi pioseneczkami jednak nie zadziałał po raz trzeci. Najwidoczniej skomponować nośne refreny jest znacznie trudniej, niż Luke Pritchard z kolegami mógł sobie wyobrazić. Minęło pięć lat od Inside In/Inside Out, chłopaki dorośli, ale ich muzyka nie. Dodatkowo straciła swoją świeżość. The Kooks z pierwszej ligi spadają do indie przedsionka.


KASABIAN Velociraptor!, [2011] Columbia || Kasabian są bezczelni. Aroganccy i buńczuczni. Tradycyjnie zapowiadali, że ich najnowszy album będzie jednocześnie najlepszym. W ich karierze, w tym roku, w ogóle. Takiej postawy nie można pozostawić bez komentarza. Zatem nowy album Kasabian utwór po utworze. Sami się o to prosili.

3 października 2011


ARMS AND SLEEPERS A Man, A Plan, A Canal: Panama EP, [2011] Expect Candy || Czasem przychodzi taka chwila, że nie wiadomo czego posłuchać. Dawno temu wyrosło się z indie popowych kapelek, teraz ma się dość nieustającego hype'u na chwillwave. W dodatku idzie jesień, a wraz z nią deprechy i inne smaczki, dlatego pragnienie oderwania się od rzeczywistości staje się jeszcze silniejsze. Arms And Sleepers ze swoją nową EP-ką trafili w idealny czas.

21 września 2011


PROFESJONALIZM Chopin Chopin Chopin, [2011] Lado ABC || Jazz ma to do siebie, że zazwyczaj bywa pretensjonalny. Nie każdemu dane jest doświadczyć tego, co artysta chciał przez niego powiedzieć. Trochę jak ze sztuką nowoczesną. Natomiast profesjonalizm i obycie Pana Marcina Maseckiego jest idealnym połączeniem dla muzyki, gdzieś zahaczającym o free jazzowe kompozycje. Sekstet muzyków tworzy swoistą mini jazzową orkiestrę, która dla mojego ucha pobrzmiewa jak dixieland, czyli jazz grany przez białych muzyków w tradycyjnym nowoorleańskim stylu.

MIDNIGHT OIL Diesel And Dust, [1987] Columbia || Jeden z nielicznych zespołów z Australii, któremu udało się wybić i zrobić karierę ogólnoświatową. Dziś jest już dość zapomniany, zakończył działalność po 25 latach, jednak stacje radiowe wciąż przypominają największe hity. Mimo że zespół grał niewyszukanego rocka, to w muzyce Midnight Oil zwracał na siebie uwagę egzotyczny pierwiastek, dostępny z racji zamieszkania na antypodach.

19 września 2011


SOFT METALS Soft Metals, [2011] Captured Tracks || Pewną część życia spędzam w drodze. Pociągi, autobusy, wielogodzinne podróże o najprzeróżniejszych porach. Z braku czasu staram się więc wykorzystywać je na nadrabianie zaległości, uważne słuchanie płyt, czytanie, czasem i na pracę. Pewnego razu, w podróży autobusem rozpoczętej o piątej nad ranem, postanowiłem przesłuchać otrzymaną dzień wcześniej płytę Soft Metals. Zasnąłem przy drugim utworze. Zbudziła mnie dopiero cisza na koniec albumu i z zadowoleniem stwierdziłem, że była to jedna z najprzyjemniejszych drzemek jakie zażyłem.

13 września 2011


GRZEGORZ TURNAU Fabryka Klamek, [2010] Mystic || Przyznaję, że całkiem lubię poezję. Również tą śpiewaną. A wśród utworów Grzegorza Turnaua zawsze znajdywało się kilka pozycji, które szczególnie męczyłam. Jednak nie pamiętam już za bardzo z jakich płyt pochodziły. Fabryka Klamek jest inna. Co prawda istnieje szansa, że nie przypadnie do gustu wielbicielom poprzednich dokonań Pana Grzegorza, ale jak dla mnie to dobra płyta. Jakkolwiek przestrzegam – ten kto nie lubił czytać wierszy w szkole – nadal nie powinien sięgać po tego typu wydawnictwo. To wciąż poezja śpiewana. Nieco odważniejsza niż dotychczas, ale nie spodziewajcie się żadnych dewiacji.

MAPS & ATLASES Perch Patchwork, [2010] Barsuk || Jakiś czas temu, na mieście zobaczyłam młodego psa, który zamiast bać się samochodów, wskakiwał przed ich maski i na nie szczekał. Pomyślałam, że Maps & Atlases to taki niereformowalny, muzyczny pies. Indie, tyle, że pokręcone. Wokal ludzki, ale brzmiący jak głos skrzata lub kreskówkowej postaci. Krótko mówiąc: niekonwencjonalnie.

