23 grudnia 2017


LADY GAGA Joanne, [2016] Interscope || Lady Gaga po przede wszystkim komercyjnym i marketingowym, ale te偶 przynajmniej cz臋艣ciowo artystycznym fiasku przekombinowanego "ARTPOP" wykona艂a najlepszy mo偶liwy ruch. Przedwcze艣nie i do艣膰 gwa艂townie zako艅czy艂a promocj臋 tej p艂yty, skierowa艂a uwag臋 na nagrany z Tonym Bennettem "Cheek To Cheek", kt贸ry okaza艂 si臋 by膰 jej niemal najlepszym albumem, w stylowy i gustowny bowiem spos贸b wreszcie ukaza艂 pe艂ni臋 jej mo偶liwo艣ci wokalnych. Pozostawa艂o zatem tylko przygotowa膰 sw贸j w艂asny album, kt贸ry skupi艂 by si臋 na Gadze-wokalistce, tym razem z autorskim materia艂em, bez kontrowersji, bez wymy艣lnych koncept贸w, bez zwyczajowej bombastycznej otoczki. I dok艂adnie tym jest "Joanne", p艂yt膮 pokazuj膮c膮 piosenkark臋, kobiet臋, bardziej Stefani Germanott臋 ni偶 Lady Gag臋. Szkoda, 偶e zawiod艂o wykonanie i naprawd臋 niewiele zabrak艂o do bardziej pami臋tnej p艂yty.

Wszystkie bol膮czki p艂yty ods艂aniaj膮 si臋 ju偶 w "Diamond Heart". Ewidentnie nacisk po艂o偶ony jest na g艂os, czysty, bez efekt贸w, ale w por贸wnaniu z mocnymi wykonaniami z "Cheek To Cheek" dziwnie rozedrgany. Nie to jednak okazuje si臋 by膰 problemem, lecz prosta produkcja z wmiksowan膮 do艣膰 archaicznie brzmi膮c膮 elektronik膮. Sama piosenka jest ca艂kiem fajnym przebojem, ale bardziej na zasadzie powt贸rnych przes艂ucha艅 i przyzwyczajenia si臋, podobnie zreszt膮 jak po czasie dopiero efektowne "Perfect Illusion", o kt贸rym z wielk膮 przesad膮 pisa艂o si臋, 偶e brzmi jak Tame Impala. Nie, nie brzmi. Niespecjalnie porywaj膮co brzmi膮 te偶 ballady, singlowe "Million Reasons" to ckliwa i niew膮tpliwie 艂adna rzecz, ale ju偶 "Angel Down" mimo chwalebnej tematyki do艣膰 mocno irytuje, przynajmniej w przeprodukowanej chyba wersji podstawowej.


Natomiast zwrotu w stron臋 country nie nale偶y si臋 bynajmniej obawia膰, wprowadzony ju偶 w piosence tytu艂owej p贸藕niej przynosi najprzyjemniejsze fragmenty p艂yty. "Sinner's Prayer" jest r贸wnie 艂adne, co zadziorne, wiedzie je przyjemnie brzmi膮ca gitara, pojawia si臋 i pianino, cho膰 zapewne nie jest to piosenka, kt贸rej oczekiwa艂oby si臋 po Lady Gadze. Na p艂ycie sporo jest zreszt膮 piosenek za kt贸rymi sta膰 by m贸g艂 ktokolwiek, nie jako艣 specjalnie porywaj膮cych, niew膮tpliwie 艂adnych, ale bez czegokolwiek unikatowego dla Gagi, co wskazywa艂oby, 偶e nie mamy do czynienia z jak膮kolwiek inn膮 gwiazd膮 (country-)popu. Czego艣 po prostu tym kompozycjom brakuje, niewiele, ale wystarczaj膮co by nawet najlepsze z nich podgrza艂y temperatur臋 co najwy偶ej do zadowalaj膮co letniej. "A-Yo" to po prostu bezpretensjonalnie radosna piosenka bez udziwnie艅. Zadziorny, chwytliwy i ca艂kiem pomys艂owy "John Wayne" najbardziej zbli偶a si臋 do idea艂u hybrydy typowo przebojowego warsztatu Gagi i stylistyki obranej na "Joanne". I wreszcie "Hey Girl" z udzia艂em Florence, cho膰 pewnie rozczaruje wszystkich oczekuj膮cych epickiej wokalnej batalii, to jest piosenk膮 po prostu od艣wie偶aj膮co bezpretensjonaln膮.

Jak ca艂a zreszt膮 p艂yta. Nie ma tutaj mielizn i okazjonalnego ci臋偶aru "ARTPOP", cho膰 nie ma te偶 a偶 tylu chwytliwie przebojowych fragment贸w. Kierunek obrany na "Joanne" jest jak najbardziej po偶膮danym, ale m贸wi膮c wprost, podobnie zreszt膮 jak na poprzedniku, zawiod艂y kompozycje i produkcja. Refleksja na ten temat jednak kolejny raz zawiod艂a i wyci膮gni臋to ca艂kowicie b艂臋dne wnioski, bo o kolejnym albumie Gagi ju偶 m贸wi si臋 jako o "ARTPOP 2". O tym, 偶e Gaga zdolna jest do napisania wielkich popowych melodii wiemy ju偶 z jej dw贸ch pierwszych p艂yt, ale zdecydowanie potrzebuje dobrego i najlepiej jednego tylko producenta, kt贸ry przetrzebi jej pomys艂y, dopilnuje temperatury tych najlepszych i przede wszystkim oprawi je w satysfakcjonuj膮c膮 warstw臋 muzyczn膮. I ju偶 bez znaczenia czy b臋dzie to eurodance z "Born This Way", wyuzdany pop z "ARTPOP" czy country z "Joanne". Tej ostatniej naprawd臋 szkoda, bo cho膰 jest to dobra p艂yta to ju偶 przemija w starciu z konkurencj膮 i z reszt膮 dyskografii Gagi. 7/10 [Wojciech Nowacki]

18 grudnia 2017


"I Don't Think So" to bez 偶adnej przesady jeden z najlepszych album贸w tego roku. I jeden z najbardziej wyczekiwanych, Nvmeri pracowali nad nim bowiem a偶 cztery lata torturuj膮c nas okazjonalnie fenomenalnymi singlami. "Entropy" i "Scales" nie znalaz艂y si臋 zreszt膮 na albumie, co nie jest w gruncie rzeczy z艂ym pomys艂em, wi臋cej przestrzeni zdoby艂y sobie bowiem nowe kompozycje. Oraz "Art Of The Trial", modelowy wr臋cz dla S艂owak贸w przeb贸j. Ich muzyka nie jest jednak wydumanie artystowska, cho膰 odnale藕膰 w niej mo偶na math-rockowe struktury to zmi臋kczaj膮 je odniesienia do indie-popu z po艂owy lat zerowych. A o tym, 偶e s膮 to tylko umiej臋tnie powplatane odniesienia a nie proste inspiracje 艣wiadczy ca艂o艣膰 albumu. Zaskakuj膮co ujawniaj膮 si臋 tu jazzuj膮ce elementy w czym pomaga 偶ywa sekcja rytmiczna efektownie wprz臋gni臋ta do wsp贸艂pracy z syntezatorami. Cytaty z lat osiemdziesi膮tych wyj膮tkowo nie irytuj膮, pokazuj膮 raczej wiedz臋 i instynktowne rozumienie przebojowo艣ci, na miejscu s膮 nawet zabawne przerywniki, 艂膮cznie z intrem, kt贸re zabrzmi znajomo wszystkim podr贸偶uj膮cym po Czecho-S艂owacji pewnymi 偶贸艂tymi autobusami. To wszystko tylko po艂owa sukcesu Nvmeri, reszta nale偶y do ob艂臋dnie zamszowego, delikatnego i pewnego siebie zarazem wokalu.


Ambient zazwyczaj mo偶e by膰 albo koj膮cy, albo niepokoj膮cy. Izanasz 艂膮czy obie te skrajno艣ci emocjonalnego spektra na, nomen omen, "Spectral Cascades", cho膰 ostrzec trzeba, 偶e z premedytacj膮 niezbalansowane poziomy g艂o艣no艣ci mog膮 solidnie wystraszy膰. R贸wnie偶 dzi臋ki temu jest to materia艂 wr臋cz geograficznie plastyczny, bardziej ni偶 ewokowa膰 typowo ambientow膮 senn膮 sinusoid臋 sprawia wra偶enie powolnego przesuwania si臋 nas poszarza艂ym krajobrazem w kt贸rym z wolna wy艂aniaj膮 si臋 sporadyczne, lecz nieoczekiwane kszta艂ty. Ta艣ma ta staje si臋 zatem jednym na najja艣niejszych (heh) punkt贸w w katalogu z uwag膮 przez nas obserwowanego Genot Centre.


Ventolin faktycznie niczym gwa艂townie aplikowany aerozol przenika ju偶 przez nasze granice, pojawia si臋 na koncertach, festiwalach, zbli偶a si臋 do polskich techno-niezalowych 艣rodowisk. Wreszcie ma ku temu pow贸d w postaci nowego albumu "Vitajte", kt贸ry ukaza艂 si臋 a偶 po pi臋ciu latach od d艂ugograj膮cego debiutu "Totem". Je艣li Jakub Adamec by艂 dla kogo艣 zbyt kwa艣ny i kanciasty to niech si臋gnie po Ventolin bez zb臋dnych obaw. "Vitajte" jest g臋ste, ale nie przyt艂aczaj膮ce, ciep艂e i przestrzenne brzmieniowo, melodyjne i taneczne zarazem, proste, lecz pomys艂owe. Doszuka膰 mo偶na si臋 tu nawet lekko post-/dance-punkowego posmaku nieod偶a艂owanego projektu Kazety, kt贸rego Ventolin by艂 cz臋艣ci膮. Wzros艂o natomiast podobie艅stwo do Midi Lidi, by膰 mo偶e odrobin臋 za bardzo, ale to偶samo艣膰 Ventolina bardziej ni偶 w s艂ownych gierkach kryje si臋 w satysfakcjonuj膮cych bitach. Nie wierzcie mu gdy 艣piewa You're never gonna be satisfied.


Kolejne dwa lata min臋艂y i mamy kolejn膮 p艂yt臋 Vlo啪te ko膷ku. "SEAT" nadjecha艂 w 2013 roku, "Hedvika" pojawi艂a si臋 w roku 2015 a dzi艣 mamy tu "Klub Bublinka". Ciesz膮 g艂upotki takie jak sampel z 2 Unlimited, bit ci膮gle jest twardy i nadal efektownie miesza si臋 z g贸ralskim niemal folklorem. Elektronika flirtuje z najgor臋tszymi spo艣r贸d archaicznych trend贸w lat dziewi臋膰dziesi膮tych i absolutnie nie nale偶y si臋 dziwi膰, 偶e album nie dysponuje 偶adnymi bandcampowymi tagami. Vlo啪te ko膷ku konsekwentnie nie spos贸b zakwalifikowa膰 do cho膰by najbardziej sceny czy gatunku. Unikat ten najlepiej do艣wiadczy膰 na 偶ywo, wersje studyjne dla przygodnego ucha mog膮 okaza膰 si臋 odrobin臋 zbyt g臋ste, st膮d te偶 cieszy lekkie zredukowanie na "Klub Bublinka" mechanicznych wokali. Cho膰 mo偶e mi si臋 wydaje, u Vlo啪te ko膷ku 艂atwo straci膰 orientacj臋.


Monika Na膷eva to na czeskiej scenie instytucja i przy okazji uosobienie jej historii w pigu艂ce. Karier臋 rozpocz臋艂a jako aktorka, jej debiut muzyczny przypad艂 na po艂ow臋 lat dziewi臋膰dziesi膮tych, z艂ote czasy kaset i wszechobecnego pop-rocka (p艂yta "Mo啪nosti tu sou..."). Nie tylko symboliczna przemiana dokona艂a si臋 na albumie "Mami", pod kt贸rym podpisali si臋 r贸wnie偶 gitarzysta Michal Pavl铆膷ek i turntablista DJ Five. Kolejna p艂yta "The Sick Rose", tym razem z producentem Timem Wrightem, okaza艂a si臋 jednym z najlepszych czeskich elektronicznych album贸w ostatniej dekady. Z Justinem Lavashem powr贸ci艂a do d藕wi臋k贸w akustycznej gitary na p艂ycie "Milostn媒 slabiky", z kwartetem smyczkowym za艣 podsumowa艂a w艂asn膮 karier臋 na albumie "Na svahu". Nie tylko zatem ch臋tnie wsp贸艂pracuje z niezale偶nymi muzykami (s艂owacki Pkrek na p艂ytach "Bl铆zke stretnutie" i "Ariesynth"), ale przede wszystkim zas艂uguje na wielki szacunek tym, 偶e w przeciwie艅stwie do wi臋kszo艣ci wokalistek, kt贸re przesz艂y do kr臋gu alternatywy ze 艣wiata pop-rocka, nawet nie pr贸buje udawa膰, 偶e jest to jej w pe艂ni autorska tw贸rczo艣膰, nie podpisuje si臋 wy艂膮cznie swoim imieniem i zawsze eksponuje swych r贸wnorz臋dnych partner贸w. Do elektroniki powr贸ci艂a na nowym albumie "Pr暖van v hlav臎", kt贸ry po raz kolejny 艂膮czy jej g艂os z niemal hiphopowym bitem za kt贸rym stoj膮 s艂owacki beatmaker Tentato i po raz kolejny DJ Five.


Jednym z najbardziej w ostatnich latach wyczekiwanych album贸w by艂 formalny d艂ugograj膮cy debiut grupy Fiordmoss. Dwie epki, "Gliese" z 2010 roku i "Ink Bitten" z roku 2012, do艣膰 mocno pobudzi艂y czesk膮 scen臋, w mi臋dzyczasie zesp贸艂 odegra艂 szereg naprawd臋 intryguj膮cych koncert贸w, przeni贸s艂 si臋 z Brna do Pragi, st膮d ostatecznie do Berlina, gdzie powsta艂a p艂yta "Kingdom Come". Fiordmoss to do艣膰 artystowski projekt, dopracowany do najmniejszego szczeg贸艂u, od oprawy wizualnej po pieczo艂owit膮 produkcj臋, wida膰 wyra藕nie lata wyt臋偶onej pracy nad w艂asn膮 to偶samo艣ci膮. St膮d te偶 przy okazji "Kingdom Come" nie da si臋 ju偶 m贸wi膰 o "lokalnej odpowiedzi na skandynawski pop". To akurat popowy pierwiastek zosta艂 na albumie najbardziej zredukowany, ale muzyka Fiordmoss nadal hipnotyzuje a swym p贸艂mroku skrywa ca艂e konstelacje detali.


Na koniec drobnostka, ale istotna. Tom谩拧 Havlen by艂 po艂ow膮 duetu post-hudba, bywalcom praskich koncert贸w znany jest jako jeden z najlepszych d藕wi臋kowc贸w, w ostatnich latach za艣 konsekwentnie wyrasta na topowego producenta. Sundays On Clarendon Road, Aid KidLukas Landa, Mayen, wszyscy doczekali si臋 jego produkcji lub przynajmniej miksu, do tego masteringu od jego brata Martina. Ten niezwykle sympatyczny cz艂owiek t艂a wreszcie robi ma艂a krok wprz贸d i jako Spomenik wydaje epk臋 "Contingency". Na razie trzy utwory wystarczaj膮 by pokaza膰 jak robi si臋 g臋st膮 i jednocze艣nie lekk膮 elektronik臋, ale zdecydowanie czekamy na wi臋cej.



[Wojciech Nowacki]

12 grudnia 2017


KRISTEN LAS, [2016] Instant Classic || P艂ywamy po powierzchni alternatywy. Wszystko jest tu wi臋kszym lub mniejszym uproszczeniem, ale m贸g艂by to by膰 nasz jednozdaniowy manifest. Od pocz膮tku chodzi艂o mi o propagacj臋, o zach臋t臋, o pokazanie, 偶e nie trzeba si臋ga膰 zbyt g艂臋boko, 偶eby odnale藕膰 dos艂ownie rozumian膮 alternatyw臋. Muzyk臋 zaspokajaj膮c膮 ca艂e spektrum emocjonalnych potrzeb, r贸wnie satysfakcjonuj膮c膮, r贸偶norodn膮 i przyst臋pn膮, co bardziej oczywiste pierwsze wybory z popularnej linii rozpostartej mi臋dzy popem a rockiem. Pi臋tna艣cie, dwadzie艣cia lat temu rzeczy o kt贸rych pisuj臋 mog艂y uchodzi膰 i faktycznie uchodzi艂y za g艂臋bok膮 alternatyw臋, ale czasy si臋 zmieni艂y, granice mi臋dzy mainstreamem a niezale偶nymi potoczkami ca艂kowicie si臋 rozmy艂y. Na marginaliach kwitn膮 zatem kolejne niezwyk艂e efemerydy, mikrogatunki, netlabele, niezaprzeczalnie ciekawe zjawiska, kt贸re do艣膰 bezrefleksyjnie wzdychaj膮 za wi臋ksz膮 popularno艣ci膮. Je艣li jednak nadal s膮 na 艣wiecie fajni, inteligentni ludzie dla kt贸rych szczytem muzycznego wyrafinowania b臋dzie U2 to bardzo mi przykro, ale nie b臋d臋 pisa艂 o field-recordingu czy kasetowym ambiencie.

Najbli偶ej prze艂amania szklanego sufitu rozdzielaj膮cego alternatyw臋 od rockistowskiego i popowego mainstreamu by艂a polska scena w samych pocz膮tkach tego 艣wiatowego procesu, kiedy istnia艂o Sissy Records, dzia艂a艂 Ampersand a Rojek zamiast festiwalu mia艂 audycj臋 radiow膮. Co艣 jednak popsu艂o si臋 po drodze, mamy co prawda po艣wi臋cony polskiej muzyce kwartalnik, ale 偶ywotom labeli brakuje stabilno艣ci, ich tradycje s膮 kr贸tkotrwa艂e a tzw. niezal wydaje si臋 zajmowa膰 g艂贸wnie sam sob膮. Blogosfera, wydawcy, muzycy zbyt mocno uczestnicz膮 w chowie wsobnym, w艂asnym i bardzo hermetycznym mikro-艣wiatku, kt贸ry o偶ywiaj膮 takie aferki jak lament nad ko艅cem dzia艂alno艣ci jednego z netlabeli czy rozgor膮czkowanie wok贸艂 pewnej recenzji pewnego zespo艂u. Kristen symptomatycznie przeszli przez wszystkie niemal etapy polskiej alternatywy, wydawa艂 ich Gustaff, Ampersand, Lado ABC czy wreszcie Instant Classic, dzi艣 flagowiec p艂yn膮cy pod polsk膮 bander膮 na zagraniczne wody. W jego katalogu Kristen pe艂ni膮 w towarzystwie znacznie nowszych imion rol臋 jakby prekursor贸w, stabilnych i zapomnianych klasyk贸w, zbyt ma艂o jednak awangardowych. "LAS" odnajduje nas zatem dok艂adnie tam, w艂a艣nie tam gdzie znajdowa膰 si臋 chcemy. Powierzchnia alternatywy, za 艂atwa dla trudnych, a dla 艂atwych za trudna.


M贸wi膮c wprost, trzeba by膰 bezdusznym potworem, 偶eby "LAS" ju偶 od pierwszych rytm贸w obezw艂adniaj膮cego "SALTA" nie wywo艂a艂 emocjonalnej odpowiedzi. Tym razem bowiem destylat Kristen wreszcie oddzia艂uje bardziej na emocje ni偶 intelekt, co zawsze by艂o lekk膮 przywar膮 zespo艂u i nawet na niemal idealnym poprzedniku "The Secret Map" prowadzi艂o do lekko schizofrenicznego efektu. Nie znaczy to, 偶e "LAS" jest jakim艣 mitycznym punktem docelowym do kt贸rego zmierza艂a ca艂a kariera Kristen, ka偶da z p艂yt dysponowa艂a w艂asnym, charakterystycznym wyr贸偶nikiem i nie mamy powod贸w by s膮dzi膰, 偶e i kolejne albumy nie b臋d膮 si臋 r贸偶ni膰 i dalej poszukiwa膰. "LAS" zbudowany zosta艂 jednak na prostocie, odarciu ze zb臋dnych warstw, dotarciu do pierwotnego, motorycznego rdzenia. W pewnym wr臋cz sensie zatacza ko艂o do debiutu "Kristen", przynajmniej pod wzgl臋dem uproszczenia instrumentarium, kompozycyjnie bowiem radykalizuje si臋 jeszcze bardziej porzucaj膮c jakiekolwiek zawik艂ane post-rockowe struktury. Zap臋tlona rytmika "LASU" jest w istocie transowa, ale ju偶 niekoniecznie plemienna, wydaje si臋 by膰 znacznie bardziej mechaniczna ni偶 naturalistyczna. Pobrzmiewa tu raczej technologiczny optymizm post-apokalipsy. Je艣li Mogwai na "Atomic" pokazali nam drog臋 do nuklearnej zag艂ady a Boards Of Canada na "Tomorrow’s Harvest" trawione g艂odem atomowe zgliszcza, to krautowa motoryka Kristen wskazuje na 艣wiat 偶ywej, 艣wiadomej i pozostawionej samej sobie maszynerii, by膰 ten sam, kt贸ry znacznie bardziej niepokoj膮co 艢cianka odmalowa艂a na "Niezwyci臋偶onym". "LAS" wci膮ga i poch艂ania, jego idealne proporcje i emocjonalna karuzela sprawiaj膮, 偶e do p艂yty powraca si臋 natychmiast i niemal kompulsywnie. Nawet bez piosenkowo艣ci b臋d膮cej najlepszym elementem "The Secret Map" najnowsza p艂yta Kristen jest perfekcyjnie przyst臋pn膮. Nie potrzebujecie zna膰 艣rodowiska, niczego wiedzie膰, niczego rozumie膰, stara膰 si臋 niczego docenia膰, mie膰 偶adnego przygotowania. "LAS" jest dok艂adnie tak膮 p艂yt膮 o jakiej zawsze chcia艂em tutaj napisa膰. 10/10 [Wojciech Nowacki]

6 grudnia 2017


ESAZLESA Spole膷nost ps暖, [2017] Day After || Tw贸rczo艣膰 esyzlesy, szczeg贸lnie ta sprzed do艣膰 niepokoj膮cego zawieszenia dzia艂alno艣ci, wydawa艂a si臋 zawsze by膰 stosunkowo 艂atw膮 do zaszufladkowania. Hardcore, screamo, post-metal, s艂owa klucze, bandcampowe tagi. Nie przynale偶膮c bezpo艣rednio do 偶adnego, esazlesa si臋ga po ka偶dy z nich, z tym akurat wi臋c nie spos贸b si臋 nie zgodzi膰. Wyj膮tkowo b艂臋dnym przekonaniem jest natomiast pogl膮d o agresywno艣ci tej muzyki. Wr臋cz przeciwnie, "Spole膷nost ps暖" ma zgo艂a uspokajaj膮cy efekt, jakby sw膮 intensywno艣ci膮 budowa艂a wok贸艂 nas ochronny mur, kt贸ry broni nas przed agresj膮 zewn臋trznego 艣wiata. Albo niczym r贸偶owa zapewne mg艂a otacza艂a nas i raczej wysysa艂a z nas negatywne emocje ni偶 je prowokowa艂a.

"Odvracen铆 se" liczy ponad siedem minut, jest zatem z pewno艣ci膮 pe艂nowarto艣ciow膮 kompozycj膮, ale jednocze艣nie okazuje si臋 by膰 idealnym intrem, obiecuje bowiem bogat膮, wielow膮tkow膮 kontynuacj臋. Kojarz膮cy si臋 z Mono, ale na szcz臋艣cie znacznie bardziej wyrafinowany, post-rockowy klangor punktowany jest basem, do kt贸rego stopniowo do艂膮czaj膮 perkusyjne t膮pni臋cia a wraz z pojawieniem si臋 gitary ca艂o艣膰 nabiera posmaku lat dziewi臋膰dziesi膮tych, lecz w spos贸b jakim reprezentowa艂 je cho膰by Tool. W piosence tytu艂owej esazlesa wraca do swej hardcorowej przesz艂o艣ci, na wyra藕nym HC-rozbieganiu bazuje te偶 "V mrac铆ch", kt贸re przekszta艂ca si臋 w wyj膮tkowo skoczny, mocny fina艂, kt贸ry z 艂atwo艣ci膮 m贸g艂by zako艅czy膰 p艂yt臋, cho膰 to akurat pozbawi艂oby nas tak potrzebnie koj膮cego "Bez lid铆".


Tytu艂owa "Spole膷nost ps暖" inkorporuje te偶 wreszcie markowy dla esyzlesy screamo-wokal, rzecz do kt贸rej nigdy nie by艂em przekonany, ale tutaj sprawdza si臋, otoczona jest bowiem przez znakomit膮 warstw臋 instrumentaln膮, nie jest nadu偶ywana i prze艂amuj膮 j膮 a to tutaj tr膮bka, a to gdzie indziej 偶e艅skie dope艂nienie ("V dobr茅m i zl茅m"). Muzycznie dzieje si臋 tu naprawd臋 sporo, ca艂o艣膰 jest przy tym sp贸jna, anga偶uj膮ca, nie nudzi, ale te偶 nie stara si臋 zaskakiwa膰 dla samej efektowno艣ci, sk艂ania raczej do zadumy nad przemy艣lanymi i pieczo艂owicie implementowanymi inspiracjami cz艂onk贸w grupy. Sekcja rytmiczna potrafi kreowa膰 wr臋cz funkuj膮co-jazzuj膮c膮 g艂臋bi臋 w rozp臋dzonym "Mezek" czy w zadziornym i autentycznie przebojowym "Egerland", kt贸ry przynosi te偶 prosty, chwytliwy, po艂udniowy hard-rock, kt贸rym w czasach "Load" szczyci艂a si臋 Metallica. Koronkowa gitara cz臋艣ciej za艣 przypomina Johna Frusciante ni偶 post-metalowe 艣ciany d藕wi臋ku. P艂yta jest tak g臋sta i pe艂na sp贸jnie powi膮zanych pomys艂贸w, 偶e trudno wskaza膰 jej emocjonalne czy narracyjne centrum (mo偶e chwila wytchnienia w "_"), ale ani nie przyt艂acza, ani nie m臋czy. Najcz臋艣ciej jest po prostu otwarcie przebojowa czy wr臋cz podnosz膮ca na duchu niczym weselsze kompozycje Mogwai ("St. Tropez II").