6 września 2011


WHEN SAINTS GO MACHINE Konkylie, [2011] !K7 || When Saints Go Machine to założona w 2007 roku, duńska elektro-popowa grupa, która debiutowała rok później EP-ką o tej samej nazwie. W maju 2009 wydała swój pierwszy longplay Ten Makes A Face. W tym samym roku wydali swój kolejny album, w którym pobrzmiewają bardziej słoneczne klimaty. Na Skandynawach można polegać niemal z zamkniętymi oczami.

VERMONES How Soon Is Now? EP, [2011] self-released || Tytułem EP-ki już robią sobie pod górkę. Choć niewielu będzie robić to jawnie, to porównania z zespołem Marra z pewnością się pojawią. The Smiths jest tu jednak jak na lekarstwo. Te charakterystyczne riffy Johna stanowią równie wielki procent tej muzyki, co czekolada w wyrobach czekoladopodobnych z Carrefoura.

BEIRUT The Rip Tide, [2011] Pompeii || Zach Condon, cudowne dziecko europejskiego folku, jest magicznie zaklęty w czasie. Od czasu jego debiutu The Gulag Orkestar minęło pięć lat, a scena indie potoczyła się w stronę brzmień elektronicznych. Natomiast Beirut tkwił w miejscu ze swoimi folkowymi piosenkami o iście barokowej stylizacji. Lekka zmiana kursu nastąpiła w 2009 roku kiedy to światło dzienne ujrzała podwójna EP-ka March of the Zapotec/Holland, gdzie druga część muzycznie podryfowała w stronę synthpopowych brzmień. Nadeszła pora na długo oczekiwany (cztery lata) długogrający krążek i Beirut powrócił do tego, co grał na samym początku. Utwory z najnowszej The Rip Tide bez obaw można by wymieszać z tymi znajdującymi się, może nie na debiucie, bo on jest jeszcze ascetyczny, ale na The Flying Club Cup. I nie dostrzec żadnego zgrzytu.

5 września 2011


DEAD SNOW MONSTER Ting Ting EP, [2010] self-released || Zapewne zostanę za to rozstrzelany, ale taka praca. W muzyce Dead Snow Monster słychać dość wyraźną inspirację Jackiem White'em. Gitara posiada silny pierwiastek stylu gry założyciela The White Stripes. Ucieka jednak od wpadania w heavy metal i bardziej słychać w niej klimat rockabilly i bluesa. To zresztą wpływy bluesowe są na Ting Ting tym, czego słucha się najlepiej. Solowe partie wybijają się przed szereg i, o ile wszystko ociera się o lekki schemat i trzyma równy poziom, one przykuwają uwagę.

3 września 2011


RED HOT CHILI PEPPERS I'm With You, [2011] Warner || Na nowe płyty Red Hot Chili Peppers często długo każą sobie czekać, jednak tym razem po małej zawierusze związanej z odejściem gitarzysty Johna Frusciante, było to poniekąd usprawiedliwione. Od czasu powrotu gitarzysty z odwyku w 1998 roku zyskiwał on coraz to silniejszą pozycję i nadawał muzyce papryczek wyraźną drogę. Dlatego też z takim oczekiwaniem i obawą patrzono na przyszłe I'm With You, gdzie troszkę po cichu zwolniony wakat zajął gitarzysta wspomagający koncerty, a zarazem dobry przyjaciel Frusciante - Josh Klinghoffer. Zmiana personalna musiał odbić się na muzyce i tak, bo szeregi opuścił jeden z najlepszych gitarzystów.

1 września 2011


KOLEKCJA 20-LECIA POMATONU The Car Is On Fire, [2011] EMI || Związanie się z wielką wytwórnią płytową grozi różnymi nieprzewidzianymi konsekwencjami. Wydawca może na przykład zebrać wszystkie twoje dotychczasowe płyty i wydać w stylowej oprawie à la połowa lat 90-tych, udanie nawiązującej do wielopłytowych golden-hits Budki Suflera, Lady Pank, Kombi czy Bajmu. Być może należy potraktować to jako nobilitację. Być może jako korzystną finansowo alternatywę wobec bezdusznych allegrowiczów. A być może jako dobrą powtórkę z tematu The Car Is On Fire tuż przed wydaniem ich, zapowiadanej całkiem udanym singlem, czwartej płyty.