"Spole膷nost ps暖" to muzyka organiczna w tym sensie, 偶e w twardym, mi臋sistym ciele nawet nie pr贸buje ukrywa膰 melodyjnej, melancholijnej duszy. 艢wietna p艂yta, 艣wietna ok艂adka, utalentowani muzycy a ca艂膮 t膮 dobro膰 pobra膰 mo偶ecie za darmo, cho膰 lepiej wesprzyjcie es臋zlesa. Wirtualnie lub na jednym z koncert贸w, je艣li b臋dziecie mieli okazj臋. Jeden z najlepszych rockowych album贸w roku 2017 sobie na to zas艂u偶y艂. 8.5/10 [Wojciech Nowacki]

30 listopada 2017


MARILYN MANSON Heaven Upside Down, [2017] Loma Vista || S艂uchanie albumu Marylina Mansona to do艣wiadczenie troch臋 podobne do ogl膮dania porno. Bawi i anga偶uje w trakcie, ale potem w pami臋ci nie pozostaje nic poza poczuciem czysto utylitarnej satysfakcji, ewentualnie lekkiego za偶enowania. Od fabu艂y przez produkcj臋 po efekty, wiemy dok艂adnie czego si臋 spodziewa膰 i w艂a艣nie to otrzymujemy. Manson oferuje jednak co艣 jeszcze, nostalgi臋, na kt贸rej 偶eruje r贸wnie 艣wiadomie, co udanie. Do tego stopnia, 偶e zauwa偶y膰 trzeba ma艂y renesans jego kariery na dw贸ch ostatnich albumach wsparty ci膮g艂ym i 偶ywym zainteresowaniem jego wysoce rozrywkowymi koncertami.

Na temat "The Pale Emperor" nasz drogi Kuba z w艂a艣ciwym sobie urokiem troch臋 pomarudzi艂. Po do dzi艣 fenomenalnej trylogii album贸w "Antichrist Superstar" - "Mechanical Animals" - "Holy Wood (In The Shadow Of The Valley Of Death)" ka偶da kolejna p艂yta, z wyj膮tkiem mo偶e paru pojedynczych singli, budzi艂a coraz mniejsze zainteresowanie i trend ten odwr贸ci艂 dopiero "The Pale Emperor". Manson wreszcie za艂apa艂 si臋 na fal臋 winylowej fascynacji wydaj膮c r贸wnie gustowny, co efektowny fizyczny artefakt, lecz p艂yta ta nie tylko dobrze wygl膮da艂a, ale te偶 brzmia艂a. Cho膰 przynios艂a kilka naprawd臋 zadowalaj膮cych przeboj贸w to jednocze艣nie, g艂贸wnie za spraw膮 noir-bluesowej atmosfery, wydawa艂a si臋 zapocz膮tkowywa膰 dojrza艂y etap kariery Mansona, spokojniejszego, stylowego i samo艣wiadomego. Za wszystko to odpowiada艂 Tyler Bates, jego nowy wsp贸艂pracownik, producent, gitarzysta i wsp贸艂kompozytor. Ten sam duet odpowiada za "Heaven Upside Down", co zaskakuje, bo jest to p艂yta zupe艂nie inna od poprzednika.


Zamiast Mansona refleksyjnego, mamy tu zn贸w krzykliwego, domoros艂ego prowokatora, z ulubionymi s艂贸wkami fight, fuck, kill, panoram膮 biblijnych obraz贸w, nastoletni膮 EMOcjonalno艣ci膮 oraz s艂abo艣ci膮 do cyfr i CAP$LOCKA. Ju偶 brudny wokal, brzmienie lat dziewi臋膰dziesi膮tych i echa wczesnej agresji w "Revelation #12" sprawiaj膮 zaskakuj膮co od艣wie偶aj膮ce wra偶enie. P贸藕niej znajdzie si臋 tu i elektroniczny industrial w stylu Nine Inch Nails ("SAY10"), i taneczna przebojowo艣膰 Bowiego ("KILL4ME"), troch臋 horroru ("Saturnalia"), niezamierzonego pewnie pastiszu ("JE$U$ CRI$I$"), echa grunge'owej przebojowo艣ci ("Heaven Upside Down"), sabbathowy riff a'la Queens Of The Stone Age ("Threats Of Romance"), czy pachn膮ce smarem do czyszczenia broni po艂udniowe brzmienie Batesa ("Tattooed In Reverse"), kt贸rego nota bene nieprzypadkowo us艂ysze膰 teraz mo偶emy jako autora muzyki do "Marvel's The Punisher", najlepszego (sic!) marvelovego serialu Netflixa.

A skoro ju偶 jeste艣my przy zapachu krwi i broni. W piosence o symptomatycznym dla "Heaven Upside Down" tytule "WE KNOW WHERE YOU FUCKING LIVE" Manson 艣piewa I love the sound of shells hitting the ground, man, p艂yta tematyk膮 broni palnej jest zreszt膮 wype艂niona a偶 po krwi艣cie przelewaj膮ce si臋 brzegi. 艁atwo jednak w pierwszym odruchu przeoczy膰 jak bardzo ironiczna jest ta postawa Mansona, dzi艣 jeszcze bardziej ni偶 zwykle krytycznego wobec stanu Ameryki. W "Blood Honey" sam zreszt膮 zwraca uwag臋, 偶e najbardziej 偶ywio艂owo jest odbierany w艂a艣nie jako prowokator, nie jako polityczny komentator (You only say that you want me / When I'm upside down, / Upside down) czy autor prostych, ale naprawd臋 zr臋cznych s艂贸w i symboliki (Sideways for attention / Longways for results / Who are you going to cross? w "KILL4ME"). Operuj膮c postaci膮 Marylina Mansona symbolik臋 naprawd臋 dobrze ma opanowan膮, je艣li 艣piewa wi臋c So you say "GOD" / And I say "SAY10", to nie chodzi tu o 偶adn膮 satanistyczn膮 podjark臋, ale prost膮 i racjonaln膮 obserwacj臋, 偶e powo艂ywanie si臋 na oba te fikcyjne byty jest r贸wnie bezcelowe.

Najwa偶niejsze jednak, 偶e "Heaven Upside Down" to nie za d艂uga, niemal bez wyj膮tku przebojowa p艂yta, kt贸ra udanie 艂膮czy brzmieniow膮 odnow臋 "The Pale Emperor" z nostalgicznym powiewem czas贸w, gdy w podstaw贸wce s艂uchali艣my z wypiekami na twarzy "Antichrist Superstar". A pod tym wszystkim skrywa tak potrzebny dzi艣 komentarz. 8/10 [Wojciech Nowacki]

25 listopada 2017


LALI PUNA Two Windows, [2017] Morr Music || W tym roku tzw. powrot贸w mieli艣my ju偶 ca艂kiem sporo, cho膰 wydaje si臋, 偶e wystarczaj膮 coraz kr贸tsze przerwy mi臋dzy albumami by ten nowy okrzykni臋ty zosta艂 gor膮czkowo wyczekiwanym. Bardziej zatem chodzi o status wykonawcy i komfort p贸藕nego etapu kariery, tym wi臋ksze zatem rozczarowanie szeregiem p艂yt z szeroko rozumianego kr臋gu indie-rocka. Lali Puna natomiast na automatyczn膮 uwag臋 z pewno艣ci膮 zas艂u偶y艂a. Od poprzedniego albumu up艂yn臋艂o a偶 siedem lat i nie popsuj臋 specjalnej niespodzianki je艣li od razu zdradz臋, 偶e w przypadku "Two Windows" mamy do czynienia z powrotem naprawd臋 udanym. Tymczasem krytyczny odd藕wi臋k w艂a艣ciwie nie istnieje, z trudem odnale藕膰 mo偶na jakiekolwiek istotne reakcje poza rodzimymi Niemcami.


Czy偶by brzmienie kt贸re na prze艂omie stuleci Lali Puna wsp贸艂tworzy艂a razem z labelem Morr Music i ca艂膮 niemieck膮 scen膮 wcale nie by艂o tak ponadczasowe a w roku 2017 mo偶e wydawa膰 si臋 archaiczne? Nikt ju偶 nie pami臋ta jak w erze "Kid A" najwi臋kszym fanem i propagatorem Lali Puny by艂 Jonny Greenwood z Radiohead? Poj臋cia "laptopowej elektroniki" czy tzw. "emotroniki" ju偶 nie budz膮 偶adnych skojarze艅? Brzmienie wczesnych lat zerowych oczywi艣cie niekoniecznie musi by膰 dzi艣 kultywowane, lecz zapami臋tane by膰 powinno, wtedy przecie偶 w艂a艣nie burzona by膰 zacz臋艂a 艣ciana mi臋dzy tzw. alternatyw膮 a mainstreamem. O tym, 偶e wykonawcy z tych kr臋g贸w i dzi艣 potrafi膮 dostarczy膰 艣wie偶ej i mocnej muzyki przekonali ju偶 The Notwist albumem "Close To The Glass z 2014 roku. Paradoksalnie, wydaje si臋, 偶e powr贸t Lali Puny utrudni艂... jej poprzedni powr贸t. "Our Inventions" ukaza艂o si臋 po sze艣ciu latach od "Faking The Books", p艂yty by膰 mo偶e nie najbardziej reprezentatywnej dla brzmienia Lali Puny, ale prawdopodobnie najlepszej i z pewno艣ci膮 najbardziej kreatywnej. Nast臋pcy z roku 2010 nie da艂o si臋 jednak skwitowa膰 innymi s艂owy ni偶, ot, typowa Lali Puna. Za p贸藕no na kontynuacj臋, za wcze艣nie na nostalgi臋. "Two Windows" tymczasem przynosi nie tylko klasyczne brzmienie, ale i udanie od艣wie偶a je korzystaj膮c z dorobku wsp贸艂czesnej elektroniki.

Co ciekawe, cz艂onkiem grupy nie jest ju偶 Markus Acher z The Notwist. Uwaga zawsze zas艂u偶enie skupia艂a si臋 na liderce Valerie Trebeljahr, tym razem te偶 na albumie pojawia si臋 szereg go艣ci. A to Dntel, a to harfistka Mary Lattimore, ale zupe艂nie jakby ich nie by艂o. Wra偶enie jest raczej takie, 偶e albo doskonale si臋 wpisuj膮 w brzmienie Lali Puny, albo nie wnosz膮 do niego nic czego by艣my si臋 ju偶 po formacji nie spodziewali. P艂yta jest sp贸jna, stylowa, nawet w "The Bucket" ci臋偶ko rozpozna膰 cover Kings Of Leon a nie typow膮 kompozycj臋 Lali Puny. Za tak膮 z pewno艣ci膮 uchodzi膰 mo偶e singlowe "Deep Down", piosenka 艂adna, ale niebezpiecznie zachowawcza. Album pe艂en jest bowiem moment贸w w kt贸rych Lali Puna podnosi ocz臋ta znad przys艂owiowego laptopa i posy艂a nam i艣cie zadziorne spojrzenia. House'owa g艂臋bia "The Frame", pozornie nieczytelny bit i wznosz膮ce napi臋cie "Come Out Your House", efektowny fina艂 "Her Daily Break", gitara symbolicznie punktuj膮ca "Wonderland", wszystkie te elementy s膮 inteligentnie powplatane w charakterystyczny r臋kopis Lali Puny. To nadal klasyczny, cho膰 zapomniany avant-pop z elementami krautu, post-rocka, microhouse'u. Wszystko to w po艂膮czeniu z wizerunkow膮 ascetyczno艣ci膮 grupy, enigmatyczno艣ci膮 Valerie Trebeljahr, ba, nawet z lekkim politycznym mu艣ni臋ciem w tekstach sprawia, 偶e Lali Puna niezauwa偶alnie zajmuje tak potrzebne i opuszczone miejsce po Stereolab.

Powa偶nym problemem "Two Windows" jest jednak utw贸r tytu艂owy. 呕adna z pozosta艂ych kompozycji nie przybli偶a si臋 nawet do wci膮gaj膮cej, ob艂臋dnej z艂o偶ono艣ci tej piosenki, kt贸ra momentalnie wybija si臋 jako jeden z najlepszych singli tego roku, ale te偶 przy膰miewa ca艂膮 reszt臋 albumu. Lekko neurotyczne napi臋cie, kolejne za艂amania i warstwy rytmiczne, upstrzona mikro-ozdobnikami eskalacja stanowi膮 idealny miks pomi臋dzy emotronik膮 wczesnych lat zerowych i wsp贸艂czesn膮 elektronik膮 w stylu Pantha Du Prince. Lali Puna odzyska艂a wigor i je艣li tylko utrzyma owo dumnie wzniesione spojrzenie to ma jeszcze wiele do zaoferowania. 8/10 [Wojciech Nowacki]

11 listopada 2017


THE NATIONAL Sleep Well Beast, [2017] 4AD || Fenomenu albumu "High Violet" nigdy specjalnie nie rozumia艂em, cho膰 przyzna膰 trzeba, 偶e jest to w istocie kolekcja ca艂kiem udanych i przebojowych piosenek. By膰 mo偶e wi臋c troch臋 z przekory, ale jego nast臋pca "Trouble Will Find Me" od samego pocz膮tku spodoba艂 mi si臋 znacznie bardziej. W 艣wiecie The National by艂 to odpowiednik syndromu drugiej p艂yty, bo przyznajcie ilu z was tak naprawd臋 s艂ucha艂o grupy z p艂yt sprzed "High Violet". Ale uwa偶niejsze przes艂uchania sprawi艂y, 偶e "Trouble Will Find Me" zacz臋艂o mi si臋 jednak wydawa膰 p艂yt膮 do艣膰 jednorodn膮, w tym te偶 duchu napisa艂em jej recenzj臋, zyska艂o za艣 "High Violet". Dzi艣 z kolei "Trouble Will Find Me" zn贸w wydaje mi si臋 lepsze i bardziej r贸偶norodne, do obu album贸w mam jednak stosunek letni, tak jak i do samej grupy, ca艂a ta za艣 karuzela zmiennych emocji i ja艂owych dywagacji ods艂ania tak naprawd臋 tylko jedno. Mi臋dzy p艂ytami The National nie ma r贸偶nicy.

The National jest 艂adne, The National jest stylowe. Jest te偶 melancholijne, przebojowe, dobrze wyprodukowane, ale wszystkie te warto艣ci znajdziemy u innych wykonawc贸w w znacznie bardziej pasjonuj膮cych po艂膮czeniach i ilo艣ciach. Mam umow臋 z przyjaci贸艂k膮, 偶e je艣li pewnego dnia jedno z nas si臋 obudzi i pomy艣li, 偶e ma ochot臋 pos艂ucha膰 Stinga to drugie we藕mie dubelt贸wk臋 i je mi艂osiernie zastrzeli. Czy偶by wi臋c The National byli Stingiem indie-rocka? Cz臋sto si臋 o nich pisze w oklepanym kontek艣cie dojrza艂o艣ci, mo偶e wi臋c to kwestia wieku? Mo偶e lekkiego snobizmu? W ko艅cu pozytywnym reakcjom na "Sleep Well Beast" towarzysz膮 wr臋cz ekstatyczne w odniesieniu do oprawy graficznej tej p艂yty. Mierzymy wr臋cz wyra藕nie w target mog膮cy doceni膰 i pozwoli膰 sobie na gustowne artefakty. Od razu przeprosi膰 musz臋 za zestawienie ze Stingiem, bo The National jest naprawd臋 i 艂adne, i stylowe. Ale porank贸w z my艣l膮, o, to dobry dzie艅 na The National, nadal nie miewam.


"The System Only Dreams In Total Darkness" jako pierwszy singiel by艂 jednak wyj膮tkowo zach臋caj膮cy, punktuj膮ce pianino, zadziorna gitara, rytmiczne napi臋cie, ba, nawet sol贸wka, wszystko to efektownie eskaluje i podbite jest gustownie intryguj膮c膮 elektronik膮. Je艣li zatem mo偶na by艂o podejrzewa膰 przynajmniej delikatn膮 pr贸b臋 eksperymentowania to standardowo nudnawe "Guilty Party" oraz "Carin At The Liquor Store" rozwia艂y wi臋kszo艣膰 z艂udze艅. Elektronika jest na "Sleep Well Beast" obecna, ale najcz臋艣ciej przypomina jej popsut膮 wariacj臋 rodem z ostatniej p艂yty Bon Iver, w najlepszym za艣 razie zbli偶a si臋 do jej gustownego miksu z pianinem por贸wnywalnego z nowym Lambchop. Okazjonalnie jednak robi si臋 naprawd臋 ciekawie: nowoczesne, cho膰 ostatecznie niewykorzystane brzmienie "Empire Line", 艣wietny instrumentalny fina艂 "I'll Still Destroy You", sigurr贸sowe t艂o "Nobody Else Will Be There" to jednak tylko poutykane tu i 贸wdzie drobiazgi gin膮ce w typowych kompozycjach, typowym wokalu, typowym tempie i nastroju. Nietypowym natomiast braku przebojowo艣ci.

Zaskakuj膮co bowiem "Sleep Well Beast" wypada ostatecznie s艂abiej od swoich poprzedniczek, kt贸rym nie mo偶na by艂o przecie偶 odm贸wi膰 ca艂ej plejady chwytliwych piosenek. Tutaj The National zatrzymali si臋 w po艂owie drogi do od艣wie偶enia brzmienia zostawiaj膮c za sob膮 niew膮tpliw膮 chwytliwo艣膰. "Day I Die" raczej irytuje i wydaje si臋 do艣膰 wymuszone. Ale za to "Turtleneck" okazuje si臋 jednym utworem w kt贸rym The National przekuwaj膮 swoj膮 dojrza艂o艣膰, na naprawd臋 efektownie cedzon膮 z艂o艣膰. Najlepsz膮 zatem piosenk膮 na potencjalnie eksperymentuj膮cym z elektronik膮 albumie okazuje si臋 ta najbardziej korzennie rockowa. 6/10 [Wojciech Nowacki]

6 listopada 2017


GRIZZLY BEAR Painted Ruins, [2017] RCA || Otwarcie albumu przynosi poczucie niezm膮conego komfortu. "Wasted Acres" jazzuj膮c膮 atmosfer膮 i ciep艂ym analogowym brzmieniem sprawia wra偶enie nostalgicznej poczt贸wki z lat 70-tych. Organiczne d藕wi臋ki gitary, linia basu, szuraj膮ca perkusja i punktuj膮ce fina艂 pianino przypominaj膮 czasy szpulowych magnetofon贸w tak plastycznie, jakby kto艣 ustawi艂 kamer臋 na ulicy skandynawskiego miasteczka. Je艣li Grizzly Bear mia艂oby by膰 nabo偶nym zespo艂em to w艂a艣nie w takim ma艂omiasteczkowym protestanckim duchu. Skromnym, ale ufnym w owoce w艂asnej pracy i ostro偶nie optymistycznym.

"Wasted Acres" to bardzo udany pocz膮tek p艂yty po kt贸rym nast臋puje do艣膰 kontrowersyjny singiel "Mourning Sound". Troch臋 to podobny przypadek do Warpaint, kiedy to ambitnie zadumany wykonawca postanawia zabawi膰 si臋 w przeb贸j, ale o ile "New Song" by艂o autentycznym, modelowym hitem, to "Mourning Sound" wydaje si臋 by膰 do艣膰 wymuszonym. Niby 艣piewny i rytmicznie przebojowy, ale donik膮d nie prowadzi, niby wprowadza co艣 nowego, ale nie pasuje do kontekstu ca艂ego albumu, niby si臋 podoba, ale chyba tylko na zasadzie powt贸rnych przes艂ucha艅. Strukturaln膮 antytez膮 tej piosenki jest na szcz臋艣cie "Four Cypresses", kt贸re kontynuuje w膮tki nakre艣lone w "Wasted Acres", efektownie i przemy艣lanie eskaluje, tworzy zamkni臋t膮 ca艂o艣膰 i prezentuje si臋 niczym miniaturowa wariacja na temat art-rocka.


K艂opotliwie zaczyna by膰 ju偶 w "Three Rings". To nadal dobra kompozycja, cho膰 dodatek syntezator贸w i leniwy wokal zbli偶aj膮 j膮 niebezpiecznie do The National, co nie jest bynajmniej najbardziej zach臋caj膮cym skojarzeniem. Nadal warto doceni膰, 偶e mimo posiadania dw贸ch wokalist贸w utwory nie s膮 prze艣piewane i daj膮 odpowiednio wiele przestrzeni muzyce, ale ju偶 tutaj daje o sobie zna膰 szalej膮ca i w efekcie przyci臋偶ka perkusja. Ci膮偶y ona wyra藕nie na reszt膮 materia艂u, praktycznie do samego ko艅ca, nieprzypadkowo zatem przewa偶aj膮ca wi臋kszo艣膰 p艂yty zlewa si臋 w jedn膮 perkusyjnie rozedrgan膮 ca艂o艣膰. A to zrobi si臋 bardziej s艂onecznie, a to bardziej medytacyjnie, ale po wspomnianych wy偶ej pierwszych utworach, mo偶na by艂o si臋 spodziewa膰 si臋 p艂yty albo r贸偶norodnej, albo sp贸jnej, lecz z pewno艣ci膮 nie takiej, przy kt贸rej gubi si臋 uwag臋. Jednocze艣nie pe艂no jest tu produkcyjnych, aran偶acyjnych i kompozycyjnych element贸w, kt贸re na moment pozwol膮 si臋 zaduma膰 nad talentami poszczeg贸lnych muzyk贸w (i wokalist贸w), ale im wi臋cej ich wy艂uskujemy, tym silniejsze poczucie rozczarowania. "Painted Ruins" udanie obiecuje nadej艣cie czego艣 wi臋cej, co nigdy jednak nie nast臋puje.

Dopiero fina艂owe "Sky Took Hold" zn贸w podkr臋ca gustown膮 epicko艣膰 i zr臋czn膮 narracyjno艣膰 Grizzly Bear, b臋d膮c jednocze艣nie echem "Sun In Your Eyes" ko艅cz膮cego "Shields". Tamten album by艂 na tyle pomys艂owy i r贸偶norodny, 偶e i jego B-side'y okaza艂y si臋 warto艣ciow膮 ca艂o艣ci膮. "Painted Ruins" zawiera dok艂adnie te same sk艂adniki, ze 艣wiatotw贸rcz膮 gitar膮 i cz臋sto ob艂臋dnie 艣piewnymi wokalami na czele. Album nie nudzi i pozwala cieszy膰 si臋 jego poszczeg贸lnymi elementami. Tym razem czego艣 jednak zabrak艂o by zwi膮za膰 je w r贸wnie artystowsk膮 frapuj膮c膮 ca艂o艣膰. 7/10 [Wojciech Nowacki]

31 pa藕dziernika 2017


LAMBCHOP FLOTUS, [2016] City Slang || W momencie premiery tytu艂 dwunastej p艂yty Lambchop mo偶na by艂o odebra膰 jako filuterny 偶art Kurta Wagnera, id膮cy rami臋 w rami臋 z jego lirycznym poczuciem humoru, jak i z polityczn膮 orientacj膮. M贸wimy bowiem o nie tak odleg艂ych, lecz dzi艣 ju偶 zupe艂nie fantastycznych czasach, gdy 艣wiat g艂臋boko wierzy艂, 偶e najwi臋kszym wyzwaniem w powyborczej rzeczywisto艣ci b臋dzie to, jak w tytu艂owej roli pierwszej damy Stan贸w Zjednoczonych sprawdzi si臋 Bill Clinton. Dzi艣 pewnie silniej ni偶 kiedykolwiek nale偶y odrze膰 t膮 p艂yt臋 z oczywistych politycznych kontekst贸w i wyra藕niej akcentowa膰, 偶e "FLOTUS" nie jest akronimem First Lady of the United States, lecz skr贸tem od for love often turns us still. Owszem, na ok艂adce widnieje r臋ka Baracka Obamy na ramieniu 偶ony Kurta Wagnera, zadeklarowanej demokratki i dzia艂aczki politycznej w ich rodzimym stanie Tennessee, ale to jej w艂a艣nie jest ta p艂yta po艣wi臋cona. "FLOTUS" jest o mi艂o艣ci, wsparciu i wi臋ziach, cho膰 oczywistych to cz臋sto ukrytych.

Ukrywa si臋 tu r贸wnie偶 klasyczne brzmienie Lambchop. Album jeszcze przed premier膮 uchodzi艂 za radykalny brzmieniowo zwrot, 艣ledz膮c ich wcze艣niejsze albumy mo偶na jednak dostrzec do艣膰 naturaln膮 ewolucj臋. Przynajmniej od czas贸w zjawiskowego "Is A Woman" zesp贸艂 funkcjonuj膮cy pod szyldem alternatywnego country stylowo igra艂 z form膮, r贸wnie blisko mia艂 do medytacyjnego minimalizmu ("Is A Woman" w艂a艣nie, "OH (Ohio)"), co do pe艂nych niemal filmowego rozmachu aran偶acji ("Aw C'Mon / No, You C'Mon"), na "Damaged" pojawi艂 si臋 ju偶 jazzuj膮cy noir-ambient. "Mr. M" udanie po艂膮czy艂 wszystkie te elementy w p艂yt臋, kt贸ra z 艂atwo艣ci膮 uchodzi膰 mo偶e za esencjonaln膮 dla Lambchop, ale jednocze艣nie te偶 unosi艂o si臋 nad ni膮 silne wra偶enie ko艅ca drogi.


"In Care Of 8675309" to w warstwie instrumentalnej nadal klasyczne i niezmiernie stylowe Lambchop. Przez niemal dwana艣cie minut utworu, co ju偶 jest wyznacznikiem jego wyj膮tkowo艣ci, s艂yszymy tu i klasyczne d藕wi臋ki pianina, i charakterystyczne frazowanie gitary rytmicznej, i synkopuj膮c膮 偶yw膮 perkusj臋. Vocoderowy wokal Kurta Wagnera jest jednak zmian膮 tak drastyczn膮 i oczywist膮, dla ca艂ej p艂yty za艣 pierwszoplanow膮, 偶e ca艂kowicie dominuje nad nasz膮 percepcj膮 tej piosenki. W艂a艣nie, piosenki, kompozycja jest bowiem tak lekk膮, 偶e zupe艂nie nie czu膰 jej d艂ugo艣ci. Jednocze艣nie jest jednak zar贸wno wprowadzeniem do, jak i antytez膮 fina艂owego, osiemnastominutowego "The Hustle". Kraut-rockowe zap臋tlenie, mechanicznie terkocz膮ca elektronika, eksperymentalna struktura punktowane s膮 w nim d臋ciakami oraz, dla odmiany, ca艂kowicie naturalnym g艂os Wagnera.

Obie kompozycje s膮 klamr膮 spinaj膮c膮 album, jego dominant膮, nie jest jednak tak, 偶e wszystko to, co znajduje si臋 pomi臋dzy jest tylko budowaniem napi臋cia, muzyczn膮 mg艂膮 rozpylan膮 na drodze ku "The Hustle". Wokal Wagnera cz臋sto zatrzymuje si臋 tylko na etapie modulowanego gaworzenia spo艣r贸d kt贸rego okazjonalnie wybijaj膮 si臋 rozpoznawalne frazy. Zamiast typowego dla Lambchop snucia bardzo plastycznych opowie艣ci w warstwie tekstowej chodzi na "FLOTUS" o budowanie p艂ynnej, enigmatycznej atmosfery, ale nie tylko z tego powodu album ten staje si臋 ekwiwalentem "Kid A". Opus magnum Radiohead r贸wnie偶 uchodzi艂o za p艂yt臋 elektroniczn膮, podczas gdy jej najbardziej dojmuj膮cym pierwiastkiem by艂y w istocie elementy jazzu. Bardziej nawet ni偶 automat perkusyjny czy vocoder odbija si臋 tu pi臋tnem czasem jazzuj膮ce, czasem neoklasyczne, ale zawsze zr臋czne i naturalne pianino oraz cz臋sto obezw艂adniaj膮ce linie basu. Kompozycje cechuje lu藕na, ale bynajmniej nie szkicowa struktura, ka偶da wydaje si臋 by膰 zal膮偶kiem niezwykle zajmuj膮cej 偶ywej improwizacji, st膮d te偶 zupe艂nie nie czu膰 tu up艂ywu czasu. Nie czu膰 te偶 irytacji, co odr贸偶nia "FLOTUS" od "22, A Million", p艂yty z kt贸r膮 jest usilnie zestawiany. U Bon Iver fascynacja elektronik膮 jest poszatkowana, chaotyczna i skupiona wy艂膮cznie na rozemocjonowanym i niekoniecznie umiej臋tnym odkrywaniu nowych mo偶liwo艣ci, Lambchop natomiast gustownie i przemy艣lanie podporz膮dkowuje swe odmienione brzmienie grze w odkrywanie oczywistych, lecz ukrytych znacze艅. 8.5/10 [Wojciech Nowacki]

26 pa藕dziernika 2017


BEACH HOUSE B-Sides And Rarities, [2017] Bella Union || Od razu mo偶emy sobie darowa膰 dywagacje o tym, czy w przypadku Beach House B-side'y s膮 czym艣 wi臋cej ni偶 tylko rzecz膮 wy艂uskan膮 dla fan贸w. Nie s膮. Taka ju偶 jest natura tego typu album贸w, nie warto traci膰 czasu na poszukiwanie innego ich uzasadnienia, cho膰 przy innej okazji zastanowi膰 si臋 mo偶na nad wyj膮tkami, p艂ytami, kt贸re stanowi膮 jednak samodzielne, pe艂noprawne i sp贸jne dzie艂a. Tymczasem jednak sprawd藕my, czy "B-Sides And Rarities" przynajmniej ods艂ania jakie艣 nowe prawdy o Beach House.

Mamy tu po prostu par臋 kolejnych ich piosenek, kt贸re nie odbiegaj膮 niczym od tego, co duet ju偶 troch臋 stagnacyjnie pokazywa艂 na dw贸ch ostatnich albumach "Depression Cherry" i "Thank Your Lucky Stars" (r贸wnie 艂adne, co nijakie "Baby" czy niemal pastiszowo ju偶 brzmi膮ce "Chariot"). Pojawiaj膮 si臋 kompozycje o jako艣ci dema ("Baseball Diamond", "Play The Game", "Rain In Numbers"), niekt贸re nawet jak na Beach House wyj膮tkowo minimalistyczne ("Saturn Song"). S膮 tu te偶 fragmenty okazjonalnych sesji ("Norway" i "White Moon" z iTunes Sessions), powt贸rki z hidden song贸w ("Rain In Numbers" z debiutu, "Wherever You Go" z monumentalnego "Bloom"), remix ("10 Mile Stereo (Cough Syrup Remix)") a nawet jeden cover ("Play The Game"). Fascynuj膮cym zatem z tego punktu widzenia jest to, 偶e mimo r贸偶nych format贸w, lat pochodzenia czy genezy wszystkie te piosenki ca艂y czas brzmi膮 po prostu jak Beach House.


Czyli okazuje si臋, 偶e w zasadzie "B-Sides And Rarities" jest ca艂kiem sp贸jnym albumem, nawet je艣li sugeruje rozkojarzon膮 r贸偶norodno艣膰. "10 Mile Stereo (Cough Syrup Remix)" brzmi jako kolejne demo i bardzo dobrze, nic bowiem tak nie narusza narracji kompilacyjnych p艂yt ni偶 przypadkowy i zazwyczaj bombastyczny remiks. W "Play The Game" za艣 naprawd臋 nie spos贸b rozpozna膰 piosenki Queen. Konsekwencja rodzi膰 wi臋c 偶e znu偶enie, licz膮ce a偶 14 utwor贸w "B-Sides And Rarities" zapewne znacznie lepiej by sobie radzi艂o jako sympatyczna epka, ale wiadomo, zak艂adaj膮c, 偶e wi臋kszo艣膰 wykonawc贸w ma sporo tajemnych rarytas贸w, otrzymuj膮c tylko kilka z nich pytaliby艣my czemu nie wi臋cej.

Dostajemy wi臋c kompletny szkicownik, kt贸ry przez proste por贸wnanie pozwala dostrze膰 tajemnic臋 Beach House. Si艂膮 ich umiej臋tno艣ci jest to jak niewiele trzeba by przy do艣膰 jednak ograniczaj膮cym brzmieniowo wizerunku wzbi膰 si臋 ponad przeci臋tno艣膰. Niewielu potrafi lekko tylko podkr臋ci膰 par臋 element贸w by z kompozycyjnej rutyny wy艂oni膰 sw贸j charakter. Nawet i Beach House nie zawsze si臋 to udaje (vide ostatnie p艂yty czy wi臋kszo艣膰 tej偶e), ale je艣li ju偶 to w niew膮tpliwy spos贸b. W "The Arrangment" pokazuj膮 jak niewiele 艣rodk贸w, lecz wiele umiej臋tno艣ci trzeba by z karuzelowatego rytmu wy艂oni膰 naprawd臋 艂adn膮 piosenk臋. Znajduj膮ca si臋 tu wersja "Norway", niby lekko fa艂szuj膮ca i skromniejsza, przez wyeksponowanie gitary udowadnia tylko jak udan膮 zawsze by艂a ta kompozycja. Wreszcie "Equal Mind" przeplata motoryk臋 z lini膮 melodyczn膮 wokalu tak umiej臋tnie, 偶e sugeruje tu jak膮艣 niespokojn膮 tajemnic臋, nadej艣cie jakiego艣 dramatycznego t膮pni臋cia, za艂amania. W takim w艂a艣nie igraniu z nastrojem Beach House zawsze byli najlepsi. Po wyczyszczeniu szuflad na "B-Sides And Rarities" powinni艣my teraz raczej oczekiwa膰 redefinicji brzmienia ni偶 powrotu do tamtej formy. 5.5/10 [Wojciech Nowacki]

23 pa藕dziernika 2017


FLEET FOXES Crack-Up, [2017] Nonesuch || "Fleet Foxes" by艂a p艂yt膮 idealn膮 na pe艂ne niskiego 艣wiat艂a babie lato, kt贸rej bogactwo symulowane by艂o zr臋cznym graniem z przestrzeni膮 i harmonijnymi pog艂osami a wymy艣lne struktury uj臋te zosta艂y w zwi臋z艂e ramy kr贸tkich, lekkich i chwytliwych piosenek. "Helplessness Blues" przynios艂o troch臋 tego samego, troch臋 obowi膮zkowego poszerzenia brzmienia, troch臋 pr贸b progresywno艣ci rozwini臋tej teraz do艣膰 nieszcz臋艣nie na "Crack-Up". Niekoniecznie zreszt膮 rozwini臋tej, bo po latach przerwy Fleet Foxes nadal wydaj膮 si臋 poszukiwa膰 sposob贸w realizacji swego ustalonego ju偶 brzmienia.

Osi膮 albumu maj膮 by膰 niew膮tpliwie d艂ugie, pozornie z艂o偶one kompozycje, od otwieraj膮cej go "I Am All That I Need / Arroyo Seco / Thumbprint Scar", przez singlowe "Third Of May / 艑daigahara" po tytu艂owy utw贸r fina艂owy. To oczywista i gustownie skrojona piecz膮tka wyrafinowania, kt贸ra sugestywnym i wieloaspektowym zawik艂aniem, od interpunkcji przez s艂ownictwo po instrumentarium, potwierdza膰 ma ambicje i umiej臋tno艣ci Fleet Foxes oraz kompozycyjn膮 finezyjno艣膰 Robina Pecknolda. Jednoznacznie nawi膮zuj膮 do ca艂kiem pomnikowego "The Shrine / An Argument" z "Helplessness Blues", ale od razu powiedzie膰 trzeba, 偶e tamtego pomys艂u w 偶aden spos贸b nie rozwijaj膮, ba, dowodz膮 raczej, 偶e by艂 jednorazowym wypadkiem przy pisarskiej pracy. Ich nielinearno艣膰 jest atrakcyjnie filmowa, wydawa膰 si臋 mo偶e ca艂kiem imponuj膮ca, ale w gruncie rzeczy jest trudna do uchwycenia. Poniewa偶 偶aden fragment nie przynosi wyra藕niejszej melodii, czyli czego艣, co w czasach debiutu sprawia艂o wra偶enie naturalnego talentu Fleet Foxes, ka偶da kolejna zmiana tempa, tonacji, dramatyczne wahni臋cie resetuje nasz膮 pami臋膰 o wszystkim co muzycznie ow膮 zmian臋 poprzedza艂o. Dopiero rozbicie ich na cz膮stki ujawnia atrakcyjne mikro-fragmenty, najcz臋艣ciej zreszt膮 instrumentalne, a to syntezatorowy dron, a to aran偶acje smyczk贸w, co jednak pomaga tylko u艣wiadomi膰 sobie, 偶e i tym, co do dzi艣 pami臋tamy z "The Shrine / An Argument" jest free-jazzowy fina艂. Cho膰 pragniemy po Fleet Foxes przykrojonej na dzisiejsze czasy progresywno艣ci Pecknold nie jest jej w stanie na "Crack-Up" dostarczy膰, markuje raczej z艂o偶ono艣膰 zlepkiem prze艣piewanych i szkicowych ledwie zal膮偶k贸w melodii.


Kr贸tsze utwory lgn膮 ku sobie r贸wnie偶 zlepiaj膮c si臋 w ledwie rozr贸偶nialn膮 albumow膮 ca艂o艣膰, ale maj膮c 艣ci艣lejsze i bardziej zwi臋z艂e ramy nieco 艂atwiej ods艂aniaj膮 bardziej zajmuj膮ce elementy. "Cassius, -" ca艂kiem efektownie eskaluje i cho膰 powraca na utarte 艣cie偶ki to odbija si臋 od nich w instrumentalnie intryguj膮cym finale. Z "- Naiads, Cassadies" jest zn贸w do艣膰 sztucznie po艂膮czony, ale ta akurat piosenka, cho膰 nadal nieuchwytna to blisko ma do pustynnej zwiewno艣ci Devendry Banharta a "Kept Woman" subtelnym, lecz g艂臋bokim brzmieniem zapowiada co dzia膰 si臋 b臋dzie w centralnej cz臋艣ci albumu.

"If You Need To, Keep Time On Me" ju偶 jako jedna z zapowiedzi "Crack-Up" wydawa艂a mi si臋 niecodziennie, jak na Fleet Foxes, intryguj膮c膮. Pastoralny minimalizm w ich wykonaniu prezentuje si臋 wyj膮tkowo dobrze, na bardziej r贸偶norodnej p艂ycie by艂by pewnie ciekawym przerywnikiem, momentem wytchnienia, tutaj okazuje si臋 jednym z jej najlepszych fragment贸w, cho膰 艂atwym do przeoczenia. "Mearcstapa" na szcz臋艣cie uwodzi ju偶 od pierwszych akord贸w gitary, zn贸w echem odzywa si臋 Devendra, ale przede wszystkim tchnie tutaj silny duch kruchego post-rocka spod znaku The Sea & Cake a 艣ciankowe wr臋cz fazowanie wiedzie ku fina艂owemu wsp贸艂brzmieniu sekcji d臋tej i smyczkowej. I w podobnym, lekko medytacyjnym duchu utrzymane jest "On Another Ocean (January / June)", by wyj膮tkowo wreszcie 艣piewn膮 eskalacj膮 zbli偶y膰 si臋 do inteligentnie przebojowej wymy艣lno艣ci Grizzly Bear. Cho膰 w "Fool's Errand" powracaj膮 do swego modelowego brzmienia rodem z debiutu to atmosfera powy偶szych trzech kompozycji jawi si臋 jeszcze w "I Should See Memphis" i jasnym si臋 staje, 偶e w tych w艂a艣nie utworach tkwi rozwodniona niestety w skali ca艂ego albumu si艂a Fleet Foxes. Nie w pseudo-progresywnych, wokalnie przyt艂oczonych kompozycjach i efektownych, cho膰 ogranych ju偶 harmoniach, lecz w skupionym minimalizmie, kt贸ry pozwala odetchn膮膰 zar贸wno grupie, jak i s艂uchaczowi. 6.5/10 [Wojciech Nowacki]

15 pa藕dziernika 2017


WILD BEASTS Boy King, [2016] Domino || 4 lipca 2010 roku. Open'er Festival. T艂um z namiotu po zjawiskowym koncercie Kings Of Convenience do艣膰 zgodnie odp艂ywa pod g艂贸wn膮 scen臋, gdzie The Hives wymienia si臋 na The Dead Weather. Pod膮偶aj膮 tam te偶 dwie moje przyjaci贸艂ki, ja zostaj臋 w namiocie, korzystam z okazji i po raz pierwszy w ci膮gu ca艂ego festiwalu przesuwam si臋 pod sam膮 scen臋. O Wild Beasts wiem tylko z przedfestiwalowych tr贸jkowych zapowiedzi, przelotnie zd膮偶y艂em przes艂ucha膰 "Two Dancers" i tak oto splot okoliczno艣ci pozwoli艂 mi obejrze膰 jeden z najlepszych koncert贸w festiwalu. W Wild Beasts jest krucho艣膰 debiutant贸w, kt贸r膮 艂atwo pomyli膰 z niepewno艣ci膮, ale dominuje poczucie uczestnictwa w czym艣 wyj膮tkowym, w podrygu murszej膮cego poma艂u indie-rocka (patrz: g艂贸wna scena) rodz膮cego wielki zesp贸艂 z w艂asn膮, oryginaln膮 i wsp贸艂czesn膮 to偶samo艣ci膮.

"Limbo, Panto" by艂o jednak tylko ciekawostk膮, po kt贸r膮 i dzi艣 si臋ga si臋 g艂贸wnie wstecznie, po poznaniu p贸藕niejszych p艂yt Wild Beasts. Jednocze艣nie by艂 to niew膮tpliwie oryginalny debiut w czasach gdy fala indie-rocka zacz臋艂a s艂abn膮膰, jawi膰 si臋 jako coraz bardziej wt贸rna i rozpada膰 si臋 na odwa偶niejsze formy maj膮ce zapewni膰 jej przetrwanie, od freak-folku po rehabilitowan膮 elektronik臋. Wild Beasts przyszli z czym艣 prawdziwie w艂asnym a "Limbo, Panto" natychmiastowo zdefiniowa艂o g艂贸wne elementy ich brzmienia, nawet je艣li wytracone zosta艂y na p贸藕niejszych p艂ytach. Silne operowe wokale, pewna cyrkowo艣膰, pogmatwana struktura piosenek, niew膮tpliwie jednak lekkich i przebojowych, oplecionych koronkow膮 gitar膮 i wyrafinowanym s艂ownictwem dzi艣 czyni膮 ten album zaskakuj膮co bliski art-popu Kate Bush. By膰 mo偶e dlatego w艂a艣nie to "Two Dancers" pozostaje p艂yt膮 bardziej przyswajaln膮, podprogowo wr臋cz i obezw艂adniaj膮co. Hipnotyczny drugi album Wild Beasts na nowo konstytuowa艂 poj臋cie indie-rocka jako muzyki wychodz膮cej z 艂atwych i znajomych punkt贸w wyj艣ciowych, ale jednak lekko obcej, ambitnej i nowatorskiej, po prostu innej. "Two Dancers" podkre艣li艂o r贸wnie偶, 偶e cho膰 Hayden Thorpe dominuje w wizerunku grupy to wokal Toma Fleminga nie jest tylko okazjonalnym dodatkiem, ale r贸wnorz臋dnym, je艣li nie kluczowym sk艂adnikiem.

20 sierpnia 2015 roku. Krak贸w Live Festival. Tym razem Wild Beasts s膮 jednym z g艂贸wnych powod贸w udania si臋 do Krakowa, ale zn贸w zawa偶y艂 korzystny splot okoliczno艣ci. Mieszkamy w Pradze, festiwal贸w nie lubi臋, ale pomog艂y zdecydowa膰 naprawd臋 fajny line-up, sympatyczna wielko艣膰, wzgl臋dna blisko艣膰, mo偶liwo艣膰 pokazania Krakowa mojemu partnerowi i zmuszenia go do spr贸bowania pierog贸w. I zn贸w Wild Beasts, kt贸rzy w mi臋dzyczasie stali si臋 jednym z jego ulubionych zespo艂贸w, wi臋c popijanie wina przez Thorpe'a oczywi艣cie obserwujemy z pierwszego rz臋du. Tym razem na g艂贸wnej scenie, ze znacznie bogatsz膮 kolekcj膮 przebojowych piosenek, cho膰 bez popularno艣ci mog膮cej zapewni膰 im piski fan贸w p艂ci obojga jak dzie艅 wcze艣niej na Foals. Mo偶e nie piszczymy, ale w natchnionym skupieniu ch艂oniemy przedziwn膮 zawadiacko艣膰 Wild Beasts.

W momencie premiery "Smother" wydawa艂 mi si臋 najmniej przekonuj膮cym albumem Wild Beasts. Skromy, wyciszony, wyj膮tkowo nawet jak na nich introwertyczny, przyni贸s艂 jednak zar贸wno d藕wi臋ki pianina, jak i po艣cielow膮, cho膰 subtelnie taneczn膮 elektronik臋. "Smother" po czasie zyskuje na klasycznej patynie, paradoksalnie za艣, to "Present Tense" jako ca艂o艣膰 wymyka si臋 uwadze, cho膰 pochodzi z niego ca艂a plejada jednych z najwi臋kszych przeboj贸w i najlepszych refren贸w Wild Beasts. Wydawa艂o si臋, 偶e grupa szybko osi膮gn臋艂a poziom pewnego ukontentowania w艂asnym brzmieniem i pozycj膮, po "艂agodnej" trzeciej p艂ycie i "dojrza艂ej" czwartej mo偶na by艂o si臋 z r贸wnym prawdopodobie艅stwem spodziewa膰 si臋 stagnacji, jak i kolejnego zwrotu. Dostali艣my to drugie. A nawet wi臋cej. Na dobre i na z艂e.

21 pa藕dziernika 2016 roku. Lucerna Music Bar. Praga. Prawdziwy, samodzielny, niefestiwalowy koncert jednego z moich ulubionych zespo艂贸w w moim mie艣cie. Jeden z przyczynk贸w dlaczego warto raczej mieszka膰 w Pradze ni偶 w Poznaniu. Do Lucerny jedziemy zaraz po pracy, frekwencja, c贸偶, nie najwy偶sza, troch臋 si臋 z艂oszcz臋, 偶e nie maj膮 p艂yt na sprzeda偶, "Boy King" znam nadal tylko ze Spotify, spotykamy tam kumpla, w tr贸jk臋 totalnie rozs艂uchani i roz艣piewani obserwujemy wyborny koncert pe艂en fascynuj膮cego i lekko niepokoj膮cego napi臋cia. Mo偶e dlatego, 偶e zn贸w znacznie wi臋ksz膮 uwag臋 ni偶 Thorpe przyci膮ga pot臋偶nog艂osy i seksownie wycofany Fleming. Setlista to prawdziwy greatest hits do kt贸rego nowe piosenki zapadaj膮 doskonale. Przez g艂ow臋 przebiega mi my艣l, 偶e jak fajnie, 偶e Wild Beasts widz臋 na 偶ywo ju偶 trzeci raz.


Po kalejdoskopowym "Present Tense" stylistyczna jednorodno艣膰 "Boy King" naprawd臋 mia艂a prawo w pierwszym momencie zmyli膰 i zasugerowa膰, 偶e oto mamy powt贸rk臋 ze "Smother" w kt贸rej po艣cielowe wyciszenie zast膮pi艂a syntezatorowa zadziorno艣膰. Sp贸jno艣膰 i zwi臋z艂o艣膰 "Boy King" jest wr臋cz monumentalna, jak dot膮d najbli偶ej jej mia艂o "Two Dancers", ale nawet tamta p艂yta, uznawana za najlepsz膮 przecie偶 w dorobku Wild Beasts, rozpuszcza艂a si臋 pod koniec w eterycznym kompozycyjnym syropie. "Boy King" uderza ka偶d膮, dos艂ownie ka偶d膮 spo艣r贸d swych jedenastu kompozycji. Oczywi艣cie, 艂atwo wskaza膰 "Big Cat" czy "Alpha Female" jako modelowe dla ca艂ego albumu, ale w艂a艣nie, reprezentuj膮 ca艂y album, bo pod膮偶aj膮 za nimi pozosta艂e utwory walcz膮ce o uwag臋 s艂uchacza z zaciek艂o艣ci膮 w艣ciek艂ych ps贸w. Czy innych mitycznych bestii, bo mitologicznych odniesie艅 na "Boy King" nie da si臋 zignorowa膰. Adonis, Colossus, pij膮ce szampana niebia艅skie istoty. Nie wierz臋 w przypadki, zw艂aszcza je艣li zar贸wno ok艂adka, jak i tytu艂 p艂yty wydaj膮 si臋 jednoznacznie wskazywa膰 na Apolla, g艂odnego w艂adzy s艂onecznego boga, w spos贸b w jaki przedstawiony by艂 w "Wonder Woman" Briana Azzarello i Cliffa Chianga. Komiks ten w ten sam wsp贸艂czesny i niepokoj膮cy zarazem spos贸b co "Boy King" radzi艂 sobie z cielesno艣ci膮, moc膮, upojeniem. Nie jest zatem prawd膮, 偶e Wild Beasts wytracili intelektualny pierwiastek swej muzyki na rzecz neonowego podniecenia. Rzekomo ich wcze艣niejsze p艂yty by艂y pod tym wzgl臋dem bardziej wyrafinowane, ale od samego pocz膮tku wielkie s艂owa tylko skrywa艂y szeroko rozumiany pierwiastek erotyczny, tak naprawd臋 dla Wild Bests esencjonalny. Prawda, na "Boy King" wszystko jest prostsze, s艂owa, rytmy, tytu艂y, ale spad艂a intelektualna zas艂ona przykrywaj膮ca dominuj膮ce cielesne 偶膮dze. Trzeba jednak du偶o z艂ej woli, 偶eby w przystrojeniu si臋 w machystowskie pawie pi贸ra nie dostrzec kolejnej zas艂ony dymnej. Wild Beast dojrzeli do otwartego celebrowania mitycznej m臋sko艣ci, ale poza boskimi atrybutami nadal tkwi ich naturalna krucho艣膰. Dzi臋ki temu "Boy King" jest p艂yt膮 zadziorn膮, chwytliw膮, seksown膮 i pomnikow膮 zarazem.

25 pa藕dziernika 2017 roku. Poniedzia艂ek. Oczywi艣cie, 偶e poniedzia艂ek. Wild Beasts zapowiadaj膮 zako艅czenie dzia艂alno艣ci, z powod贸w, kt贸rych mo偶emy si臋 tylko domy艣la膰. Dzie艅 p贸藕niej zamawiam na pami膮tk臋 ich finaln膮 epk臋 maj膮c膮 si臋 ukaza膰 w listopadzie w liczbie 300 sztuk. Smutno, ale my艣l臋, 偶e jest to dobry moment na rozstanie wcale nie dlatego, 偶e "Boy King" jest ich najs艂absz膮 p艂yt膮. Wr臋cz przeciwnie. Wr臋cz przeciwnie. 10/10 [Wojciech Nowacki]

9 pa藕dziernika 2017


MOGWAI Every Country's Sun, [2017] Rock Action || "Mr Beast", kt贸ry w 2005 roku wydawa艂 mi si臋 najs艂abszym albumem Mogwai, cho膰 stanowi艂 pierwszy wyra藕niejszy spadek formy, to po latach zdecydowanie zyskuje. Niechlubn膮 pozycj臋 odebra艂o mu "Rave Tapes", ostatnia regularna p艂yta Mogwai, do kt贸rej wracam zdecydowanie cz臋艣ciej ni偶 powinienem w ci膮g艂ym poszukiwaniu jakiej艣 przeoczonej warto艣ci. Spodziewa艂em si臋, 偶e "Every Country's Sun" spotka podobny los, tym razem jednak kolejne przes艂uchania, rzecz zazwyczaj u Mogwai ku temu zb臋dna, pozwoli艂y odkry膰 przynajmniej kilka ciekawostek i sympatyczny potencja艂. Pierwsze single bowiem do "Every Country's Sun" nie zach臋ca艂y.

"Coolverine" to takie w艂a艣nie typowe p贸藕ne Mogwai dla pocz膮tkuj膮cych, z 艂adn膮 gitar膮, rozedrgan膮 elektronik膮, si臋gaj膮ce ponad sze艣膰 minut, nawet lekko filmowe, ale niespecjalnie, delikatnie m贸wi膮c, pomys艂owe. Skoro zatem nie sprawdza si臋 bycie 艂adnym to mo偶e uda si臋 bycie przebojowym? "Party In The Dark", piosenka z wyj膮tkowo g艂upim tytu艂em, jak na zesp贸艂 specjalizuj膮cy si臋 w czasem g艂upich, czasem zabawnych tytu艂ach, to ewidentna pr贸ba zdyskontowania zas艂u偶onego sukcesu "Teenage Exorcist", lekko po macoszemu zamieszczonemu na epce "Music Industry 3. Fitness Industry 3." Przypomnijmy, 偶e standardowa piosenka z wokalem, zwrotk膮, refrenem i nieironiczn膮 przebojowo艣ci膮 to dla Mogwai wyj膮tkowo rzadko艣膰, w przypadku "Teenage Exorcist" od艣wie偶aj膮co udana, lecz w postaci "Party In The Dark" r贸wnie przyci臋偶ka co ostatnie piosenki Pixies. Ani zatem jako single, ani jako pocz膮tek p艂yty te dwie kompozycje nie zachwyci艂y. Nast臋puj膮ce po nich "Brain Sweeties" nadal nic nowego nie wnosi, sugeruje jednak pewnego rodzaju punkt restartu, snuj膮c si臋 przez niemal pi臋膰 minut i przygotowuj膮c jakby sztalug臋 pod nadchodz膮cy pejza偶.


Od pierwszych d藕wi臋k贸w entuzjastycznie szarpi膮cej gitary "Crossing The Road Material" to bezapelacyjnie najlepsza z nowych kompozycji Mogwai. Cho膰 jej melodyjne rozwi膮zanie w drugiej po艂owie utworu lekko rozczarowuje to eskaluj膮cy, powtarzalny gitarowy motyw brzmi niemal jak z czas贸w "Come On Die Young" i "EP+6", 艂膮cz膮c si臋 przy tym z optymizmem "2 Rights Make 1 Wrong" z "Rock Action" i "The Sun Smells Too Loud" z p贸藕niejszego "The Hawk Is Howling", otaczaj膮c si臋 jednocze艣nie elektronicznymi plamami w stylu "Atomic" i Boards Of Canada. Najbli偶ej wi臋c mamy tutaj do wypadkowej brzmie艅 Mogwai z r贸偶nych etap贸w ich kariery, ale przyzna膰 trzeba, 偶e p贸藕niej nast臋puj膮 mniej lub bardziej udane, ale szczere pr贸by poszukiwa艅 brzmie艅 nowych.

"aka 47" to dronowe plumkanie z tajemniczo bluesuj膮c膮 gitar膮 intryguj膮co kontynuuj膮ce w膮tek "Atomic" i Boards Of Canada, bliskie te偶 ambientowym fragmentom Godspeed You! Black Emperor. Ci臋偶sza melancholia "20 Size" to soniczny ekwiwalent powolnego krzesania ognia kamieniami prowadz膮cy w stron臋 kusz膮co zap臋tlonej eskalacji. "1000 Foot Face" nieprzypadkowo zapewne przywo艂uje mantryczn膮 atmosfer臋 "Secret Pint" z "Rock Action", najlepszej (sic!) p艂yty w dorobku Mogwai z kt贸r膮 "Every Country's Sun" na po艂y obiecuj膮co, na po艂y rozczarowuj膮co dzieli osob臋 producenta Dave'a Friedmanna. Jeszcze "Don't Believe The Fife" przynosi mocny, krocz膮cy i markowo walcuj膮cy fina艂, do kt贸rego prowadzi jednak zbyt nijaka i rozci膮gni臋ta podbudowa.

W ko艅c贸wce zn贸w powracaj膮 mielizny typowego p贸藕nego Mogwai, cho膰 "Battered At A Scramble" okazuje si臋 ca艂kiem fajn膮 rockow膮 piosenk膮, to "Old Poisons" jest tylko kolejn膮 wariacj膮 na temat "Batcat" i "Glasgow Mega-Snake" a utw贸r tytu艂owy perfekcyjnie nijakim fina艂em. Ca艂a 艣rodkowa cz臋艣膰 albumu naprawd臋 niesie ze sob膮 pewien potencja艂 i jestem w stanie zrozumie膰 entuzjazm Stuarta Braithwaite'a, kt贸ry jeszcze nigdy chyba z takim oddaniem nie po艣wi臋ca艂 si臋 promocji nowego albumu Mogwai. O tym, 偶e nawet w p贸藕nych latach klasycy post-rocka s膮 w stanie nagra膰 艣wie偶y ("Hardcore Will Never Die, But You Will") czy zaskakuj膮cy ("Atomic") album ju偶 wiemy, "Every Country's Sun" nie otrz膮sa si臋 jednak w pe艂ni ze starych przyzwyczaje艅. Mam nadziej臋 zobaczy膰 w tym roku po raz pierwszy Mogwai na 偶ywo i oczywi艣cie, 偶e wola艂bym, 偶eby m贸j pierwszy ich koncert odby艂 si臋 gdzie艣 mi臋dzy 2001 a 2006 rokiem, ale mo偶liwo艣膰 przekonania si臋 jak wypadn膮 na 偶ywo kompozycje "Every Country's Sun" nie wydaje si臋 ju偶 tak z艂膮 perspektyw膮. 7/10 [Wojciech Nowacki]

4 pa藕dziernika 2017


WILCO Schmilco, [2016] dBpm || Wilco to feromonowa pu艂apka, rozkoszny labirynt, w kt贸ry mo偶na si臋 tylko zag艂臋bia膰, kluczy膰 w nim i nigdy nawet nie poczu膰 potrzeby wyj艣cia. Z 艂atwo艣ci膮 i w zale偶no艣ci od swych preferencji mo偶emy wskaza膰 najlepsz膮, najwa偶niejsz膮 czy najbardziej istotn膮 p艂yt臋 Wilco. Dla cz臋艣ci b臋dzie to album kt贸ry wsp贸艂tworzy艂 oblicze muzyki pocz膮tku XXI wieku, dla innych p艂yta z tyloma przebojami, 偶e zdo艂a艂y nawet trafi膰 do reklamy, kto艣 wskaza膰 mo偶e kt贸ry艣 z wczesnych tytu艂贸w definiuj膮cych brzmienie alt.country. Ale oboj臋tnie kt贸r膮 p艂yt膮 wybierzemy szybko oka偶e si臋, 偶e pozosta艂e w niczym jej niemal nie ust臋puj膮. Zmie艅my skal臋, wytypujmy jeden album i spr贸bujmy wskaza膰 ulubione z niego piosenki. Zn贸w pozornie prosta sprawa, lecz i tutaj po czasie u艣wiadomimy sobie, 偶e poza oczywistymi wyborami nie spos贸b nie lubi膰 reszty. Wilco jest zespo艂em wyj膮tkowym z tego prostego i unikalnego powodu, 偶e nie ma z艂ych p艂yt i nie ma s艂abych piosenek, cho膰 nie ma te偶 w naszym k膮tku 艣wiata nale偶nej popularno艣ci.

Je艣li jednak grupa ma tak rozleg艂膮 dyskografi臋, do tego jeden album powszechnie uznawany za epokowy, to przyj艣膰 musi moment rozkojarzenia, wymkni臋cia si臋 uwadze, gdy ka偶da nowa p艂yta nie staje si臋 niczym wi臋cej ni偶, ot, nowym Wilco. Nie jest to bynajmniej ani spadek formy, ani szczeg贸lna p艂odno艣膰 i nadprodukcja materia艂u, w przypadku niezawodnego talentu i ci膮gu wysokiej jako艣ci kompozycji 艂atwiej si臋 po prostu rozkojarzy膰 i wr贸ci膰 to tytu艂贸w, kt贸re ju偶 zdoby艂y sobie status klasycznych. P艂yty "Wilco (The Album)" oraz "The Whole Love" wyznacza艂y chyba w艂a艣nie taki moment, obie udane, obie zawiera艂y przynajmniej kilka kompozycji z 艂atwo艣ci膮 zaliczanych do najlepszych w dorobku grupy, ale jako albumy sta艂y si臋 po prostu kolejnymi z ci膮gu. W tej do艣膰 leniwie komfortowej sytuacji ci臋偶ko spodziewa膰 si臋 pr贸b restartu ze strony wi臋kszo艣ci ukontentowanych w艂asn膮 karier膮 grup. Wilco zdolni jednak byli do cichego rebootu na bli藕niaczych p艂ytach "Star Wars" oraz "Schmilco".


Obie z zabawnymi tytu艂ami i boskimi ok艂adkami, obie stosunkowo kr贸tkie ze zwi臋z艂ymi utworami powsta艂ymi w wyniku jednej sesji nagraniowej. "Star Wars" stawia艂o na b艂yskotliw膮 r贸偶norodno艣膰 piosenkowego gitarowego brudu, nie wspominaj膮c ju偶 o tym, 偶e nadal nic tak nie przyci膮ga uwagi jak wydanie w postaci darmowego downloadu. "Schmilco" pod膮偶a znacznie dalej w redukowaniu Wilco do kwintesencjonalnego brzmienia oferuj膮c jego wszystkie kluczowe elementy w postaci ledwie trzyminutowych i w wi臋kszo艣ci akustycznych piosenek.

Niezauwa偶alnie rozkwitaj膮ce pi臋kno to esencja funkcjonowania Wilco, czy to w "If I Ever Was A Child", skromnej, akustycznej wariacji na temat miksu soft-dad-rocka i country rodem ze "Sky Blue Sky", czy w "Cry All Day", gdzie z improwizowanego rozbiegania wy艂ania si臋 klasycznie zap臋tlona piosenka Wilco, osadzaj膮ca w country pierwociny kraut-rocka. Ta ods艂ona Wilco najpe艂niej objawia si臋 w "Locator", utworze, kt贸ry ko艅czy si臋 po ledwie dw贸ch minutach sugeruj膮c tylko niezmiernie satysfakcjonuj膮ce instrumentalne rozwini臋cie, ale swoj膮 mantryczn膮 motoryk膮 si臋ga od post-rocka po p贸藕ne, zgrzytliwe Blur. R贸wnie mocno i naturalnie co we wsp贸艂czesnej alternatywie Wilco zawsze osadzone by艂o w tradycji. Wycofany, ciemniejszy i na po艂y instrumentalny dawny folk "Quarters" nawi膮zywa膰 mo偶e do "Tr贸jki" Led Zeppelin, ale to ameryka艅skie tradycje brzmi膮 tu najbardziej aktualnie pe艂n膮 si艂膮 swych historycznych znacze艅. "Nope" to zadziorny blues, stylowo zadrapany elektryczn膮 gitar膮, ale mog膮cy spokojnie pochodzi膰 sprzed stulecia. "Normal American Kids" to klasyczny ameryka艅ski storytelling, co w po艂膮czeniu z tradycyjnie brzmi膮c膮 akustyczn膮 gitar膮 tworzy miniaturowy pomnik tamtejszej kultury, lecz s艂ysz膮c s艂owa Always afraid of those normal American kids wiemy, 偶e u Wilco nigdy nie chodzi o bezrefleksyjn膮 celebracj臋 ameryka艅sko艣ci. Od "popsutych", 艣ciankowych piosenek po radosne, filmowe refreny "Schmilco" nie jest tak oczywiste jak "Star Wars" a okazuje si臋 r贸wnie wycofane i esencjonalne co "Sky Blue Sky". Ma艂a wielka p艂yta od wielkiego ma艂ego zespo艂u. 8/10 [Wojciech Nowacki]

2 pa藕dziernika 2017


MANILLA ROAD To Kill A King, [2017] Goldencore || Napisa膰, 偶e Manilla Road to zesp贸艂 kultowy to jakby nic nie napisa膰. Bynajmniej nie dlatego, 偶e jego status jest niepodwa偶alny a formacja nale偶y do pierwszej ligi renomowanych i powszechnie znanych grup, bo tak niestety nie jest. Sformu艂owanie zesp贸艂 kultowy w 偶adnym stopniu nie jest w stanie przybli偶y膰 wi臋kszo艣ci s艂uchaczom dokona艅 Marka Sheltona, bo po prostu nigdy o nich nie s艂yszeli.

Manilla Road nale偶y do licznego grona tw贸rc贸w, kt贸rzy nigdy nie przebili si臋 na pierwsze strony gazet. A jednak w艣r贸d znawc贸w melodyjnego, klasycznego metalu (czy jak kto woli proto-metalu) grupa nadal cieszy si臋 opini膮 pionier贸w i wizjoner贸w. Bez przesady przyr贸wna膰 j膮 mo偶na do dokona艅 Mot枚rhead i to pod kilkoma wzgl臋dami. Po pierwsze, Manilla Road od pocz膮tku pozostawali wierni kszta艂towanej przez siebie stylistyce, nie szukaj膮c na si艂臋 nowych form wyrazu. Kupuj膮c ich p艂yt臋 wiadomo czego mo偶na si臋 spodziewa膰, co osobi艣cie traktuje jako zalet臋. Po drugie, historia grupy to w zasadzie historia jej lidera Marka "The Shark" Sheltona, kt贸ry wsp贸艂tworzy艂 przyt艂aczaj膮c膮 wi臋kszo艣膰 kompozycji zespo艂u. Tak jak w przypadku Lemmy'ego, w tw贸rczo艣ci Manilla Road dominuje jedna, skonkretyzowana wizja, wcielana w 偶ycie z godn膮 szacunku konsekwencj膮 i wyczuciem. To, co odr贸偶nia ich od Mot枚rhead, to skala komercyjnego sukcesu.

Manilla Road nigdy nie zdo艂ali wyj艣膰 poza swoj膮 ograniczon膮 nisz臋 epic-metalu. Inna sprawa, 偶e w jej obr臋bie, obok Manowar, pozostaj膮 prawdziwymi mistrzami. W trakcie d艂ugiej kariery i na przestrzeni dziewi臋tnastu album贸w studyjnych formacja nie nagra艂a ani jednej p艂yty wyra藕nie s艂abszej. Na swoim koncie ma za to przynajmniej dwa legendarne longplaye, "Crystal Logic" z roku 1983 i o dwa lata m艂odsze "Open The Gates". Ka偶dy chyba zgodzi si臋 ze stwierdzeniem, 偶e najlepsze artystycznie lata Marka Sheltona przypadaj膮 na pierwsz膮 po艂ow臋 lat 80-tych. Nie oznacza to jednak wcale, 偶e nie warto zainteresowa膰 si臋 najnowszym, wydanym w roku 2017, albumem formacji, zatytu艂owanym "To Kill A King". Je偶eli zapomnimy na chwil臋 o do艣膰 kiczowatej ok艂adce i wg艂臋bimy si臋 w zawarto艣膰 muzyczn膮 to otrzymamy dojrza艂膮 kompozycyjnie i przepe艂nion膮 melodi膮 dawk臋 muzyki, kt贸rej obecnie bli偶ej do doom- ni偶 epic-metalu.


Dzieje si臋 tak g艂贸wnie za spraw膮 powolnych, do艣膰 masywnych riff贸w, stanowi膮cych t艂o dla opowiadanej historii. Ta, czerpi膮c z sheakspearowskich wzorc贸w, ukazuje histori臋 intryg pa艂acowych i nieszcz臋艣膰 trawi膮cych od wewn膮trz kr贸lewsk膮 dynasti臋. Tematyka jest wi臋c jak najbardziej konwencjonalnie epicka, co ka偶e przypuszcza膰, 偶e doomowe spowolnienie tempa poszczeg贸lnych utwor贸w wynika raczej z ogranicze艅 technicznych z kt贸rymi od lat mierzy si臋 wokalista. Skala g艂osu Sheltona wraz z up艂ywem lat uleg艂a znacz膮cemu ograniczeniu, co jednak nie powinno stanowi膰 zaskoczenia dla nikogo, kto zapozna艂 si臋 z kilkoma poprzednimi dokonaniami formacji. Najwa偶niejsze jednak, 偶e Mark "The Shark”" jest ich w pe艂ni 艣wiadomy, nie pr贸buj膮c wykracza膰 poza w艂asn膮 stref臋 komfortu. Nie powr贸c膮 ju偶 wysokie nuty znane chocia偶by z doskona艂ego "Crystal Logic", ale na "To Kill A King" aran偶acje dobrane zosta艂y w taki spos贸b, aby idealnie dope艂nia膰 niski, cz臋sto zbola艂y g艂os lidera.

Najwyra藕niej s艂ycha膰 to w "Never Again", utworze balladowym, wyci膮gni臋tym niemal prosto z lat 80-tych, kt贸ry dzi臋ki swojej archaiczno艣ci w przedziwny spos贸b buduje nastr贸j towarzysz膮cy s艂uchaczowi do ko艅ca albumu. Dzi臋ki przemy艣lanemu, walcowatemu riffowi, wartym uwagi jest r贸wnie偶 utw贸r tytu艂owy, rozci膮gaj膮ca si臋 na ponad dziesi臋膰 minut opowie艣膰 o morderstwie, zem艣cie i nieszcz臋艣ciu. Zreszt膮 wzbudzaj膮ca szacunek d艂ugo艣膰 poszczeg贸lnych utwor贸w jest elementem, kt贸ry kszta艂tuje odbi贸r ca艂ego longplaya, sprawiaj膮c, 偶e niejednokrotnie, poprzez rozbudowane gitarowe interwa艂y, p艂yta zbli偶a si臋 do progresywu, pojmowanego jednak w spos贸b specyficzny i nieortodoksyjny. Nie brakuje r贸wnie偶 bardziej bezpo艣rednich i agresywnych, kr贸tkich uderze艅 obuchem, jak w przypadku drugiego na li艣cie utworu "Conqueror".

Bardzo trudno wyr贸偶ni膰 konkretne kompozycje kosztem pozosta艂ych, poniewa偶 nie jest to p艂yta singlowa. Manilla Road nigdy nie dbali o cechuj膮ce si臋 kr贸tk膮 偶ywotno艣ci膮 przeboje (co wydaje si臋 rozs膮dn膮 taktyk膮, bior膮c pod uwag臋, 偶e na radiowe szlagiery i tak nie mieli najmniejszych szans) a p艂yty zespo艂u maj膮 przede wszystkim opowiada膰 histori臋, dzi臋ki kt贸rej s艂uchacz mo偶e oderwa膰 si臋 na chwil臋 od nie-tak-bajkowej rzeczywisto艣ci. W tej roli, pomimo up艂ywu dwudziestu siedmiu lat od debiutu, Manilla Road nadal nie ma sobie r贸wnych. 8/10 [Jakub Koz艂owski]

26 wrze艣nia 2017


WARPAINT Heads Up, [2016] Rough Trade || Ka偶da, najbardziej nawet alternatywna, undergroundowa, pretensjonalna, mroczna i ambitna kapela marzy czasem o przeboju. Za艂o偶臋 si臋, 偶e w historii ka偶dego zespo艂u pojawia si臋 ten moment, mo偶e po udanym koncercie, mo偶e o poranku na pr贸bie, mo偶e z nud贸w w busie, 偶e hej, zr贸bmy przeb贸j, sprawd藕my czy potrafimy, niby dla 偶artu, ale a nu偶 nam si臋 uda. Nie 偶eby Warpaint mia艂o to przyj艣膰 z trudno艣ci膮, ich zmys艂 do melodii by艂 jasny od najwcze艣niejszego debiutu, wi臋c pojawienie si臋 "New Song" nie powinno w艂a艣ciwie zaskakiwa膰.

Kompozycyjnie podr臋cznikowy wr臋cz hit, bezpretensjonalnie popowa i niezwykle chwytliwa piosenka, z prostym, lecz pomys艂owym tekstem, nie jest jednak istot膮 "Heads Up". Wr臋cz przeciwnie, rozziew mi臋dzy "New Song" a reszt膮 albumu jest tak ewidentny, 偶e mo偶e wp艂yn膮膰 na odruchowe i ca艂o艣ciowe nim rozczarowanie. Istot膮 trzeciej p艂yty Warpaint jest jednak zatarcie nijakiego oraz i tak ju偶 bledn膮cego wspomnienia po niespecjalnie udanym poprzedniku. "Warpaint" by艂o stanowiskiem, zawartym ju偶 zreszt膮 w tytule, po do艣膰 burzliwych i ca艂kiem fascynuj膮cych pocz膮tkach dosz艂o bowiem do ukszta艂towania si臋 ostatecznego sk艂adu grupy. By膰 mo偶e zatem to rozprz臋偶enie w po艂膮czeniu z presj膮 nast臋pcy sprawi艂o, 偶e drugi album fascynuj膮cy nie by艂.


"Heads Up" nie jest bynajmniej powrotem do atmosferycznych pocz膮tk贸w "Exquisite Corpse" i "The Fool". Owszem, znajduj膮 si臋 tu te same sk艂adniki, ale efektem s膮 inne ni偶 wtedy piosenki, zas艂uguj膮ce i wymagaj膮ce te偶 wi臋cej uwagi ni偶 nieszcz臋sne "Warpaint". Je艣li jednak w dobie debiutu za sukcesem tych piosenek sta艂o ich swobodne p艂yni臋cie, niemal spontaniczne i instynktownie improwizowane, to kompozycje na "Heads Up" jawi膮 si臋 jako przemy艣lane, w wi臋kszo艣ci dopracowane i z premedytacj膮 si臋gaj膮ce po wszelkie dost臋pne umiej臋tno艣ci i do艣wiadczenia cz艂onki艅 grupy, tworz膮c g臋st膮, wielowarstwow膮 i nieoczywist膮 ca艂o艣膰.

Modelowo prezentuje si臋 ju偶 "White Out" na niby nieuchwytne, ale intensywne otwarcie p艂yty. Silny bas, synkopuj膮ca perkusja i zrytmizowanie kompozycji sprawiaj膮, 偶e pocz膮tkowo 艂atwo przeoczy膰 nieinwazyjny, lecz melodyjny wokal. Piosenka, jak wi臋kszo艣膰 zreszt膮 na p艂ycie, si臋ga niemal pi臋ciu minut, czego zupe艂nie jednak nie czu膰 przez jej wewn臋trzn膮 g臋sto艣膰. Na im mniejsze cz膮stki b臋dziemy starali si臋 podzieli膰 te utwory, tym wi臋cej nawi膮za艅 i odniesie艅 znajdziemy. "So Good" przez zmys艂owy za艣piew okazuje si臋 r贸wnie chwytliwe co "New Song", ale w przeci膮gu niemal sze艣ciu minut krocz膮cy bas zd膮偶y skojarzy膰 si臋 z The Whitest Boy Alive, indie-rockowa gitara z szeregiem brytyjskich zespo艂贸w w rodzaju Foals czy The xx, rytmika przypomni o "WMA" Pearl Jam a w ko艅cowym efekcie brzmi jak co艣, co mog艂aby za艣piewa膰 Lady Gaga. "The Stall", niepozorny, lecz jeden z najlepszych na p艂ycie utwor贸w, ma lini臋 basu rodem z The Notwist, ale zd膮偶y si臋 otrze膰 funk i jazz-rockow膮 niby-sol贸wk臋.

"By Your Side", nadal g臋ste i rytmiczne, pogrywa z d藕wi臋kow膮 pustk膮 w podobny spos贸b do "Biophilii", "Dre" przynosi miks kola偶owej elektroniki, alternatywnego hiphopu i r'n'b a nie藕le by si臋 odnalaz艂 na p艂ycie Flying Lotus, fina艂owe "Today Dear" to za艣 prosty mantryczny folk. Nie wszystko jednak na "Heads Up" si臋 sprawdza. "Don't Let Go" to najs艂abszy bodaj偶e fragment p艂yty, niedopracowany i brzmi膮cy jak balladowa Metallica, w "Above Control" natomiast dziewcz臋ta padaj膮 ofiar膮 w艂asnej rozleniwionej maniery, przez co nie mog臋 pozby膰 si臋 wra偶enia, 偶e 艣piewaj膮 tam a birth control, robi si臋 wi臋c lekko dziwnie. "Heads Up" to jednak modelowy grower, p艂yta, kt贸ra tylko zyskuje z ka偶dym kolejnym, lecz uwa偶nym przes艂uchaniem. Jest to wi臋c gra g艂贸wnie dla ju偶 istniej膮cych fan贸w a czy "New Song" zdo艂a艂o przyci膮gn膮膰 nowych, czy tylko utkn臋艂o na indie-rockowych playlistach oka偶e si臋 zapewne dopiero przy kolejnym albumie. Warpaint tymczasem oczywistych melodii nie potrzebuj膮 by pokaza膰 jedno艣膰 i przenikalno艣膰 muzyki. 7.5/10 [Wojciech Nowacki]

22 wrze艣nia 2017


M.I.A. AIM, [2016] Interscope || M.I.A. to marka z jasnym, sp贸jnym przekazem, czytelnie zarysowanymi warto艣ciami, wyra藕n膮 to偶samo艣ci膮 oraz niezaprzeczalnie charakterystyczn膮 opraw膮 graficzn膮. Ta na "AIM" jest r贸wnie stylowa jak zawsze, cho膰 tym razem wyj膮tkowo stonowana, co idealnie zreszt膮 odzwierciedla drog臋 od post-internetowych uderze艅 dw贸ch pierwszych album贸w po niemal wyciszon膮 "Matangi". "AIM" kontynuuje t臋 sam膮 trajektori臋, M.I.A. nadal ma wiele do powiedzenia, ale z p艂yty na p艂yt臋 to muzyka staje si臋 najmniej zajmuj膮cym elementem jej pakietu informacyjnego.

Od razu powiem, 偶e wyj膮tkowo lubi臋 "/\/\/\Y/\". Owszem, to niekoniecznie musi by膰 jej najlepsza p艂yta M.I.A., ale jej wyj膮tkowa, rozedrgana r贸偶norodno艣膰, jak zwykle niezawodny zmys艂 obserwacyjny, autorski komentarz i inteligentny dowcip sprawiaj膮, 偶e wracam do niej znacznie cz臋艣ciej ni偶 do zdecydowanie bledn膮cej z up艂ywem czasu "Matangi". Oczywi艣cie swoj膮 rol臋 odgrywaj膮 te偶 przeboje i tak, wiem, "Bad Girls" by艂o swego czasu sukcesem, ale od czas贸w "Born Free" i "XXXO" M.I.A. prawdziwie wci膮gaj膮cego singla nie mia艂a.


"Borders" w艂a艣ciwie oddaje idealnie czego si臋 spodziewa膰 po "AIM", zar贸wno jako singiel, jaki i pierwszy na p艂ycie utw贸r. Wa偶ny temat, m膮dre s艂owa, poukrywane w nich liczne odniesienia, nawi膮zania, (auto)cytaty, stylowa i zaskakuj膮co jednak nieinwazyjna forma, tworz膮 piosenk臋, kt贸rej z 艂atwo艣ci膮 si臋 poddamy, ale niewiele z niej zapami臋tamy. W pami臋ci po wys艂uchaniu 17 utwor贸w pozostanie wy艂膮cznie "Bird Song", nie dlatego, 偶e pojawia si臋 na p艂ycie w dw贸ch wersjach, ale dzi臋ki no艣nemu, weso艂kowatemu motywowi na kt贸rym ca艂a piosenka, cho膰 praktycznie pozbawiona refrenu, jest osadzona. M.I.A. ogranicza si臋 na "AIM" do dw贸ch kompozycyjnych modeli. Z jednej strony mamy plus minus czterominutowe pr贸by popowych przeboj贸w ("Freedun" i "Foreign Friend"), z drugiej za艣 dwuminutowe niemal miniatury oparte cz臋sto wy艂膮cznie na g艂osie i bicie ("Jump In", "Go Off", "Visa"). Tak czy inaczej, nie ma tu ani melodii, ani specjalnie no艣nych rytm贸w, ca艂o艣膰 jest bezpiecznie nieinwazyjna (nie ma tu wiertarek rodem ze "Steppin Up") i wymaga sporej dozy skupienia by wy艂uska膰 z niej fragmenty z potencja艂em.

Takowe tu doprawdy s膮, nieprzypadkowo pewnie w wi臋kszo艣ci po艣r贸d ostatnich kompozycji oficjalnie zaklasyfikowanych jako cz臋艣膰 "deluxe". "The New International Sound Pt. 2" przynosi pe艂niejsze brzmienie i ciekawsze melodyjne za艂amania, "Swords" opiera si臋 na fantastycznym bicie uderzanych mieczy, "Platforms" brzmi zupe艂nie inaczej ni偶 reszta albumu zmierzaj膮c w stron臋 synth-popu. W cz臋艣ci zasadniczej to niepozorne "Finally" okazuje si臋 najbardziej gustown膮 i wyj膮tkowo skupion膮 piosenk膮, "A.M.P. (All My People)" waha si臋 mi臋dzy irytacj膮 a mocnym bitem, "Ali R U Ok?" przynosi mantryczne od艣wie偶enie a "Fly Pirate" odrobin臋 dowcipu. Wszytko to jednak ledwie przeb艂yski, drobne wahni臋cia w jednolitym nastroju albumu. W M.I.A. jak zawsze warto si臋 ws艂ucha膰, ale "AIM" nie odwdzi臋czy si臋 niezapomnianym do艣wiadczeniem. 6.5/10 [Wojciech Nowacki]